W tym czasie ceny używanych lokali spadły u nas o ponad 6 proc. zniżki to efekt przede wszystkim dużej konkurencji wśród sprzedających, nie tylko na rynku wtórnym, ale też ze strony deweloperów. W ich przypadku ceny mieszkań od początku 2011 r. spadły o 1,6 proc. Do tego na rynek niebagatelny wpływ miał zakończony w 2012 r. rządowy program dopłat do odsetek Rodzina na Swoim, który wspierał zakupy tańszych, nowych i używanych mieszkań. To wywierało presję na obniżki cen mieszkań.

W tym czasie koszty zakupu nowego lokum najbardziej wzrosły w tym czasie w Danii i Estonii. W tym pierwszym zwyżka przekroczyła 100 proc.

- Niewielka skala prowadzonych nowych inwestycji, łatwo dostępny i tani kredyt, oraz fakt, że ceny nieruchomości były przeważnie w miarę tanie w porównaniu do dochodów ludności spowodował, że w Skandynawii można dziś mówić o bańce spekulacyjnej na rynku nieruchomości – wskazuje Bartosz Turek, analityk Lion’s Banku.
Przed takim zagrożeniem w Szwecji i Norwegii już w 2014 roku ostrzegał Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Jednak póki co napływające z tych krajów dane wciąż pokazują kolejne wzrosty cen.

- Bez wątpienia wzmacniają je ulgi podatkowe, które Skandynawom pozwalają odpisywać część odsetek kredytowych od podatku dochodowego – dodaje Bartosz Turek.
W przypadku krajów bałtyckich duże wzrosty to głownie efekt odreagowania rynku po bardzo głębokich przecenach z czasu kryzysu finansowego, który wybuchł w 2008 r.
Nowe lokale najgorzej mają się w Hiszpanii, gdzie ich ceny od początku 2011 r. spadły o niemal 18 proc., oraz w Słowenii gdzie ceny zniżkowały o niemal 22 proc. Słabe wyceny na rynku nieruchomości to także efekt bolesnych dla tych krajów skutków kryzysu finansowego i wciąż ciężkiej sytuacji tamtejszych gospodarek.