PKP Intercity zbiera siły na Euro 2012. Liczy na spory zarobek

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 lutego 2012, 19:15
Tory kolejowe
Tory kolejowe/ShutterStock
Kolejowy przewoźnik szykuje się do piłkarskich mistrzostw Europy, które w czerwcu zostaną rozegrane na boiskach Polski i Ukrainy. To może być prawdziwy zastrzyk gotówki dla PKP.

– Chcemy wykorzystać imprezę do poprawy wizerunku, ale liczymy też na zyski – zapowiada Janusz Malinowski, prezes PKP Intercity.

Szef kolejowej spółki szacuje, że zarobek tylko w czerwcu może sięgnąć 25 mln zł. – Liczę na powtórkę najlepszego miesiąca z ubiegłego roku, kiedy w lipcu zarobiliśmy na czysto podobną kwotę – mówi Malinowski, który spodziewa się nawet podwojenia liczby pasażerów. Żeby uniknąć ścisku, przewoźnik szykuje większą liczbę połączeń do miast Euro 2012. – Będziemy przygotowani na przewiezienie nawet 120 tys. kibiców dziennie – mówi.

>>> Czytaj też: Zakaz bycia mężczyzną. Czeskie koleje wprowadzają przedziały tylko dla kobiet

Spółka powoli wychodzi na prostą. Strata netto PKP Intercity za 2011 r. wyniesie ok. 27 mln zł. To wyniki wstępne, jeszcze przed audytem. Są o niebo lepsze niż przed rokiem, gdy strata przekroczyła 136 mln zł (w 2009 r. wyniosła blisko 77 mln zł). Na zero spółka chce wyjść w 2012 r. Taki wynik był możliwy już w 2011 r., ale zarząd przewoźnika nie chciał rezygnować z realizacji kosztownego planu remontów taboru. W ciągu 12 miesięcy wydatki na ten cel sięgnęły 168 mln zł wobec 118 mln zł w 2010 r. Efekt – spółka ma ok. 1,5 tys. sprawnych wagonów, a na mistrzostwa chce ich mieć 1,7 tys. W tej sytuacji raczej nie skorzysta z oferty wynajęcia blisko setki wagonów od niemieckich kolei.

>>> Czytaj też: Inwestycje kolejowe: Polska wyda 7-8 mld zł w 2012 roku

PKP Intercity pracuje nad nową ofertą dla pasażerów. Chce jeździć na Hel i w Bieszczady. Zamierza też uruchamiać więcej pociągów międzynarodowych: do Niemiec, Czech i na Węgry. Planuje też nowe połączenia w Polsce, ale ograniczają ją remonty linii kolejowych. – Na dodatek zarządca infrastruktury przy układaniu rozkładu jazdy przewiduje zbyt duże rezerwy czasowe. Gdyby nie one, czasy przejazdów byłyby krótsze nawet o kilkadziesiąt minut – mówi Janusz Malinowski i podaje przykład składu „Małopolska”, który trasę z Rzeszowa do Gdyni mógłby pokonywać o 3 godziny szybciej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj