Jethon: Dobrze, wpuściłam się w kanał

Ten tekst przeczytasz w 14 minut
3 marca 2017, 09:01
Magdalena Jethon fot. Darek Golik
Magdalena Jethon - dziennikarka radiowa, w latach 2009 oraz 2010–2016 szefowa radiowej Trójki, założyła portal internetowy Koduj24.pl fot. Darek Golik/Dziennik Gazeta Prawna
Choroba obiektywizmu bywa czasami zła. W demokracji mniejszość trzeba pokazywać, ale trzeba zachować proporcje.

Mam nadzieję, że to sytuacja tymczasowa, to się musi jakoś zmienić. Strasznie mnie ten Kaczor wpieprza.

Wpieprza! Przecież my żyjemy w jakimś kosmosie!

Jesteśmy na najlepszej drodze, ale jeszcze pewne swobody obywatelskie zostały zachowane.

Na razie nawet większość tych swobód, ale kierunek jest naprawdę bardzo niebezpieczny.

Mam to wszystko wymieniać?

Hm, nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Może nie odebrano nam swobód tak wprost, ale pojawił się strach przed wyrażaniem poglądów.

Chciałabym na to inaczej odpowiedzieć. Skoro ludzie z radiowej Trójki boją się konsekwencji rozmów ze mną czy z innymi wyrzuconymi, to znaczy, że jakieś swobody zostały im odebrane.

W pewnym sensie tak. Może źle się wyraziłam o swobodach obywatelskich, ale każdy widzi gołym okiem, że dziś w Polsce nie jest przestrzegana konstytucja.

Chce mnie pan teraz przepytywać z konstytucji?

Jestem słabym rozmówcą, jeśli chodzi o konstytucję.

Dobrze, wpuściłam się w kanał, na którym się nie znam. Nie mam siły teraz kombinować...

Mam panu teraz opowiadać o zamachu na Trybunał Konstytucyjny i o pani sędzi Przyłębskiej? Nie chce mi się w kółko mówić o wojsku, o mediach. Zdecydowanie nie podobają mi się działania Ziobry, skok PiS-u na sądownictwo.

Nie czytałam, bo to nie moja specjalność. Wie pan, ja się zastanawiam, czemu Kaczyński nieustannie obraża, poniża ludzi drugiej strony? Po co mu to?

Nigdy. Nie słyszałam, by ktoś o tysiącach manifestujących mówił, że to komuniści i złodzieje. To on wprowadza taki język! Niech pan później wejdzie na te fora i zobaczy, co się dzieje.

Ja tego nie widziałam.

No dobrze, a dlaczego tak jest? Bo może przykład idzie z góry.

Przepraszam, ale kto pierwszy zaczął posługiwać się taką agresją, no kto?! To PiS wprowadził straszny, agresywny język. To jest po prostu obrzydliwe. I do tego te nieustające kłamstwa. I to takie kłamstwa, że człowiek staje osłupiały.

>>> Czytaj też: „Pożyteczni idioci” podają dalej. Oto nowy model rosyjskiej propagandy

(cisza)

Zastanawiam się, które słowo byłoby trafniejsze.

Możliwe.

Autorzy mają prawo wypowiadać się tak, jak zechcą.

Jeśli piętnujemy agresywny język, to sami powinniśmy mówić elegancko? Ja tak uważam. Codziennie dyskutujemy na ten temat, rozmawiamy o tym, czy coś określić dosadnie, czy nie. I nawet pan nie wie, ile tekstów łagodzimy, wyrzucamy zbyt ostre sformułowania. Ja jestem łagodniejsza, więc powiedziałabym – paskudna zmiana, ale wiele osób wśród nas, nawet tak wyważonych jak Jerzy Sosnowski, się zradykalizowało.

Tak, robię to, bo dołączanie do chóru, który krytykujemy, nie jest dobre, ale też nie można być zawsze grzecznym i stać na uboczu.

Bo czasem trzeba tupnąć nogą.

Nie jesteśmy organem KOD-u w takim znaczeniu, w jakim „Trybuna Ludu” była organem PZPR, nie ma żadnej formalnej zależności między nami. Jesteśmy wolnym i niezależnym portalem, który powstał na fali niezadowolenia wobec tego, co się dzieje w kraju.

No tak, to było drobne nieporozumienie czy raczej niezręczność.

Dobrze, to było przepastne nieporozumienie. Polegało, w skrócie, na tym, że opowiedziałam Mateuszowi, że chcę stworzyć portal, a on ogłosił to na konferencji i trochę się pośpieszył. Ciągle się borykamy z problemami finansowymi. Ja wiem, że do puszek trafiały jakieś pieniądze na KOD, ale ja z nich nie korzystałam. Do dziś za swoją pracę nie wzięłam ani złotówki.

