Ta niekonsekwencja może dziwić, ale tylko na pierwszy rzut oka. Jeszcze przed przyjęciem zakazu przewoźnik ograniczył sieć lotów krajowych, co było jednym z warunków przyznania pomocy publicznej. By nie konkurować z szybką koleją TGV, Air France zlikwidowało m.in. loty z Paryża do Bordeaux i Lyonu.
Francuzi nie są w tych działaniach odosobnieni. Już w zeszłym roku Austrian Airlines zrezygnował z części lotów krajowych. Sytuacja była wręcz bliźniacza, gdyż również w tym alpejskim kraju decyzja została niejako wymuszona przez rząd, który przyznał w zamian firmie gwarancje kredytowe (600 mln euro). Austriacy wprowadzili też minimalną cenę biletu lotniczego (40 euro), by uniemożliwić tanim liniom lotniczym wejście w miejsce, które opustoszało po AA.
Reklama
Pasażerski transport lotniczy na krótkich trasach staje się coraz mniej mile widziany. Nic dziwnego, bo to zdecydowanie najmniej ekologiczny rodzaj transportu. Kolej mogłaby częściowo zastąpić loty nie tylko w poszczególnych państwach UE, ale też w całej Wspólnocie. Lecz jej potencjał pozostaje cały czas niewykorzystywany.

Dobry pijar

Lotnictwo pasażerskie jest tak nieekologiczne, że aż dziw bierze, że wciąż ma całkiem dobrą prasę. To zapewne dzięki aurze nowoczesności oraz temu, że korzystają z niego najczęściej ludzie średnio lub bardzo zamożni, narzucający ton debacie publicznej. Gdy mówimy o emisji dwutlenku węgla, to przed oczami staje nam dymiąca elektrownia węglowa, a nie Jumbo Jet. Nawet UEFA organizuje w tym roku piłkarskie Mistrzostwa Europy EURO 2020 rozproszone po kontynencie, więc piłkarze, a pewnie też część kibiców, będą latać z jednego jego krańca na drugi. Przykładowo Polska zagra w czerwcu mecze grupowe w Sewilli i Sankt Petersburgu.

Treść całej opinii można przeczytać w piątkowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej oraz w eDGP.