Wywodząca się z Zielonych polityk jeszcze do niedawna była postrzegana jako szansa na zmianę w podejściu Niemiec do Kremla. Po jej wczorajszej wizycie w Moskwie i poniedziałkowej w Kijowie wyraźnie widać, że ta wiara była naiwna.
Baerbock jest w prostej linii kontynuatorką polityki Angeli Merkel i Gerharda Schrödera. Polityki, która – nie wiedzieć czemu – zakłada, że Kreml można przekonać do przyjęcia zachodnich reguł gry. Efekty tego błędnego założenia są doskonale znane. Schröder przez lata przekonywał, że gazociąg północny to tylko biznes, a nie polityka. Dziś zbieramy owoce tego podejścia, śledząc rosnące rachunki za gaz. Merkel z kolei zapewniała, że blokowanie przyznania Gruzji i Ukrainie Planu Działań na rzecz Członkostwa w NATO (MAP) zapewni Europie pokój i udobrucha Władimira Putina. W kwietniu 2008 r. na szczycie Sojuszu w Bukareszcie to ona doprowadziła do zablokowania MAP dla Kijowa i Tbilisi. Mimo nacisków ówczesnego prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego i szefa dyplomacji Radosława Sikorskiego, przesunęła rozmowy o MAP na grudzień 2008 r.
Te kilka miesięcy wystarczyło Rosji, żeby w sierpniu tego samego roku najechać Gruzję i zamknąć temat rozszerzenia Sojuszu.