Pod względem produktu krajowego brutto na mieszkańca Polska ma jednego zdecydowanego lidera – to województwo mazowieckie, gdzie, jak informuje Główny Urząd Statystyczny, w 2013 r. PKB per capita wynosił 68,7 tys. zł i był o niemal 60 proc. wyższy niż średnia krajowa. Dane za 2013 r. są ostatnimi dostępnymi, w dodatku są to wstępne szacunki. Sama Warszawa notuje jeszcze lepsze wyniki: już w 2012 r. PKB na mieszkańca przekroczył tam poziom 120 tys. zł i był o niemal połowę wyższy niż w kolejnym pod względem tak liczonej zamożności Poznaniu. Mazowieckie odpowiada jednak za niewiele ponad jedną piątą produktu krajowego Polski. Choć w strukturze naszej gospodarki w ostatnich kilkunastu latach nie nastąpiła rewolucja, to niektóre regiony zdołały wyraźnie poprawić pozycję. Inne zaś straciły.

W latach 1998–2013 PKB na mieszkańca w ujęciu nominalnym, czyli bez uwzględnienia zmian cen, w kilku regionach urósł o ponad 200 proc. Najbardziej – o niemal 240 proc. – na Dolnym Śląsku. Efekt: ten region pod koniec lat 90. zajmował jeszcze czwarte miejsce w rankingu pokazującym PKB per capita. Teraz jest drugi. Do liderów wzrostu należą też Mazowsze i Wielkopolska, a także Łódzkie, które w efekcie z 10. miejsca pod koniec lat 90. wywindowało się na szóstą lokatę.

Nie jest to jednak zasługa stolicy województwa, a raczej okolic Piotrkowa Trybunalskiego. W tym podregionie w latach 2000–2012 nominalny PKB na głowę urósł o ponad 150 proc., o ponad połowę szybciej niż w całym województwie. Przykład Piotrkowa jest typowy także dla innych rejonów, które w ostatnich latach zanotowały mocny wzrost. W większości przypadków poprawę pozycji można wiązać z dwoma czynnikami: infrastrukturą komunikacyjną i dużymi zakładami przemysłowymi. W rejonie piotrkowskim znajdują się i energetyka (Bełchatów), i produkcja materiałów budowlanych (Tomaszów Mazowiecki), i centra logistyczne.

>>> Czytaj też: Gazprom ma wielkiego rywala. USA chcą zakończyć gazową hegemonię Rosji

Przykładem sukcesu jest też Małopolska. Ale niecała. Sama stolica regionu jest wprawdzie piątym pod względem zamożności podregionem w kraju (na 66, które wyróżnia GUS), ale w ostatnich latach jej pozycja nieco osłabła. Poprawiła się zaś sytuacja w okolicach Krakowa, gdzie jeszcze na początku minionej dekady był najniższy PKB na głowę w Polsce, a według ostatnich danych te tereny są mniej więcej w dwóch trzecich stawki. Lepiej jest także w rejonie Tarnowa. To miasto w ostatnich latach skorzystało na budowie autostrady, a także na rozwoju tamtejszych zakładów azotowych, które stały się liderem notowanej na giełdzie Grupy Azoty. Niewiele zmieniło się natomiast w okolicach Nowego Sącza, które kilkanaście lat temu były drugie od końca. Dziś wyprzedzają rejon Ełku, Chełma i Zamościa oraz Przemyśla, który zamyka stawkę.

Podkarpacie to jednak nie tylko biedny Przemyśl i niewiele lepsze pod względem PKB na mieszkańca Krosno. To również Rzeszów, który m.in. dzięki branży informatycznej (Asseco) czy przemysłowi lotniczemu i produkcji AGD w latach 2000–2012 zanotował trzeci co do wielkości skok w rankingu podregionów – o 16 pozycji (lepsze były tylko okolice Krakowa i Wrocławia). Na razie wystarcza to, by w rankingu PKB na mieszkańca w niektórych latach – w tym ostatnio – wyprzedzać sąsiednią Lubelszczyznę (tu od kilku lat poprawia się pozycja samego Lublina, ale także rejonu Puław – wspieranego, podobnie jak w Tarnowie, przez przemysł chemiczny).

Równocześnie pozycja kilku regionów osłabła. Jeszcze do 2005 r. na drugim miejscu pod względem PKB na głowę był Śląsk. Obecnie zajmuje czwartą lokatę. To m.in. efekt spadku udziału górnictwa w naszej gospodarce. Według GUS jeszcze w 2000 r. „górnictwo i wydobywanie” (obejmujące nie tylko kopalnie węgla kamiennego, ale i inne surowce, w tym miedź, która podnosi wyniki Dolnego Śląska) odpowiadało za 2,5 proc. wartości dodanej w Polsce. W ubiegłym roku było to już 1,8 proc.

Inne przykłady spadkowiczów to Kujawsko-Pomorskie, które w ciągu 15 lat dało się wyprzedzić Łódzkiemu, Małopolskiemu i Lubuskiemu (ono również straciło jedno oczko), czy Zachodniopomorskie, które w tym czasie zanotowało najmniejszy wzrost PKB per capita i spadło z 6. na 8. miejsce. Tym regionom nie pomogły nawet obecność specjalnych stref ekonomicznych (SSE funkcjonują w innych województwach) czy fundusze unijne. Powód? Jak się okazuje – śląskie i kujawsko-pomorskie należą do województw, które w poprzedniej unijnej perspektywie finansowej pozyskały najmniej środków z Unii Europejskiej. Oczywiście w przeliczeniu na mieszkańca, bo w liczbach bezwzględnych Śląsk jest drugim po Mazowszu odbiorcą tych pieniędzy. Bezpośrednio na ten region przypadło 25,6 mld zł.

>>> Czytaj też: Niemcy kupują rekordowo dużo towarów z Polski. Czy ta zależność nam się opłaca?

Podlasie buduje, zachód handluje

Regionalne zróżnicowanie naszej gospodarki pokazują też badania koniunktury prowadzone przez GUS. Dotyczą większości branż – poza przemysłem. Tu w marcu (danych za kwiecień jeszcze nie ma; na poziom ocen w pojedynczych miesiącach wpływ mają wahania sezonowe) w większości województw firm oceniających swoją sytuację pozytywnie było więcej niż narzekających. W siedmiu regionach wskaźniki ocen wynosiły więcej niż 10 proc. (czyli co najmniej taka była przewaga odsetka optymistów nad pesymistami). Na minusie było tylko woj. łódzkie. Biorąc pod uwagę średnie oceny od stycznia 2011 r. do marca 2015 r., największymi optymistami są firmy przemysłowe z Pomorza, które wyprzedzają pod tym względem te zlokalizowane na Mazowszu. Najwięcej pesymistów jest w Lubuskiem i Świętokrzyskiem. I nie bez podstaw: według GUS ten ostatni region był w 2013 r. jedynym, w którym ogólna wartość nominalnego PKB spadła (w całym kraju był wtedy wzrost o 2,9 proc.).

W przypadku budownictwa bieżące oceny wahały się w marcu od -24,2 proc. w Lubuskiem do +8 proc. na Podlasiu. Firmy budowlane z tego regionu wypadają też najlepiej pod względem średniego wskaźnika od 2011 r. Choć w tym okresie we wszystkich województwach więcej było przedsiębiorców oceniających swoją sytuację niekorzystnie. W handlu najlepiej jest na zachodzie. Lider – Wielkopolska – notuje też najwyższe oceny w perspektywie kilku lat. Z kolei w branży transportowej najlepiej jest w Małopolsce i w woj. kujawsko-pomorskim. Duże zróżnicowanie ocen bieżącej sytuacji firm widać w branży hotelarskiej i gastronomii. Najgorzej kondycję oceniają przedsiębiorstwa z Lubelszczyzny. Duża przewaga negatywnych wypowiedzi jest również na Podlasiu. Kiepski wynik woj. lubelskiego można wiązać z problemami Ukrainy. Równocześnie jednak na Podkarpaciu oceny kondycji firm są najlepsze.