700 tys. osób przekroczyło granicę polsko-rosyjską
Polska ma 210 kilometrów wspolnej granicy z Rosją. Gdańsk i Królewiec dzieli jeszcze mniej, bo tylko 160 km. Kilka lat temu trasa ta była niezwykle popularna. Rosjanie jeździli do polskich marketów, Polacy w celach turystycznych. Turyści zza granicy (głównie Niemcy) do swoich rodzin lub odwiedzić dawne Pruskie miasto. Dziś stolica obwodu – Kaliningrad (Królewiec) – to rosyjskie miasto „otoczone” z każdej strony przez kraje NATO i UE.
Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, w lutym 2022 roku, kraje UE przestały wpuszczać rosyjskie linie lotnicze. Od tego czasu z Królewca do Moskwy latają naokoło, przez Morze Bałtyckie, cieśninę Fińską i dalej w stronę Petersburga. Ruch na granicy spadł niemal do zera.
W związku z napiętą sytuacją polityczną MSZ odradza wyjazdy do Rosji. Ministerstwo oficjalnie uznaje kraj za „nieprzyjazny”. Granica pozostaje jednak otwarta. Jak dowiedział się „Forsal” w 2025 roku na przejściach Bezledach i Grzechotkach odprawiono ok. 700 tys. osób:
- 345 tys. wjechało do Rosji,
- 355 tys. z niej wyjechało.
MSZ zakazał ruchu turystycznego. To oznacza, że Rosjanie mogą przekroczyć granicę tylko w szczególnych sytuacjach. Sprowadza się to głównie do celów rodzinnych (łączenie małżonków) bądź związanych z pracą. Na wyjazd Rosjan na zakupy do polskiego marketu, co wcześniej było niezwykle popularnym kierunkiem, nie ma zgody.
Ograniczenia nie dotyczą cudzoziemców mających paszport lub kartę pobytu z krajów Unii Europejskiej. Jak dowiaduje się „Forsal” z 700 tys. odprawionych osób, Polacy stanowili ok. 63 tys. Rosjanie – spełniający wymogi – 208 tys. Wśród pozostałych wyróżniali się Niemcy, głównie narodowości rosyjskiej, posiadający już dokumenty UE. Poza tym sporą – i specyficzną – grupą są Łotysze. Jak informuje nas Straż Graniczna, w ubiegłym roku zatrzymano 46 osób z podrobionymi łotewskimi kartami pobytu. Metoda „na Łotysza” to jeden ze sposób na nielegalne przekroczenie granicy.
Zakazać autobusów z Polski do Rosji?
Mimo napiętej sytuacji politycznej, braku ruchu turystycznego i zakazu lotów wciąż można pojechać z Polski do Rosji autobusem. Jesienią 2025 r., zapowiadano uruchomienie nowego połączenia Warszawa-Królewiec. „Rzeczpospolita” poinformowała, że zgłosiła je firma PKF AwtoKenig należąca do 68-letniego Rosjanina Mikhaila Dudareva i zarejestrowana w Królewcu/Kaliningradzie. W mediach błędnie podawano ją jako „AwtoKonig”.
Zgodnie z prawem przewoźnik musi mieć polskiego partnera. Została nim firma Trans-Pol, której wspomniany Rosjanin jest również współwłaścicielem wraz z rodziną (żoną i prawdopodobnie dwiema córkami). Sprawa była szeroko komentowana. Jednak, jak ustalił „Forsal”, w ciągu kilku miesięcy sporo się zmieniło.
- Weryfikacja realizacji połączeń określonych w zezwoleniu, dokonana przez BTM (jednostki Generalnej Inspekcji Transportu Drogowego – red.), wykazała niewykonywanie przewozów na określonej trasie. Partnerem rosyjskim jest OOO PKF Awtokenig – poinformował „Forsal” Wojciech Król, rzecznik GITD.
Niespełna miesiąc wcześniej Ministerstwo Infrastruktury przekonywało, że pozwolenie tej firmie wydano do 26 sierpnia 2029 roku i nie można go cofnąć. Posłanka Dorota Arciszewska-Mielewczyk (PiS) w interpelacji proponowała nawet, by zupełnie zakazać połączeń autobusowych z Polski do Rosji.
