Ustawa o samorządzie gminnym mówi jasno: „Zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty należy do zadań´ własnych gminy. W szczególności zadania własne obejmują sprawy: (...) kultury, w tym bibliotek gminnych i innych instytucji kultury oraz ochrony zabytków i opieki nad zabytkami (...)”. Tyle teorii.

W rzeczywistości w każdym samorządzie jest inaczej. Różne gminy, powiaty czy województwa te wydatki traktują zupełnie inaczej. Dobrze widać to w zestawieniu GUS za 2013 r. Średnio samorządy na kulturę w przeliczeniu na jednego mieszkańca wydały 178 zł. Ale różnice między poszczególnymi województwami są znaczne. Najoszczędniejsze było województwo świętokrzyskie ze 137 zł, a już zachodniopomorskie zainwestowało aż 215 zł.

Krzysztof Dudek, szef Narodowego Centrum Kultury, podkreśla, że nawet w wyliczeniach kultura jako zadanie jest ciągle na ostatnim miejscu samorządowych budżetów. Co więcej, według badań, które robiło NCK, są w Polsce samorządy, w których taka pozycja w ogóle nie istnieje. Takich gmin było około setki.

>>> Czytaj też: Reforma obowiązkowa, szkolenie płatne. Absurdy centralnego systemu informatycznego

Kolejnym problemem jest to, jak w praktyce wydaje się pieniądze na kulturę. Często działania te zawężają się do tego, że organizowany jest jakiś festiwal, święto miasta czy gminy, i to wyczerpuje całą działalność.

Wśród wszystkich wydatków na kulturę i ochronę dziedzictwa narodowego najwięcej środków z budżetów samorządów terytorialnych przekazano na funkcjonowanie domów i ośrodków kultury, klubów i świetlic (prawie jedną trzecią) oraz na działalność´ bibliotek – 17 proc.

– Mój dom kultury w małym ośrodku odgrywa ogromną rolę, to nie szkoła kształtuje gust artystyczny i kulturowy. Szkoła obarczona jest przymusem, a dom kultury, ośrodek kultury jest tą instytucją, w której swobodniej można zetknąć się z kulturą – tak podczas debaty „Prawo do kultury” opowiadała Alicja Biczysko, dyrektor małego centrum kultury w miejscowości Słomniki, przy drodze krajowej nr 7 z Krakowa do Warszawy.

Przyznawała, że sytuacja wcale nie jest idealna. – Barierą jest postrzeganie domu kultury, zwłaszcza jeżeli ma przymiotnik „gminny”, jako miejsca, w którym odbywają się dożynki, wesela, jakieś święta lokalne. My tymczasem od dwóch lat realizujemy program „Wielka sztuka w małym mieście”, zapewniamy dobry koncert, wystawę, teatr. Takie działanie nigdy nie spotkało się z pozytywnym odzewem w postaci dofinansowania bez względu na to, gdzie składaliśmy wniosek – dodaje Biczysko.

Właśnie na brak pomocy przy bardziej ambitnych działaniach narzekają lokalni ludzie kultury.

Jan Herbst, dyrektor ds. badań w Fundacji Pracownia Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”, radzi zajrzeć do portalu NaszaKasa.org.pl pokazującego, jak wyglądają wpływy i wydatki gmin.

– Do 2011 r. wydatki gmin na kulturę systematycznie rosły, a potem nastąpił ich spadek. Było to najprawdopodobniej związane z problemami z zadłużeniem, ale także z wydatkowaniem środków unijnych. Potem mamy spory wzrost do ponad 6 mld zł w 2014 r. To pokazuje, że wydatki na kulturę mogą być powiązane z cyklicznością wyborów – tłumaczy Herbst. Według niego ważniejsze niż suma wydatków gmin jest to, czy mają one sens. – Na pewno są samorządy, w których pracują ludzie z wizją i pomysłami na to, czym ta finansowana przez nie kultura powinna być. Jest jednak wiele samorządów, które nie podchodzą do tego zagadnienia refleksyjnie i długofalowo, ale raczej rytualnie, sprowadzając swoje zaangażowanie mniej więcej do przysłowiowego już święta ziemniaka. Takie jest prawo samorządów. Kultura to nie jest edukacja czy choćby ochrona przeciwpożarowa, gdzie są zapisane twarde i jasne obowiązki – tłumaczy ekspert. Jego zdaniem państwo nie powinno w to ingerować. – Można wskazywać, doradzać, pokazywać dobre praktyki, ale odgórnie, centralnie samorządom nie należy narzucać polityki kulturalnej. Jeśli już, to stymulować taką politykę – dodaje ekspert.