Syryjski rząd zezwolił inspektorom ONZ na sprawdzenie, czy faktycznie w środę wieczorem na przedmieściach Damaszku doszło do użycia broni chemicznej.

Takie podejrzenia pojawiły się po sobotnim oświadczeniu Lekarzy bez Granic, którzy mieli w środę przyjąć do wspieranych przez siebie szpitali ponad 3 tys. osób, z których ponad 300 zmarło. Na reakcję zachodnich polityków nie trzeba było długo czekać: Barack Obama i David Cameron ostrzegli, że potwierdzenie tych doniesień pociągnie za sobą poważną odpowiedź. Sekretarz obrony Chuck Hagel powiedział, że prezydent kazał armii być gotową na każdą ewentualność. 

>>> Czytaj więcej o wojnie domowej w Syrii

W sobotę prezydent Obama spotkał się w Białym Domu z kluczowymi doradcami w zakresie obrony, m.in. szefem CIA Johnem Brennanem i dowódcą amerykańskiej armii gen. Martinem Dempseyem. Ten ostatni z pewnością rozwijał listę wariantów, jaką Amerykanie mają w Syrii, a które pokrótce przedstawił w liście do Kongresu pod koniec lipca.

Wariant 1 – Wsparcie dla opozycji. Przewiduje on trzymanie się z dala od konfliktu przy jednoczesnym zwiększeniu pomocy dla wojsk opozycyjnych, a więc w szkoleniach, logistyce i wywiadzie. Ta opcja wymagałaby organizacji obozów treningowych poza granicami Syrii, a do tego potrzeba wsparcia lokalnych partnerów. Jako potencjalne ryzyko Dempsey wymienia zwiększenie możliwości ekstremistów, którzy są w opozycji. Jednocześnie jest to najtańszy wariant dla amerykańskiego podatnika – 500 mln dol. na rok.

Wariant 2 – Punktowe uderzenia w reżim polegające na niszczeniu z daleka kluczowych jednostek wojskowych, instalacji militarnych, baz sprzętowych, a także punktów dowodzenia. Wymagałoby to zaangażowania ze strony sił powietrznych i marynarki wojennej. Po stronie ryzyka jest konieczność ewakuacji ewentualnych zestrzelonych pilotów. Koszt tego wariantu to miliardy dolarów, w zależności od charakteru i częstotliwości bombardowań.

Wariant 3 – ustanowienie nad Syrią strefy bez przelotu, co pozbawiłoby reżim możliwości ofensywnego i logistycznego używania lotnictwa. Konieczne byłoby zniszczenie systemów obrony przeciwlotniczej, lotnisk i infrastruktury pomocniczej, a także samych sił powietrznych. Szacowany koszt to 500 mln do 1 mld dol. miesięcznie. 

>>> Czytaj też: Interwencja w Syrii: USA ma gotowe na militarne scenariusze

Wariant 4 – Ograniczona interwencja. To rozwiązanie wymagałoby zaangażowania sił lądowych i oznaczałoby wkroczenie na terytorium Syrii w celu ustanowienia stref buforowych. Na ich terenie można byłoby szkolić wojska opozycyjne i skupić się na pomocy humanitarnej, w znaczący sposób odciążając kraje zmęczone napływem syryjskich uchodźców. Do takiej operacji potrzeba jednak zaangażowania tysięcy żołnierzy, co niesie z sobą ryzyko strat. Koszt: 1 mld dol. miesięcznie.

Wariant 5 – Zniszczenie broni chemicznej reżimu. Jeśli inspektorzy ONZ zdobędą dowody na wykorzystanie broni chemicznej, amerykańscy decydenci będą żałować, że nie wdrożyli wcześniej nakreślonego przez Dempseya ostatniego wariantu, czyli zniszczenia zapasów broni chemicznej reżimu. W ramach tej operacji kluczowe instalacje byłyby niszczone na odległość bądź przejmowane przez siły specjalne. Koszty szybko mogłyby przekroczyć 1 mld dol. miesięcznie.