Minister armii USA ostrzega przed kosztowną bronią! Polska? Kupuje Abramsy i Apacze.

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
8 maja 2025, 11:49
armia usa wojsko amerykanie żołnierze
armia usa wojsko amerykanie żołnierze/Anton Hlushchenko / Shutterstock.com
Rosyjskie drony, które kosztują mniej niż przeciętny telefon komórkowy, zmuszają Stany Zjednoczone do poważnej refleksji nad przyszłością swoich militarnych inwestycji. Jak przyznał minister armii USA, Daniel Driscoll, czas przewartościować sens wydawania milionów dolarów na sprzęt, który może zostać zniszczony przez drona wartego 800 dolarów. To nie fikcja – to codzienność frontu w Ukrainie.

Mały dron, wielki problem

Rosyjskie bezzałogowce stają się koszmarem dla amerykańskiego sprzętu wojskowego. Od wybuchu wojny w Ukrainie tanie, łatwo dostępne drony z ładunkami wybuchowymi skutecznie eliminują czołgi, transportery opancerzone i inne kosztowne systemy obronne. Ich skuteczność jest tak wysoka, że nawet M1 Abrams – amerykański czołg wart około 10 milionów dolarów – musi być dodatkowo opancerzany, by próbować przetrwać na polu walki.

Zniszczony w pobliżu rosyjskiej granicy Abrams
Zniszczony w pobliżu rosyjskiej granicy Abrams

Minister armii USA: „Musimy przemyśleć nasze zakupy”

Amerykanie przyznają, że muszą zmienić podejście do inwestycji wojskowych. W podcaście "War on the Rocks" Daniel Driscoll otwarcie powiedział, że koszt-efektywność dotychczasowych zakupów przestaje mieć sens. „Nie możemy budować i kupować sprzętu za kilka milionów, jeśli może zostać zniszczony przez drona za 800 dolarów” – stwierdził. W obliczu danych mówiących o produkcji miliona dronów w Rosji w ciągu roku, nawet najbogatsze państwo świata nie może sobie pozwolić na ignorowanie tej zmiany.

Latająca rewolucja: wojna na nowo

Drony to już nie tylko broń ofensywna – to nowa strategia. Ukraińskie drony morskie atakują rosyjską flotę, i potrafią zestrzelić myśliwce warte dziesiątki milionów dolarów. Niedawno tani rosyjski dron zniszczył kosztowna wyrzutnię HIMARS. Te drony regularnie niszczą czołgi, działa samobieżne i nawet radary obu stron. Wystarczy precyzja, szybka produkcja i niska cena. Pentagon z niepokojem analizuje te dane, bo możliwa przyszła wojna – czy to z Rosją, czy z Chinami – może przypominać bardziej starcie inżynierów niż generałów.

A Polska? Inwestuje w armię, ale czy z głową?

Podczas gdy USA zaczyna poważną debatę o kosztach uzbrojenia, Polska nadal kupuje jakby wojna w Ukrainie nie dała nam żadnej lekcji. Nasz kraj zamówił setki czołgów Abrams, koreańskich K2 oraz amerykańskie śmigłowce Apache – każdy z tych systemów kosztuje dziesiątki milionów . Tymczasem na Ukrainie widać wyraźnie, że nawet najlepiej opancerzone maszyny mogą być bezbronne wobec roju tanich dronów. Wydawanie ogromnych sum na sprzęt, który może zostać zniszczony przez tanią technologię, może okazać się kosztownym błędem. Czy Polska pójdzie śladem USA i zrewiduje swoją doktrynę? Na razie nic na to nie wskazuje.

Czołg K2 Czarna Pantera na terenie jednostki w Orzyszu.
Czołg K2 Czarna Pantera na terenie jednostki w Orzyszu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj