Pierwsi z hegemonią ekonomiczną Chin postanowili walczyć Amerykanie. Po objęciu stanowiska prezydenta Donald Trump zaczął aktywnie wprowadzać w życie hasło ze swojej kampanii wyborczej: "America first". Nowa polityka gospodarcza miała podwyższyć bezpieczeństwo narodowe USA. Jednym z jej elementów stała się wojna handlowa z Chinami, która niestety rykoszetem uderzyła w europejskie rynki.

W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych Unia Europejska nie zdecydowała się na otwartą konfrontacje z Pekinem. Europa starała się ograniczyć chiński ekspansjonizm gospodarczy wykorzystując do tego wszelkie dostępne środki by zahamować rozwój projektu „Pasa i Drogi”. Ale dopiero problemy z zakupem środków ochrony osobistej dla medyków po wybuchu pandemii Covid-19 pokazały jak bardzo wszyscy jesteśmy uzależnieni od dostaw z Chin. Nagłe zderzenie z rzeczywistością doprowadziło do tego, że Unia Europejska zdwoiła swoje wysiłki, aby przywrócić choćby część produkcji strategicznych produktów na swoim terytorium.

Jednym z założeń pakietu ożywiania gospodarki po koronakryzysie zaproponowanego przez KE jest zapewnienie „strategicznej autonomii” ekonomicznej w kluczowych sektorach poprzez budowaniu silniejszych łańcuchów dostaw w UE. Wartość pakietu pomocowego oszacowano na kwotę 750 miliardów euro (843 miliardów dolarów). Ale nie tylko Bruksela dąży do zwiększenia niezależności gospodarczej Europy. Także rządy wszystkich 27 unijnych państw starają się zwiększać swoje zasoby, rywalizując przy tym o inwestycje w moce produkcyjne w najważniejszych branżach.

Łatwiej powiedzieć niż zrobić

Mając tak duże wsparcie finansowe Brukseli europejskie firmy powinny być chętniejsze do przenoszenia swojej produkcji z Chin do Europy. Niestety to tylko teoria. W praktyce bowiem okazuje się, że mimo wszystko wielu firmom wciąż bardziej opłaca się produkować swoje towary w Azji. Blomberg.com przytacza wypowiedź włoskiego projektant obuwia Gimmiego Baldininiego, który twierdzi, że jego firma nie może zerwać współpracy z azjatyckim gigantem, gdyż: „Chińscy robotnicy mają lepszą rękę do tenisówek.”

Reklama

Wytwarzaniem obuwia sportowego dla jego spółki zajmuje się chińska fabryka w Shenzhen. „Koszty produkcji są tam o 75 procent niższe niż we Włoszech. Nie mogę rozważać rezygnacji ze współpracy (z Chinami- przyp.red.) i ponownym przeniesieniu tej linii produkcyjnej do kraju. Po prostu nie ma innego wyjścia, chyba że włoski rząd zdecyduje się radykalnie obniżyć podatki i koszty pracy,” – powiedział Baldini. Natomiast najbardziej luksusowe modele tej marki nadal wytwarzane są w głównym centrum produkcyjnym znajdującym się w północnych Włoszech.

Przesunięcie produkcji z Azji do Europy również w sektorze farmaceutycznym nie będzie łatwym zadaniem. Według Stady Arzneimittel AG, niemieckiego producenta leków generycznych i dostępnych bez recepty, Chiny produkują około 40 proc. wszystkich aktywnych składników leczniczych na całym świecie. Ich odbiorcami są głównie producenci ze Starego Kontynentu.

Niemiecki plan na nowe czasy

Niemcy są największą unijną gospodarką i jednocześnie gospodarką najbardziej uzależnioną od globalnych dostawców. Aż 17 procent niemieckiej produkcji jest powiązane z importem dóbr i usług z zagranicy. Ostatnie badanie przeprowadzone przez monachijski Instytutu Ifo wykazało, że ta zależność Niemiec od międzynarodowych dostawców może utrudnić powrót gospodarki do normalnego stanu po wygaśnięciu pandemii.

Dlatego Berlin chce zmniejszyć podatności głównych gałęzi przemysłu na potencjalne zakłócenia w przepływach handlowych. Zmiana podejścia do strategicznego łańcucha dostaw w ciągu najbliższych kilku miesięcy ma prowadzić do zwiększenia ochrony krajowych producentów.

