- Gdy jeszcze korzystałem z ciemnej sieci, najpopularniejszym targowiskiem było Silkroad – mówi Krzysiek, barman z Krakowa – Mieli tam najlepszej jakości dragi, często od razu z laboratorium – uśmiecha się.

Silkroad, nazywany Amazonem handlu narkotykami, zamknięto pod koniec 2013 roku. Jego właściciel, Ross Ulbricht znany jako „Dread Pirate Roberts” został aresztowany przez FBI. Według ostrożnych szacunków w dniu aresztowania Ulbrichta serwis był wart ponad 100 milionów dolarów.

> > > Czytaj także: Coraz trudniej o narkotyki w Internecie. Kolejne targowiska upadają

Zamknięcie SilkRoad nie zakończyło handlu narkotykami w sieci. Wręcz przeciwnie. Obecnie działa ponad 20 nielegalnych, internetowych targowisk, na których, oprócz narkotyków, można kupić praktycznie wszystko, co zakazane, w tym podrobione dokumenty, kradzione dane osobowe i broń.

Cebula znakiem wolności

Do tych serwisów nie można trafić z Google. Aby przeglądać ciemną sieć konieczne jest oprogramowanie TOR, które z jednej strony zapewnia użytkownikom całkowitą anonimowość, z drugiej pozwala dostać się do ukrytych serwisów wykorzystujących domenę .onion.

Sieć TOR, czyli The Onion Router, działa na zasadzie rozproszonych węzłów, które przed przesłaniem komunikatu od nadawcy do odbiorcy przekazują go między sobą kilka razy. Można to porównać do przesłania wiadomości w matrioszce, w której każda wewnętrzna babka ma adres kolejnego odbiorcy. Ostatni adresat dostaje jedynie najmniejszą z babek, zawierającą wiadomość.

> > > Czytaj także: Gospodarka na haju. Narkotyki są warte dla PKB więcej niż meble

Technologia została stworzona w latach dziewięćdziesiątych w Laboratorium Badawczym Marynarki Wojennej USA na potrzeby amerykańskiego wywiadu. Od 2004 otwarto kod projektu a w grudniu 2006 roku powstała fundacja non-profit The Tor Project, z siedzibą w Massachusetts, która dalej rozwija tę technologię. Sponsoruje ją, między innymi, szwedzki rząd.

Jasna strona sieci

Zapewnienie pełnej anonimowości oraz szyfrowanie jest wykorzystywane przez różnej maści aktywistów i dysydentów, którzy chcą bezpiecznie korzystać z ogólnoświatowych zasobów internetu. Czasopismo New Yorker ma w tak zwanej „ciemnej sieci” swoją skrzynkę podawczą, która pozwala anonimowo skontaktować się z redakcją.

> > > Czytaj także: Przemyt, prostytucja i narkotyki zwiększą polskie PKB i obniżą deficyt

- TOR pomaga osobom poszukującym anonimowości z najróżniejszych względów. Służbom wywiadowczym, aktywistom i dziennikarzom żyjącym w państwach, w których ruch internetowy jest kontrolowany, represjonowany i cenzurowany – wskazuje Katarzyna Szymielewicz, prezes fundacji Panoptykon - To również dobry sposób korzystania z sieci dla wszystkich, którzy chcą się ochronić przed nagminnym śledzeniem i profilowaniem przez reklamodawców. TOR jest jednym z niewielu, względnie skutecznych, narzędzi gwarantujących anonimowość w sieci – mówi - Dlatego fundacja Panoptykon zdecydowała się udostępnić swój serwis w sieci TOR. Naszą misją jest ochrona praw człowieka w kontekście nowych form nadzoru. Zagwarantowanie prawa do prywatności i anonimowości ma kluczowe znaczenie.

Fundacja The TOR Project otrzymała nagrodę od Free Software Fundation za rolę oprogramowania w rewolucjach na północy Afryki w których władzę stracili między innymi Hosni Mubarak w Egipcie i Zin Al-Abidin Ben Ali w Tunezji . Znaczenie mediów społecznościowych dla dysydentów w krajach cenzurujących internet dostrzegł Facebook, który uruchomił własną wersję serwisu dla użytkowników TORa. Choć w pierwszej chwili może dziwić, że największy portal zbierający dane osobowe wchodzi do sieci zapewniającej pełną anonimowość, jest to przemyślane działanie. Logowanie się na portal Facebook przez dedykowaną stronę w ciemnej sieci pozwoli użytkownikom uniknąć problemów, takich jak informacje o możliwym przejęciu konta – z punktu widzenia serwisu użytkownik sieci Tor cały czas loguje się na portal z innego miejsca na świecie. Co ważniejsze jednak – możliwe będzie korzystanie z portalu bez ujawniania swojego położenia oraz z ominięciem cenzury.

