W swym wystąpieniu Di Maio podkreślił, że ryzyko nowej fali migracyjnej jest "ogromne".

Wyraził przekonanie, że "niepotrzebne są slogany czy krzyki", ale konkretny plan rozwiązania tej sytuacji. Tak odniósł się do notowanego od kilku tygodni masowego napływu migrantów, głównie z Tunezji, na wyspę Lampedusa. Tamtejszy ośrodek jest przepełniony, potrzeba wielu dodatkowych miejsc, gdzie przybysze będą odbywać kwarantannę, także na przeznaczonych na ten cel statkach.

Odnosząc się do kolejnej fazy kryzysu migracyjnego minister spraw zagranicznych zaznaczył, że "Włochy same sobie nie poradzą".

"Nasz kraj jest w szczególnym momencie, zagrożenie sanitarne nie zmalało, nie możemy obniżyć czujności, skoro widzimy takie sceny, jak w Porto Empedocle czy w Caltanssetta" - stwierdził szef dyplomacji nawiązując do niedawnych masowych ucieczek migrantów z tych ośrodków na Sycylii, w których odbywali kwarantannę.

Reklama

Di Maio powiedział także, że trzeba przyspieszyć procedurę odsyłania migrantów, którzy nie mają prawa do azylu, do krajów ich pochodzenia. Dotyczy to właśnie Tunezyjczyków. Zdaniem szefa MSZ należy ich odsyłać także statkami, nie tylko samolotami, bo na pokład takich jednostek może wejść 300-400 osób.

"Bardzo ważne jest to, by odsyłanie do domu odbywało się w takim rytmie, w jakim napływ migrantów" - dodał Di Maio.

Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)