Rekordowy deficyt - katastrofa czy wypadek przy pracy?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 września 2009, 09:31
Najwyższy zakładany deficyt budżetowy w historii - 52,2 mld zł - swoją wysokością zaskoczył wszystkich. Według opozycji, oznacza to katastrofę finansów publicznych i klęskę polityki gospodarczej rządu. Eksperci przekonują jednak, że realny deficyt będzie niższy niż ten projektowany.

Odnosząc się do budżetowych planów rządu, prezydent Lech Kaczyński w sobotnich "Sygnałach dnia" powiedział, że niższe dochody to konsekwencja odejścia od koncepcji państwa twardego.

"Nie ma podstaw do tego, żeby tak spadały wpływy z podatku VAT. Trzeba uszczelnić system. Dlaczego jedni mają płacić VAT, a inni się finansować z tego, że go nie płacą?" - pytał Lech Kaczyński.

Pośrednio z prezydentem zgadza się szef klubu PSL. Zdaniem Stanisława Żelichowskiego trzeba zrobić wszystko, by wpływy budżetowe były jak największe. "Są jeszcze pewne możliwości w ściągalności podatków" - przyznaje.

"Ten deficyt to element czarnego PR" - twierdzi prezydencki doradca Adam Glapiński. Jego zdaniem już dziś wiadomo, że inflacja i wzrost PKB będą wyższe od założonych, a dodatkowo NBP wpłaci ok. 5 – 6 mld zł z zysku dzięki słabemu złotemu. Dlaczego więc minister tego nie zakłada? "Bo chce przyzwyczaić opinię publiczną do złego scenariusza, a w trakcie kampanii prezydenckiej Donalda Tuska pokazać, że dzięki jego rządowi jest dużo lepiej" - mówi Glapiński.

Podobne zdanie ma polityk PiS Joachim Brudziński. Według niego mamy do czynienia z budżetem wyborczym Donalda Tuska i rozdawnictwem publicznych pieniędzy.

Z wyborczą argumentacją opozycji nie zgadza się główny ekonomista BRE Banku Ryszard Petru. "Nie opłaca się rządowi przedstawiać specjalnie zbyt wysokiego deficytu, bo to ma przełożenie na reakcję rynku, na rentowność polskich obligacji, więc koszty przedstawienia tak wysokiego deficytu są wysokie" - przekonuje.

Zdaniem szefa SLD Grzegorza Napieralskiego projekt budżetu to kompromitacja rządu. Przypomina, że jeszcze niedawno premier Donald Tusk i minister Rostowski zapowiadali, że będą bronić niskiego deficytu. "Teraz Platforma funduje zadłużenie, które będą spłacać pokolenia" - mówi szef Sojuszu.

Szef klubu PO Zbigniew Chlebowski twierdzi, że nie rozumie zarzutów opozycji. I przypomina, że to PiS, SLD i obóz prezydencki domagały się od rządu zwiększania deficytu.

Więcej: w artykule "Rząd uspokaja, że kontroluje budżet" na dzienniku.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik.pl
Tematy: gospodarka
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj