Decyzja o zakupie nowych okrętów podwodnych dla polskiej armii zapadła już w 2006 roku. Do tej pory jej jednak nie wdrożono. Teraz, w obliczu kryzysu na Wschodzie, prace wyraźnie przyspieszyły. W tej chwili trwają przygotowania do ogłoszenia przetargu.

Okręty stacjonujące w bazie okrętów podwodnych w Gdyni są przestarzałe. Niektóre mają nawet pół wieku. Były budowane w ZSRR i RFN, z myślą o wojnie Wschodu z Zachodem na Bałtyku – pisze „Gazeta Wyborcza”. Kupowane 13 lat temu od Norwegów niemieckie Kobbeny powinny zostać wycofane z eksploatacji już w 2016 roku. W tej chwili brakuje już do nich części zamiennych.

„Trzy, cztery okręty najnowszej generacji mogą trzymać w szachu całą rosyjską flotę bałtycką” – mówią „Wyborczej” oficerowie. Okręty podwodne są poza zasięgiem rakiet przeciwnika, mogą skutecznie ukryć się w wodach Bałtyku. Zdaniem wojskowych, nowe okręty podwodne powinny też chronić nowy gazoport powstający w Świnoujściu. 

>>> Czytaj też: Steinhoff i Pracodawcy RP: Polska może stracić pozycję w sektorze światowych technologii lotniczych

Jak dowiedziała się gazeta, z ofertą dla polskiej marynarki wojennej wyszli już Niemcy. Chcą oddać nam w bezpłatną dzierżawę nowoczesne okręty podwodne 212A. Byłoby to zabezpieczenie do czasu wyprodukowania nowych okrętów. Na rynku producentów nowoczesnych okrętów tak naprawdę liczą się tylko Niemcy, Francja i Szwecja. Niemcy już lobbują za wyborem ich sprzętu. Francja natomiast obiecuje Polsce dodatkowe uzbrojenie w rakiety manewrujące, Zarówno Francja, jak i Niemcy kuszą montażem okrętów w naszym kraju.

Czytaj więcej w "Gazecie Wyborczej"