Ważniejsze jest to, że europejski nadzór szuka sposobu, by tę chorobę zdiagnozować i leczyć. Warunkiem powodzenia jest jednak unifikacja praktyk, ocen i „kultury nadzorczej” w Europie.

– W przyszłym roku będzie kolejna runda ogólnej i publicznej kontroli zdrowia (banków) – zapowiedziała na początku czerwca szefowa nadzoru SSM przy Europejskim Banku Centralnym Daniele Nouy w wywiadzie dla gazety „Welt am Sonntag”.

Daniele Nouy dodała, że jeszcze nie postanowiono, czy wezmą w nich udział wszystkie 123 grupy bankowe nadzorowane bezpośrednio przez SSM. Według nieoficjalnych informacji Obserwatora Finansowego w badaniu wezmą udział przynajmniej trzy polskie banki raportujące do Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego (EBA), w tym największy, PKO BP.
Stres testy nie zgasiły wątpliwości

Zeszłoroczne stress testy i przegląd jakości aktywów były punktem wyjścia czy też „bilansem otwarcia” dla rozpoczęcia nadzoru nad największymi bankami strefy euro przez SSM. Przypomnijmy, że w stress testach, których ramy wyznaczyła EBA, wzięły udział wszystkie podlegające SSM grupy i wiele innych banków z Unii oraz z Norwegii. Ich łączne aktywa miały wartość 28 bilionów euro, co stanowiło 70 proc. aktywów całego sektora bankowego w UE.

W wyniku badania okazało się, że 25 bankom brakuje 24,6 mld euro kapitału do spełnienia minimum wymaganego przez SSM. Przegląd pokazał, że gdyby nastąpiły niekorzystne warunki, bankom mogłoby zabraknąć 215,5 mld euro kapitałów, a dodając do tego jeszcze wzrost aktywów ważonych ryzykiem, łączne niedobory wyniosłyby 262,7 mld euro.

Gdyby nastąpił założony w stress testach scenariusz niekorzystny, najtwardsze średnie ważone kapitały banków, głownie na skutek strat kredytowych, zmniejszyłyby się o 260 punktów bazowych z 11,1 proc. na koniec 2013 roku.

W zeszłym roku w stress testach brało udział 15 polskich banków. Dwa nie zaliczyły po jednej z części ćwiczeń – Getin Noble i BNP Paribas Polska. Bank Ochrony Środowiska zaliczył je wszystkie, jednak w scenariuszu podstawowym wykazał się kapitałem CET 1 zaledwie 8,01 proc., a więc poniżej wymaganego przez KNF bufora dodatkowych 0,25 proc. Europejskie stress testy nie pokazały jednak ryzyka, jakimi dla wielu polskich banków są kredyty we frankach.

Wyniki stress testów i przeglądu jakości aktywów (AQR) europejskich banków uspokoiły rynki. Nie zgasiły jednak wątpliwości, czy europejski sektor bankowy jest wystarczająco odporny na trwający kryzys i w jakim stopniu odporne są poszczególne banki, a zwłaszcza te, które generują ryzyko dla całego systemu finansowego, czyli „zbyt wielkie by upaść” (too-big-to-fail, TBTF). Zwłaszcza, że ryzyko nie maleje, a dochodzą nowe, pogłębiające je czynniki, takie jak rosnące prawdopodobieństwo wyjścia Grecji ze strefy euro czy podwyżki stóp procentowych w USA.

Banki nie zmniejszają ryzyka

EBA opublikowała na początku czerwca cokwartalny raport na temat ryzyka europejskiego sektora na podstawie systematycznych badań 55 banków. Wynika z niego, że poprawiła się ich siła kapitałowa (najtwardszy kapitał CET 1 wzrósł w ciągu roku o 50 punktów bazowych do 12,1 proc. na koniec 2014 r.), jakość kredytów pozostaje bardzo słaba, choć „odbiła od dna”, a rentowność, choć rośnie od kilku lat, wynosi zaledwie 3,6 proc., gdy równocześnie wskaźnik kosztów do dochodów C/I wzrósł do 63,6 proc., odnotowując najwyższą wartość od 2009 roku.

Na nakreślonej „mapie” ryzyka EBA zwraca uwagę na przewidywany lekki spadek ryzyka kredytowego, natomiast wzrost ryzyka rynkowego w związku z ewentualnością zmniejszenia płynności, większą zmiennością i ewentualnością wzrostu stóp procentowych w USA. Powstaje pytanie, czy choć wskaźniki kapitałowe rosną, banki są w stanie pokryć nimi to ryzyko, i które z nich są odporne, a które nie? I czy dotychczasowe regulacje na tyle uodporniły banki i zniechęciły je do podejmowania nadmiernego ryzyka, że w rzeczywistym, a nie tylko hipotetycznym, scenariuszu szokowym byłyby w stanie przetrwać.

– Obecne regulacje nie są w stanie objąć wszystkich obszarów ryzyka (…) Stress testy są przewidywalne – mówiła podczas Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie członkini zarządu NBP Małgorzata Zaleska.

To nie wszystko, bo można także zapytać dalej, czy stress testy i wykazywane w założonych na ich użytek scenariuszach niedobory kapitałowe to właściwa miara bezpieczeństwa sektora, a przede wszystkim ryzyka podejmowanego przez poszczególne banki? Zwłaszcza, że banki pokazały już, że potrafią dostosowywać się do formalnych wymogów, a przy tym wcale nie zmniejszają swoich ekspozycji na ryzyko.

– Nie wiadomo, czy aktualnie pokazane różnice między bankami to różnice w aktywach ważonych ryzykiem, modelach, kapitale, czy w traktowaniu nadzorczym – mówił podczas Kongresu doradca finansowy Senatu Berlina Bernhard Speyer.

Stress testy pokazują, jaki wpływ na kapitał banków miałaby zmiana warunków makroekonomicznych lub rynkowych. Ale nie pokazują kumulacji ryzyka tam, gdzie w scenariuszach go nie założono, i tego, jaki kapitał byłby potrzebny, żeby je pokryć. Dlatego nie sposób ocenić, czy bank mający większy wskaźnik kapitału jest faktycznie bardziej bezpieczny.

– Tier 1 rośnie od lat. Ale nie wiadomo, czy jest to dużo, czy mało. Nie wiemy, czy naprawdę rośnie, czy spada – mówiła na Kongresie Lidia Jabłonowska-Luba, wiceprezes mBanku odpowiedzialna w nim za zarządzanie ryzykiem.

Stress testy odpowiedzialne za kryzys?

Sytuację komplikują najbardziej przyjmowane przez banki do oceny ryzyka indywidualne modele, na co pozwoliły instytucjom finansowym regulacje Bazylei II. Jeden bank stosując własny model może przypisać identycznej ekspozycji zerowe ryzyko, a inny – maksymalne. Wszystko w zasadzie zależy od umiejętności oceny zarządzających ryzykiem. Ale też od ich „apetytu” na ryzyko.

– Bazylea II była wprowadzona na życzenie banków po to, żeby tym samym kapitałem obsłużyć większy portfel – mówił podczas Kongresu Andrzej Reich, dyrektor w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego.

– Kultura korporacyjna jest nie do przecenienia. Musi być zinstytucjonalizowana. Zarząd powinien zadeklarować, o co bankowi chodzi. Czy o maksymalizację zysków, czy o zrównoważony wzrost – mówiła Lidia Jabłonowska-Luba.

Kolejny problem związany ze stress testami, to sposób komunikowania ich wyników. Lidia Jabłonowska-Luba uważa, że stress testy z 2010 roku, które kładły nacisk na ryzyko rządowego długu, w wyniku upublicznienia mogły spowodować odwrót banków od kupowania papierów silnie zadłużonych państw, takich jak Grecji, Włoch czy Hiszpanii, co spowodowało pamiętny niebotyczny skok rentowności tych papierów. Konsekwencją tego był wybuch kryzysu długu w 2012 roku.

– W 2010 roku rynek udało się uspokoić, ale w konsekwencji wyszło fatalnie – powiedziała.

– Problemem jest jak podać do publicznej wiadomości wyniki stress testów, bo upublicznienie ich może wywołać kolejną odsłonę kryzysu – dodaje Małgorzata Zaleska.

Kolejna kwestia związana ze stress testami to dobór scenariuszy i wskaźników. Zeszłoroczne stress testy zakładały bardzo silny wzrost rentowności rządowego długu, w tym państw strefy euro w 2014 roku, gdy tymczasem zeszły rok stal pod znakiem silnego spadku rentowności. Nie nastąpiła głęboka przecena akcji (w scenariuszu niekorzystnym zakładano spadek cen w Europie o ok. 20 proc.).

– Bardzo ważne jest, żeby różnicować scenariusze kryzysowe. Trzeba lepiej dostosowywać scenariusze kryzysowe, co wymaga lepiej dobranych indykatorów – mówił Bernhard Speyer.

>>> Czytaj też: Państwu oddadzą więcej, niż zarobili. Podatek bankowy zrujnuje instytucje finansowe?

Świat bez czarnych łabędzi

Idąc dalej, problem ze stress testami polega na tym, że żadne scenariusze nie przewidzą wszystkich reakcji rynków na takie wydarzenia, jakim może być np. wyjście Grecji ze strefy euro. Ani też powstawania i możliwego pęknięcia baniek spekulacyjnych. Indeks Standard & Poor’s 500 od 2013 roku ustanawia rekord za rekordem, podobnie jak frankfurcki DAX. Podwyżka stóp procentowych w USA może ten obraz zmienić.

– Bańki, które są teraz, tak czy inaczej pękną. Na przykład ceny akcji na giełdzie. Czy na to cały sektor jest przygotowany? – mówiła podczas Kongresu Barbara Sobala, wiceprezes Citi Handlowego.

– Kiedy pojawiają się bańki, bardzo trudno jest zdyscyplinować instytucję nawet najlepszym oficerom od ryzyka – dodał Bernhard Speyer.

Skoro jednak tak wiele zależy nie od algorytmów, wskutek których scenariusze ze stress testów przekładają się na wyliczenia potrzebnych bankowi funduszy własnych i płynności, ale od modeli oceny ryzyka i decyzji zarządzających ryzykiem, być może więc zamiast wskaźników ilościowych nadzór powinien postawić na oceny jakościowe.

W ten sposób postępuje amerykański bank centralny Fed, dokonując co roku kompleksowej analizy i przeglądu kapitałów (Comprehensive Capital Analysis and Review, CCAR) największych bankowych holdingów w USA. Pierwszym elementem CCAR są stress testy, a na podstawie ich wyników banki przedstawiają swoje plany pokrycia ujawnionego ryzyka kapitałem.

Równocześnie Fed zwraca uwagę na sposób identyfikowania ryzyka, dobór modeli do rodzajów ryzyka, na to, czy banki uwzględniają całą paletę skutków wystąpienia warunków skrajnych, na kontrolę procesów oceny ryzyka, czy banki panują nad wszystkimi obszarami swojej działalności i związanymi z nimi kategoriami ryzyka oraz czy właściwie szacują mogące wystąpić straty, a także na systemy informatyczne i przepływ informacji zarządczej.

– Ważne są wskaźniki jakościowe, bo wtedy wiemy, jak zachowa się bank. Uczestniczymy w stress testach europejskich i amerykańskich. Europejskie są ilościowe. W CCAR stress testy bazują na procesach, ocenie modeli, zachowań. Tam zawsze jest element zaskoczenia, tego, że regulator doszacuje określone miary. Amerykańskie badania odporności banków dodają elementy jakościowe, procesowe, behawioralne – mówiła podczas Kongresu Barbara Sobala.

Co to jest SREP

Odpowiedzią europejskiego nadzoru jest rozpoczynający się proces przeglądu i oceny nadzorczej (Supervisory Review and Evaluation Proces, SREP). Zebrane podczas stress testów i AQR dane o bankach mają być przetworzone przez nadzorców na dane jakościowe. Mają być między innymi zbadane relacje pomiędzy skalą ryzyka a rentownością banku, przeanalizowane modele biznesowe, ocenione zarządzanie i kontrola wewnętrzna oraz wiele innych elementów charakteryzujących ryzyko banku i kontrolę tego ryzyka.

Cząstkowe oceny zostaną przełożone na punkty scoringowe. W ich wyniku banki zostaną podzielone na cztery kategorie w zależności od profilu ryzyka. Będzie też piąta kategoria, oznaczona nie cyfrą, a literą „F”. To od słowa „fail”. Dopiero na tej podstawie zbudowany zostanie wizerunek specyfiki instytucji, a w związku z nią wydane zostaną zalecenia kapitałowe i płynnościowe. Bankami z kategorii „F” ma się zająć SRM, instytucja odpowiedzialna w Unii za uporządkowaną likwidację banków.

„Kryzys nauczył nas, aby mieć pełny obraz instytucji i rozważyć nie tylko wyizolowane ryzyko, na jakie jest narażona, lecz patrzeć na kontekst jej modelu biznesowego, ryzyko jakie stwarza dla systemu finansowego, a także na ocenę jej rentowności” – mówił na niedawnej konferencji bankowej we Frankfurcie dyrektor w EBA Piers Haben, cytowany w komunikacie EBA.

>>> Polecamy: Prywatne zyski, uspołecznione straty. Cała prawda o programach ratunkowych

Po co harmonizacja

Dla europejskiego nadzoru SSM jedną z najważniejszych kwestii jest teraz ujednolicenie ocen i praktyk nadzorczych w całej Unii, łącznie z państwami poza strefą euro i nie należącymi do unii bankowej. Po co? Właśnie dlatego, żeby nie było wątpliwości, iż banki porównuje się według tych samych miar i kryteriów. Przypomnijmy, że wszystkie państwa Unii podpisały porozumienie, iż będą kierować się wytycznymi EBA. A to ona właśnie opracowała metodologię SREP.

– Chcemy ograniczać różnice poprzez wprowadzenie jednej metodologii. Harmonizacja jest jednym z głównych celów tego mechanizmu – mówił podczas sopockiego Kongresu Korbirian Ibel, dyrektor jednego z pionów w SSM.

– SSM to perfekcyjny przykład unifikacji i standaryzacji. Nadzorcy trzymają się mechanizmów przez niego wyznaczanych. W zasadzie nie mamy wyboru, musimy przyjąć procedury w jak największym stopniu zgodne z procedurami SSM. W związku z tym pozostajemy w jak największym stopniu w harmonizacji – mówił podczas Kongresu Andrzej Reich.

Zabraniając bankom mającym duże portfele kredytów we frankach wypłaty dywidendy za 2014 rok i planując dla nich „domiary kapitałowe”, KNF powołała się właśnie na zalecenia EBA będące częścią metodologii SREP.

Podobnie jak cała europejska sieć bezpieczeństwa Unia Bankowa także dopiero się tworzy. Mimo to SSM potrafi zaskakiwać swoją determinacją i stawianiem coraz dalej idących celów oraz umiejętnością dopasowywania miar do charakterystyki mierzonych zjawisk. To zapowiada, że za kilka lat europejski system bankowy może faktycznie być bezpieczny. O ile wcześniej nie zmiecie go kryzys.