Niemcy będą zwracali większą uwagę na to czy producenci importowanych towarów przestrzegają surowych przepisów dotyczących praw człowieka i ochrony środowiska. Po czerwcowym spotkaniu z przedstawicielami przemysłu minister gospodarki Peter Altmaier zapowiedział, że wszystkie wytyczne dotyczącej tych kwestii zostaną przygotowane w taki sposób, aby nie stanowiły dodatkowego obciążenia dla przedsiębiorstw.

Volkswagen dla każdego... Chińczyka

Podobnie jak wielu innych producentów Volkswagen stawia na produkcję samochodów elektrycznych. Do niedawna planowano, że w 2028 roku ponad połowa z 22 mln aut elektrycznych wyprodukowanych przez ten koncern będzie pochodziła z Chin. Ale trudności z odbudowaniem łańcuchów dostaw po pandemii koronawirusa mogą jednak zasadniczo zmienić te plany.

Jednak trudno liczyć, że zarząd niemieckiego koncernu zdecyduje się na masowe przenoszenie linii produkcyjnych z powrotem do Europy. Przed pandemią Chiny produkowały około 40 procent wszystkich samochodów sprzedawanych przez niemiecką firmę Volkswagen AG. Dodatkowo w maju niemiecki gigant kupił udziały w firmie produkującej akumulatory Guoxuan High-Tech Co.

Dominacja na rynku produkcji podzespołów do samochodów elektrycznych niepokoi europejskich producentów aut. Dlatego aby przeciwdziałać azjatyckiej dominacji w rozwoju i produkcji akumulatorów do samochodów elektrycznych, Francja i Niemcy zjednoczyły wysiłki, aby ożywić ten sektor. Dołączy do nich również Bruksela. Zdaniem Laurenta Michela z francuskiego Ministerstwa ds. Transformacji Ekologicznej, UE planuje w nadchodzących latach zainwestować około 8,2 miliarda euro w branżę wytwarzającą ogniwa akumulatorowe.

Blisko, coraz bliżej

Zakończenie produkcji w Chinach niekoniecznie musi oznaczać, że zostanie ona przesunięta do któregoś z krajów UE. Nowe fabryki mogą powstawać na obrzeżach Europy. Taką strategię działania przyjął między innymi francuski Peugeot. PSA Group otworzył w ubiegłym roku w Maroku swój największy poza Europą i Chinami zakład. Pierwszym modelem produkowanym w fabryce Kenitra był nowy Peugeot 208, wytwarzany wspólnie z fabryką w Trnawie na Słowacji, czytamy na stornie PSA Goup.

Ale to nie jedyna tego typu inwestycja na północy Afryki. Za pomocą rozmaitych zachęt, w tym przydzielaniem bezpłatnych działek, ulg podatkowych i ogromnych inwestycji w infrastrukturę, marokańskim władzom udało się przyciągnąć blisko 70 producentów części samochodowych.

Również Portugalia stała się beneficjentem wysiłków na rzecz skrócenia łańcuchów dostaw jakie jeszcze przed wybuchem pandemii były podejmowane przez niektóre koncerny. Dzięki relatywnie niskimi płacom ten kraj leżący na zachodnim krańcu UE stał się atrakcyjnym miejscem dla tworzenia nowych projektów biznesowych.

„Jakieś dwa lata temu obserwowaliśmy pewne zainteresowanie w tej kwestii, zarówno w sektorze przemysłowym, jak i usługowym,” - powiedział w wywiadzie Luis Castro Henriques, dyrektor generalny portugalskiej agencji handlu i inwestycji Aicep.

Wśród nowych inwestorów znaleźli się wówczas między innymi japoński producent tekstyliów samochodowych Howa Tramico, niemiecki ekspert od układów wydechowych w samochodach Eberspaecher Gruppe GmbH i Hanon Systems z Korei Południowej, który produkuje sprężarki do klimatyzacji w samochodach.

Polska, czyli centrum Europy

W Europie Wschodniej kraje takie jak Polska również starają się przyciągnąć nowe przedsięwzięcia biznesowe. Wykorzystują przy tym takie swoje atuty jak członkostwo w UE, istniejące już powiązania z firmami europejskimi oraz niższe niż na zachodzie koszty pracy.