...to dobrze, bo mi łatwiej mówić o Koduj24.pl. My bardzo się staramy być rzetelni i staramy się punktować władzę.

Każdemu zdarzają się wpadki, ale porządna jest „Polityka”. Starają się być rzetelni i trzymać równy dystans do wszystkich stron konfliktu.

Tak mi się wydaje.

Ja bym tak nie powiedziała.

(cisza)

Nie czytałam tego. Ale to się kłóci? Można krytykować i PiS, i opozycję...

Ta sama, co zawsze. Media są po to, by rzetelnie informować i kontrolować władzę, być w opozycji.

Zawsze pokazywaliśmy rzetelnie dwie strony konfliktu, ale nie byliśmy radiem politycznym, nie taka była nasza główna rola.

Tym się powinny zajmować media polityczne, przecież nie te, które puszczają seriale i programy rozrywkowe albo radio, które gra muzykę.

Jakby pan policzył samą politykę, to nie byłoby jej więcej niż 10 proc. czasu antenowego.

I staraliśmy się pokazywać wszystkie strony sceny politycznej, bo nam wyliczali, ile czasu poświęcono tej partii, ile innej.

Oczywiście, na tyle, na ile mieściło się to w naszym profilu. Na przykład bardzo rzetelnie omawialiśmy aferę podsłuchową. Nie mieliśmy jednak dziennikarzy śledczych, którzy by się tymi sprawami szczególnie zajmowali.

Nie mogłam, bo nie miałam pieniędzy.

Naprawdę nie miałam takich możliwości, nie zamierzałam zmieniać profilu stacji, więc nie było o czym mówić.

Chcieliśmy pokazać inny sposób przeżywania patriotyzmu, pokazać, że możemy być dumni z bycia Polakami – może pan powiedzieć, że coś się w akcji „Orzeł może” nie udało, ale nikt nie może mi zarzucić, że chciałam ośmieszyć patriotyzm czy Polskę.

Może pan kpić, ale zrobiliśmy sto audycji o patriotyzmie. To kogo, jak nie prezydenta, mieliśmy prosić o patronat? I gdyby to było teraz, to oczywiście poprosiłabym o to Andrzeja Dudę. Każde medium stara się o taki patronat i byłoby idiotyzmem, byśmy my z niego rezygnowali.

Oczywiście, że tak było.

Trójka była rzetelna. Generalnie media publiczne były dużo bardziej rzetelne niż teraz. Ja nigdy w życiu nie naciskałam na dziennikarzy! Raz w życiu poprosiłam jednego: „Jak będziesz brał kogoś z tej partii, to weź może tego drugiego, a nie ciągle tego samego”, na co usłyszałam, że właśnie chciał go zaprosić, ale skoro naciskam, to zrobi mi na przekór. I tak zrobił.

Oczywiście! A kto opisał aferę reprywatyzacyjną w Warszawie? Niepokorni z „wSieci”? Nie, „Gazeta Wyborcza”. Bardzo drapieżny jest teraz „Newsweek” Tomasza Lisa.

Lis zawsze był drapieżny, ale tamtej władzy nie było tyle do zarzucenia. Przecież to z tego się bierze.

Może nie świetna, ale nieporównanie lepsza od obecnej.

Chodzić tak, ale chyba nie powinien się angażować przywódczo, że tak to ujmę.

Może uznali, że przyszedł taki moment, że muszą się angażować? Ludzie często mówią: „Nie powinniśmy się mieszać”, ale rozumiem tych, którzy nie zgadzają się na takie postawienie sprawy. Każdy powinien sam w swoim sumieniu decydować, czy chce się angażować, czy nie.

Jeśli to są legalne manifestacje, to nie widzę problemu, każdy może wziąć w nich udział. Tak samo jak z artystami, którzy w normalnych czasach się nie wypowiadają, ale teraz zabierają głos.

Ja tego od nich nie żądam, sami muszą dokonać wyboru, ale osobiście uważam, że każdy powinien być społecznie zaangażowany.

Jak ktoś za ścianą katuje dziecko, to też wielu mówi: „Nie mieszajmy się, nie nasza sprawa”, inni zaczną się zastanawiać, czy dziecko nie zasłużyło. Pan by milczał?

To czemu pan się dziwi?

Ja uważam, że przyzwoitość nakazuje, by każdy, także artysta, opowiedział się przeciwko złym praktykom tej władzy.

Nie rozliczam.