„Przepisy ustawy o transporcie drogowym nie przewidują możliwości cofnięcia zezwolenia na wykonywanie regularnych międzynarodowych przewozów osób poza UE ze względu np. na przesłankę – bezpieczeństwa narodowego” – odpowiedział Stanisław Bukowiec, wiceminister infrastruktury.
Przejazdy odbywają się na podstawie dwustronnej umowy polsko-rosyjskiej sprzed lat. Propozycję wypowiedzenia tej umowy wiceminister uznał za „zbyt daleko idącą”. Jak zaznaczył, uderzyłaby również w Polskich przedsiębiorców. Otrzymali oni (stan na styczeń 2026 roku):
- 3 387 zezwoleń na przewozy dwustronne i tranzytowe
- 7 504 zezwoleń na przewozy do/z krajów trzecich.
To dziesięć razy mniej niż przed rozpoczęciem wojny w Ukrainie.
Do Rosji najlepiej z Gdańska
Mimo, że Trans-Pol nie jeździ, zgodnie z prawem może w każdej chwili wznowić połączenie. Lukę wypełnili inni przewoźnicy. Obecnie z Polski codziennie realizowanych jest 8 regularnych połączeń do Rosji, do obwodu kaliningradzkiego. Cztery lata temu – przed wojną – było ich 11, czyli tylko trzy więcej.
Uprawnienia do obsługi takich przewozów posiada pięć firm:
- Trans-Pol (z rosyjskim partnerem PKF Awtokenig)
- Ecolines-Polska (wraz z OOO Amron, spółką-córką Ecolines zarejestrowaną w Petersburgu)
- El-Max (z OOO Filatov & K)
- Euro-Trans Bus (z OOO Sputnik-Reisen)
- PKS Gdańsk (z OOO Zelenogradsk Trans).
Pierwsza firma, jak napisaliśmy powyżej, obecnie nie oferuje przejazdów. Ecolines jeździ z Warszawy Zachodniej raz dziennie przez mniej popularne przejście w Beledach. Ma zgodę na obsługę połączeń ważną jeszcze dwa lata. El-Max, Euro-Trans Bus i PKS Gdańsk konkurują na trasie Gdańsk-Królewiec.
Z Gdańska odjeżdża codziennie aż siedem autobusów do Rosji. Pierwszy o godz. 6 rano, ostatni o godz. 17. Niektóre przejeżdżają też przez lotnisko. To Gdańsk stał się głównym punktem przesiadkowym dla osób, które – przede wszystkim zza granicy Polski – chcą dostać się do Rosji. Jedna z firm ma umowę na przejazdy do października tego roku, dwie kolejne mają zgodę do 2028 i 2029 roku.
Co ciekawe, tylko El-Max w dokumentach urzędowych zapisał, że obsługuje trasę do miasta „Królewiec” (polska nazwa). Pozostałe podają „Kaliningrad” (nazwa rosyjska).
Nie ma zagrożenia? Ministerstwo nie widzi problemu
„Ministerstwo Infrastruktury nie otrzymało ostrzeżeń o zagrożeniu dla bezpieczeństwa państwa ze strony przewozów autobusowych w relacji z Federacją Rosyjską, jak i ze strony podmiotów wykonujących takie przewozy” – odpowiada Bukowiec na kolejne pytania posłanki w sprawie kursów Polska-Rosja.
Pasażerowie przekraczający granicę obserwowani są przez służby. Kontrola trwa dłużej niż na innych granicach UE, jest znacznie bardziej skrupulatna. Zapytaliśmy Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego o to, czy przewoźnicy i podróżni są dodatkowo kontrolowani. Odpowiedź jest wymijająca.
„Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego na bieżąco prowadzi rozpoznanie wobec zdarzeń, miejsc, organizacji i osób, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej, w tym również od strony wywiadowczej. Informacje dotyczące rozpoznawanych zagrożeń przekazywane są jednak wyłącznie właściwym organom administracji rządowej, w trybie i na zasadach określonych w obowiązujących przepisach” -czytamy.
ABW dodaje też, że za nadzór przewoźników odpowiada Ministerstwo Infrastruktury.