W ubiegłym tygodniu Atlanta w Georgii. W tym Boul der w Kolorado. A pomiędzy nimi Stockton w Kalifornii, Greshon w Oregonie, Dallas i Houston w Teksasie oraz Filadelfia w Pensylwanii. Łącznie 19 ofiar śmiertelnych i 27 rannych, w tym dwie osoby w stanie krytycznym. Masowe strzelaniny (to znaczy takie, w których jest co najmniej czterech zabitych) w USA zdarzają się już niemal codziennie.
W poniedziałek 22 marca po południu Ula Bunting zapakowała synów do auta i obrała kierunek na centrum handlowe Flatirons w Boulder. W szkołach właśnie rozpoczął się tydzień ferii wiosennych, a że pandemia udaremniła rodzinie wyjazd na urlop, ustalili, że będą korzystać z lokalnych atrakcji. Usłyszała policyjną syrenę, a gdy zjechała z drogi, okazało się, że nie chodziło o nią, choć pedał gazu miała wciśnięty odrobinę za mocno.
– Za chwilę minęły nas kolejne trzy wozy. Aha, czyli wypadek. I to chyba poważny, skoro tyle policji pędzi. A potem zobaczyliśmy, że policyjne kolumnady jadą już ze wszystkich stron, z pobliskiego Longmont, z Louisville, Denver. Za nimi ciężarówki służb specjalnych SWAT. Do tego odgłos helikopterów nad głową – opowiada Ula. – To ta chwila, gdy wszystko w człowieku zamiera. Moment, kiedy wiesz, że stało się coś strasznego i nieodwracalnego. Zalega cisza, a tobie kołacze się po głowie, że powinnaś coś powiedzieć. Masz przecież przy sobie dzieci. One też w tym uczestniczą. Tylko co można powiedzieć? Ciszę w aucie przerwał głos mojego syna. „To strzelanina” – powiedział. „Tu niedaleko była jakaś strzelanina”. Zrobiło mi się niedobrze, bo wiedziałam, że ma rację. W tym kraju dzisiaj od małego uczy się dzieci, jak rozpoznawać takie sytuacje – kończy niemal szeptem Ula.
Przed skrzyżowaniem szosy nr 93 z Table Mesa (jeszcze nie było zamknięte) zobaczyli, że wszyscy skręcają w prawo, na parking przed supermarketem King Soopers. Przejechali skrzyżowanie. Chłopcy przypadli do telefonów, ale nigdzie jeszcze nie było informacji, co się stało. Wyglądało na to, że rozminęli się z tragedią dosłownie o minuty. Do centrum handlowego dotarli, ale równie szybko z niego wyszli. W internecie w końcu zaczęły pojawiać się pierwsze wiadomości, w tym wstrząsające nagranie z wnętrza sklepu, na którym słychać strzały z karabinu i widać padających na ziemię ludzi. Liczba ofiar rośnie z pięciu do sześciu, siedmiu, wreszcie do 10. Jest i zdjęcie mordercy. Rozebrany niemal do naga mężczyzna z zakrwawioną nogą eskortowany przez policję. „Jaki młody” – myśli Ula. Zwykle są bardzo młodzi.