On powiedział, że nie chodzi na wybory, a ja uważam, że na wybory chodzić trzeba i to się powinno wpajać już dzieciom. I że jeśli mu się nie podoba to, co dzieje się w Polsce, to powinien o tym mówić.

Nikomu nie będę niczego nakazywać, ale jeśli ktoś jest osobą publiczną i ma jakiś pogląd, to dlaczego miałby się go wstydzić? Znam wielu artystów, którzy prywatnie są przerażeni tym, co się dzieje, ale nie chcą zaangażować się publicznie.

W normalnych czasach nikogo to nie interesuje, ale jeżeli Janusz Gajos uważa teraz, że władza robi z niego idiotę, że jest obrażany, to chyba ma prawo się wypowiedzieć.

Proszę pana, nikt nie ma takiego obowiązku, ale moje pytania i moje rozmowy biorą się z tego, że ja osobiście, prywatnie czuję się bardzo źle. Mnie się nie podoba ta narracja, mnie się nie podoba to napięcie. Nie podoba mi się ta nienawiść, to, że ludzie sobie skaczą do oczu.

Bardzo mi się to nie podoba, źle to znoszę.

Miałam go pouczać, mówić, co jest grzeczne, a co nie, co powinien czuć?

Być może, że się trochę zradykalizowałam, ale nigdy nikogo nie nawoływałam do nienawiści.

Zgodzę się, że choroba obiektywizmu bywa czasami zła.

Podam panu przykład. Jest koncert Madonny, po koncercie mamy 100 tys. zadowolonych fanów i dziesięcioro, którzy nie byli zachwyceni i którzy protestowali. I teraz te tak zwane obiektywne media będą po równo przedstawiały obie racje?

W demokracji mniejszość też trzeba pokazywać, ale trzeba zachować jakieś proporcje. Bo przecież zawsze jest jakiś margines i nie możemy dopuścić do sytuacji, że racje są sztucznie wyważone, że jest pół na pół, połowa zadowolonych, a połowa nie. To jest fałszywy obraz.

Naprawdę jest bardzo trudno powiedzieć coś dobrego o tych rządach, bo co się człowiek nie odwróci, nie spojrzy, to coś się tam złego dzieje.

To znaczy jak, udając, że nikt nie ma racji?

Uważam, że jeśli ktoś nie zgadza się z tym, co robi rząd, to powinien dawać temu wyraz. Jeśli ma się udać odsunięcie ich od władzy, to musi się wypowiedzieć.

W jakimś sensie Sosnowski ma rację. Można dzielić włos na czworo, można dzielić rację, ale ostatecznie i tak człowiek musi się opowiedzieć. Ja też panu powiem, że program 500+ jest dobry, ale to nie znaczy, że wspieram rząd.

Środek zniknął, nie dlatego, że ja czy Sosnowski tego chcieliśmy, ale tak się po prostu stało. I każdy musi się jakoś opowiedzieć.

Czy popierasz demontaż prawa, powolne odbieranie swobód czy nie.

Ostatecznie wszystko można do tego sprowadzić.

To nie jest żadne rozwiązanie. Ja bym widziała zamiast tego rozwiązanie może bardzo naiwne, żebyśmy od dziś zaczęli szukać wspólnych płaszczyzn, szukać tego, co dla nas wspólne.

Oczywiście, ja będę od teraz mówić, że jesteście fajni, a wy mi powiecie, że jestem idiotką? O nie, tak się nie da. Musimy się najpierw razem umówić. Byłoby nam łatwiej, gdybyśmy mieli jakieś wspólne autorytety. Tu oczywiście jest problem, bo PiS niszczy wszystkie, nawet Andrzeja Wajdę...

Wystarczy powiedzieć kilka kłamstw, rozdmuchać drobne błędy i przestaje być autorytetem. W efekcie dziś nie ma nikogo, kto by powiedział temu, co się dzieje: „stop”.

Naturalnie, próbuję, szukam kontaktu z innymi ludźmi. Zadzwoniłam jakiś czas temu do aktorki Anny Chodakowskiej, którą znam od dawna. Ucieszyła się. Zaproponowałam jej wywiad. „O nie, w żadnym wypadku” – powiedziała. Prywatnie tak, ale wywiadu mi nie da. Dlaczego?

Ona się o nim bardzo ładnie wypowiada, on o niej zresztą też, ale nie chce z nią grać.

To prawda, to jest szaleństwo.

Jest taka możliwość.

To niech już tak zostanie.

>>> Polecamy: Kwaśniewski: jeśli przyjąć narrację PiS-u, to Lech Kaczyński współtworzył postkomunę

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj