Nikt nie podaje liczby aut ze sfałszowanym oprogramowaniem. Wiadomo jedynie, że silniki te montowano do samochodów w fabrykach w Pampelunie i Martorell. "Nie produkujemy silników, tylko kupujemy je od Volkswagena. Dlatego nie możemy brać na siebie odpowiedzialności za aferę" - podkreślał Rafael Guerrero, przedstawiciel związków zawodowych w fabryce seata w Martorell.

Władze fabryki zapewniają, że od miesięcy montowane są inne silniki. Uspakajają też, że te mające związek z aferą spalinową są całkowicie bezpieczne.

Przy Ministerstwie Przemysłu powstała Komisja ds. Volkswagena. Bada, jakie szkody wyrządziła afera i domaga się nadzwyczajnego spotkania szefów resortu przemysłu krajów członkowskich z Elżbietą Bieńkowską - Europejskim Komisarzem ds. Rynku Wewnętrznego i Usług.

>>> Czytaj też: Skandal z Volkswagenem zaszkodzi reputacji Niemiec