O skali wykorzystania sieci przez aktywistów świadczy fakt, że rząd Rosji zaoferował w 2014 roku 111 tys. dolarów grantu na badania, które pozwolą „poznać tożsamość i sprzęt używany przez użytkowników sieci TOR”.

Ciemna strona sieci

- Tor nie narzuca w żaden sposób tego, jakie treści mają się tam znaleźć - wskazuje Przemysław Jaroszewski z CERT Polska – Jednak z oczywistych powodów treści nielegalne będą częściej publikowane właśnie tam niż w innych miejscach.

> > > Czytaj także: Rybiński: Prostytucja, hazard i narkotyki powiększą PKB Polski

W ukrytych serwisach, aktywistów politycznych i whistleblowerów ujawniających brudne tajemnice korporacji oraz rządów znaleźć można wszelkiego rodzaju ludzi, którzy nie chcą, by ich działalność wyszła na światło dzienne. Państwo Islamskie wydało szczegółowy poradnik dotyczący używania sieci TOR w komunikacji – europejskie służby specjalne najczęściej namierzały rekrutów przez internet. Dzięki TOR jest to znacznie trudniejsze.

-Siedzi tam masa świrów, przestępców, pedofilów, narkomanów i terrorystów – mówi Krzysiek – Od czytania niektórych tematów skacze adrenalina. Ukryte serwisy to naprawdę miejsce tylko dla ludzi, którzy nie boją się mocnych wrażeń.

Według raportu opublikowanego w styczniu przez fundację The TOR Project, obecnie funkcjonuje ponad 30 tys. ukrytych serwisów , dostępnych wyłącznie dla użytkowników sieci TOR. W ciemnej sieci istnieją targi wyspecjalizowane w handlu bronią, do kupienia są kradzione numery kart kredytowych, bazy danych osobowych i wirusy komputerowe. Prym jednak wiodą narkotyki.

Business as usual…

- Tak naprawdę internetowe targowisko narkotykowe niewiele różni się od zwykłej strony e-commerce, takiej jak Amazon czy E-bay – mówi redaktor strony deepdotweb monitorującej podziemny handel w Internecie – Płatność odbywa się najczęściej w bitcoinach a towar dostarcza ten sam kurier, który przyniósłby kupiony w Internecie aparat lub laptopa.

> > > Czytaj także: Rekordowe uprawy maku w Afganistanie. USA przegrywają walkę z narkotykami

Obrót zamkniętego przez FBI targowiska SilkRoad wynosił 9,5 milionów bitcoinów, co w przeliczeniu po ówczesnym kursie wynosiło 1,2 miliarda dolarów. Dla porównania: cały polski rynek e-commerce był wart w 2014 roku 27 mld złotych, czyli 7 miliardów dolarów po obecnym kursie.

-Nikt na świecie nie jest w stanie oszacować skali handlu narkotykami w sieci. Zawsze jest jakaś "ciemna liczba", przemycanych, czy wprowadzanych do obrotu narkotyków, której nie sposób ocenić – mówi podinsp. Katarzyna Balcer, rzecznik prasowy Komendanta Centralnego Biura Śledczego Policji - Internetu nie da się do końca kontrolować, nawet w państwach, w których kontrola policyjna nad obywatelami jest prowadzona na bieżąco.

> > > Czytaj także: Liberalizacji prawa ws. narkotyków nie będzie

Po zamknięciu SilkRoad rynek się nie zapadł. Wręcz przeciwnie. W miejsce zlikwidowanego targowiska powstało kilka nowych, a regularnie uruchamiane są kolejne.

-Nie ma w tym nic dziwnego – mówi jeden z redaktorów deepdotweb – Kupowanie narkotyków w Internecie ma wiele zalet. Można poczytać recenzje na temat sprzedawców a towar jest naprawdę wysokiej jakości. Ale najważniejsze jest bezpieczeństwo – podkreśla – Przez internet nikt cię nie pobije, czego nie można być pewnym przy spotkaniu z dealerem.

Zaufanie kontrolowane

Jednym z głównych wyzwań jest jednoczesne zapewnienie użytkownikom anonimowości oraz zapewnienie transakcjom bezpieczeństwa.

-Większość stron rozwiązało to dzięki stosowaniu systemu depozytowego – wskazuje cytowany wcześniej redaktor deepdotweb – Pieniądze są przekazane dopiero, gdy obie strony transakcji potwierdzą, że do niej doszło. W razie sporów portal bierze na siebie rozwiązywanie ich, tak, jak zwykła platforma aukcyjna.

> > > Czytaj także: Narkotyki i prostytucja pobudzają afrykańską gospodarkę

W rozliczeniach najczęściej stosowany jest bitcoin, którego konstrukcja pozwala zachować anonimowość stronom transakcji. Bardzo rzadko używa się innych walut.

-Jeśli jest się ostrożnym, to prawdopodobieństwo złapania jest prawie żadne – zapewnia redaktor deepdotweb. Zaznacza jednak, że nie oznacza to, że transakcje są całkowicie bezpieczne.

Anonimowość pozorna

Mimo dużych możliwości sieci TOR, użytkownicy internetowych targowisk nie powinni czuć się w pełni bezpiecznie. Zdaniem McGraviera, proszącego o anonimowość entuzjasty technologii BitCoin, zagrożenie leży w najpowszechniej stosowanej wirtualnej walucie – Bitcoin nie został stworzony z myślą o byciu anonimowym środkiem płatniczym. Wszystkie transakcje zostają zapisane w sieci na zawsze. Po nitce do kłębka, śledząc przepływ środków, można dotrzeć do giełdy, na której dana osoba kupiła bitcoiny. Jeśli zrobiła to przelewem bankowym, jej tożsamość zostaje ujawniona – mówi. Jego słowa potwierdza Sarah Meiklejohn z Uniwersytetu w Kalifornii – typowy użytkownik nie wie, jak ukryć swoją tożsamość przy rozliczeniach w Bitcoin – mówiła portalowi Forbes.

> > > Czytaj także: Europa zmaga się z kryzysem, gangsterom wiedzie się świetnie

Przemysław Jaroszewski z CERT Polska wskazuje, że inne zagrożenia leżą w technologii sieci TOR, która tylko pozornie daje pełną anonimowość - Pierwszy sposób, by namierzyć użytkowników wymaga kontrolowania co najmniej kilkunastu węzłów TOR, dla których można, w uproszczeniu, sprawdzić zależności pomiędzy ruchem wejściowym (o znanym adresie źródłowym) i wyjściowym (o znanej zawartości). Dysponując dużym serwisem, do którego trafia ruch z sieci TOR można ograniczyć się do utrzymywania serwerów wejściowych i korelacji z ruchem widzianym "u siebie" – mówi - Należy także pamiętać, że sieć TOR służy wyłącznie do zapewnienia względnej anonimowości połączenia między komputerami. O "higienę" treści musi zadbać sam użytkownik. Okazuje się, że nie zawsze jest to dla nich proste – mówi i przywołuje przykład Rossa Ulbrichta, administratora zamkniętego Silkroad, który w jednym z postów opublikował swój adres email zawierający imię i nazwisko, co pozwoliło FBI namierzyć go.

Amber Bitcoin

- Obraz darknetowych targowisk nie będzie pełny bez opisania exit fraud – zaznacza redaktor deepdotweb. Exit fraud jest zjawiskiem charakterystycznym dla takich targowisk. Sposób jest prosty – strona, która trzyma w depozycie środki użytkowników, którzy czekają na przesyłkę, z dnia na dzień znika wraz z trzymanymi bitcoinami. Ostatnim exit scamem było zniknięcie targowiska Evolution Market.

- Kimble i Verto (właściciele targowiska) przechytrzyli nas wszystkich! – pisał na portalu reddit użytkownik NSWGreat, jeden z administratorów targowiska, który pełnił także funkcję specjalisty od PR serwisu – Sam miałem 20 tys. bitcoinów w depozytach.

Właściciele Evolution Market zabrali ze sobą ponad 12 milionów dolarów w bitcoinach i, dzięki anonimowości sieci TOR, są nienamierzalni -Prawdopodobnie są gdzieś daleko i będą wygodnie żyli za tę kupę forsy – pisał jeden z użytkowników Reddita. Według tygodnika The Economist exit fraud jest coraz częstszy ze względu na rosnącą obecność służb specjalnych i policji w targowiskach ciemnej sieci.

> > > Czytaj także: Nierząd ratuje węgierski PKB

- Policja zdaje sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie ze sobą handel narkotykami w Internecie. W Centralnym Biurze Śledczym Policji są prowadzone czynności związane z monitorowaniem sieci, powstał w tym celu Wydział dw. z Cyberprzestępczością – podkreśla Katarzyna Balcer z CBŚP.

- Poza tym tam jest strasznie drogo – podsumowuje Krzysiek.