W połowie czerwca premier Mateusz Morawiecki ogłosił pomysł wprowadzenia w Polsce tzw. „estońskiego CIT-u”. Przy tej okazji zwrócił uwagę, że w świecie dotkniętym pandemią koronawirusa łańcuchy dostaw zostały gwałtownie poprzerywane. Wielu inwestorów, przedsiębiorców, czy funduszy pracuje obecnie nad ich odtworzeniem. "I my mówimy całemu światu: chodźcie do nas, przyjdźcie do nas, bo u nas są idealne warunki do inwestowania, bo u nas nie będziemy opodatkowywać tych firm, które będą inwestować w swoje kolejne rozwiązania," - zapowiedział szef polskiego rządu.

"My zdajemy sobie sprawę z tego, że to jest rozwiązanie rewolucyjne, przełomowe, absolutnie podstawowe i pozytywne dla wszystkich przedsiębiorców. Ale ja wierzę w to, że przedsiębiorcy oddadzą nam to w swojej kreatywności, pracownicy w coraz lepiej opłacanych miejscach pracy oddadzą to również nam w swoich dziełach rąk i dziełach umysłu," – w ten sposób Morawiecki zachęcał potencjalnych inwestorów do przenoszenia do Polski swoich fabryk.

Wszystko się może zdarzyć

Zakłócenie międzynarodowych łańcuchów dostaw spowodowane pandemią koronawirusa zmusiło firmy do zastanowienia się nad problemem odległości między dostawcami, a odbiorcami towarów i usług. Oceniając politykę ekonomiczną unijnych przedsiębiorstw członek zarządu Europejskiego Banku Centralnego Luis de Guindos i szef niderlandzkiego banku centralnego Klaas Knot niezależnie od siebie ogłosili, że firmy powinny rozważyć przeniesienie części łańcucha dostaw bliżej swoich krajów, nawet jeśli oznaczałoby to podwyższenie kosztów produkcji.

„W ostatnich latach bardzo polegaliśmy na międzynarodowych łańcuchach dostaw, naginając nasze zabezpieczenia w naszej pogoni za wydajnością.” - powiedział Knot w holenderskiej telewizji w zeszłym miesiącu. Być może nadszedł czas, aby mniej polegać na obcych krajach i skupić się bardziej na bezpieczeństwie dostaw, nawet jeśli „wiązałoby się to z kosztem”, dodał.

Nie będzie to jednak łatwe zadanie, gdyż dotychczasowy rozwój globalnego przemysłu oparty był właśnie na globalnej współpracy firm i korporacji. Wielu komponentów, czy materiałów do produkcji nie da się otrzymać z „regionalnego źródła”, choćby z tego powodu, że ani w bliższym, ani dalszym otoczeniu firmy ono najzwyczajniej nie występuje. Dobrym przykładem mogą tu być choćby metale ziem rzadkich niezbędne w produkcji podzespołów elektronicznych. Najczęściej wydobywa się je tylko w kilku regionach na świecie, a w dodatku ich pozyskanie nastręcza wiele problemów natury etycznej i ekologicznej.

Zapewne gorzka lekcja jaką wyciągną międzynarodowe korporacje z niedawnego światowego lockdownu wymusi na nich wprowadzenie zmian w dotychczasowych strategiach budowania przewagi konkurencyjnej. Na dobrą sprawę marzenia o masowym powrocie produkcji przemysłowej do Europy są na chwilę obecną mrzonką. Po pierwsze koszt pracy Chińczyków jest zdecydowanie niższy od kosztu pracy Europejczyków. Po drugie Chiny z jednej wielkiej fabryki pracującej za grosze stały się jednym z największych i najchłonniejszych rynków zbytu na świecie. Ze względu na szybkie tempo starzenia się społeczeństwa sytuacja w Państwie Środka w perspektywie nadchodzących kilkudziesięciu lat może ulec radykalnej zmianie - Pekinowi zabraknie taniej siły roboczej. Mimo wszystko raczej należy się liczyć z tym, że prędzej część produkcji zostanie przeniesiona z Chin do Indii, niż na Stary Kontynent.