Północne i wschodnie landy, gdzie wskaźniki bezrobocia są na poziomie Polski wschodniej, tracą dystans do tradycyjnie katolickich części Niemiec, co sprawia, że dawne tezy Maxa Webera o przewadze protestanckiego etosu pracy nie są już aktualne.

Co ważniejsze, Niemcy potrzebują nowych pomysłów i pieniędzy, by nie pogłębiały się różnice między bogatymi i biednymi, a ich kraj mógł rozwijać się w sposób bardziej zrównoważony.

– Chcemy przekonywać polskich inwestorów do aktywności na terenie Nadrenii Północnej –Westfalii, m.in. w dobrze rokującym obszarze przemysłu 4.0. Oceniamy, że Polska jest jednym z krajów o największym potencjale do ekspansji – zachęcali kilka dni temu w Warszawie przedstawiciele tego landu. Było to podczas otwarcia w Polsce pierwszego biura NRW.INVEST, agencji przy pomocy której władze landu zachęcają zagranicznych inwestorów do aktywności gospodarczej.

Tam serce moje, gdzie kapitał

Trzeba podkreślić, że do tej pory robili to głównie w USA, Azji i Rosji, a teraz zabiegają też o pieniądze polskich firm. Obecnie działa tam 300 przedsiębiorstw z polskich kapitałem, którzy zatrudniają ponad 3 tysiące pracowników. W Düsseldorfie uznano, że to o wiele za mało. Tym samym władze tego największego landu pod względem liczby ludności i wielkości PKB wzięły przykład z Bawarczyków, którzy już od 10 lat mają w Warszawie swoje przedstawicielstwo i zachęcają Polaków do lokowania kapitału u siebie. Dziś bogate regiony Niemiec twardo walczą o zachowanie dobrobytu.

W chwili zjednoczenia Niemiec Nadrenia Północna-Westfalia była bezapelacyjnie najsilniejszym krajem związkowym. Wytwarzano tam prawie ¼ niemieckiego PKB. W tamtejszym Zagłębiu Ruhry rozwinęło się m.in. niemieckie górnictwo, hutnictwo i przemysł chemiczny. Takie miasta jak Leverkusen, Kolonia czy Dortmund słyną nie tylko z klubów piłkarskich, ale i z wywodzących się z tego regionu wielkich koncernów jak Bayer, Henkel, Evonik i Metro. W ostatnim ćwierćwieczu ten land należał jednak do tych, które rozwijały się najwolniej. Dziś jego udział w tworzeniu niemieckiego PKB spadł do 20 proc. Jeśli trend się nie zmieni, to za dekadę straci na rzecz Bawarii tytuł najsilniejszego gospodarczo regionu Niemiec.

Władzom w Düsseldorfie bardzo zależy, by tak się nie stało i by region pozostał centrum niemieckiej gospodarki. Mocno więc zabiegają za granicą o bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ). Warszawskie biuro jest już trzynastym przedstawicielstwem NRW.INVEST na świecie. Efekty widać, bo aż 30 proc. BIZ lokowanych w Niemczech trafia do Nadrenii Północnej-Westfalii. Region ma inwestorom sporo do zaoferowania: 17,5 mln mieszańców, to atrakcyjny rynek, dobrze wykształcona siła robocza (ponad 70 uczelni wyższych) oraz łatwy dostęp do innych bogatych regionów UE. Ale czy przemysłowa tradycja i zagraniczny kapitał wystarczą, by utrzymać pozycję lidera?

>>> Czytaj też: Obowiązkowe kwoty uchodźców na Węgrzech? Zadecyduje referendum

Nowoczesność w domu i zagrodzie

„Gracz Mats Julian Hummels przekazał spółce Borussia Dortmund GmbH, że ze skutkiem od najbliższego sezonu 2016/2017 chce przejść do spółki FC Bayern Monachium AG” – taki komunikat wydał pod koniec kwietnia zarząd Borussii Dortmund. Musiał tak zrobić, bo klub notowany jest na frankfurckiej giełdzie, a plotki wokół transferu słynnego obrońcy i aktualnego mistrza świata do konkurenta z Monachium były coraz głośniejsze. Kurs akcji Borussii nieco się obniżył, ale znacznie ważniejszy jest fakt, że w ten sposób praktycznie przesądzono o tym, kto będzie mistrzem Niemiec za rok.

Monachium dominuje jednak nie tylko w niemieckiej Bundeslidze, ale także i na giełdzie. W tym mieście ma swoje główne siedziby 13 z największych niemieckich spółek giełdowych, których łączna wartość szacowana jest na ponad 330 mld euro. W żadnym innym mieście w Niemczech wielki kapitał nie ma takiej reprezentacji. Berlin mimo stołecznego statusu nie mieści się nawet w pierwszej dwudziestce tej giełdowej ligi.

Pieniądz przyciąga pieniądz, ale bawarski sukces ma więcej przyczyn. W latach 50. XX w. co trzeci mieszkaniec tego landu pracował w rolnictwie, w 80. – co dwudziesty. Jeszcze nie tak dawno bogatsza protestancka północ, żartowała, że w Bawarii zegarki chodzą inaczej. Zacofanie okazało się jednak szansą, bo regionu nie obciążały deficytowe kopalnie i huty, które trzeba byłoby subsydiować. Jedną z bawarskich recept na rozwój okazały się „laptop i lederhose”, czyli połączenie nowoczesnych technologii i szacunku dla tradycyjnych wartości, symbolizowanych przez skórzane bryczesy.

Bawarii pomogły także stabilność polityczna (konserwatywna CSU rządzi tam nieprzerwanie od 1957 r.), przemyślana polityka regionalna, w tym rozbudowa dróg, wsparcie rozwoju średnich firm oraz powstanie lokalnych ośrodków przemysłowych, jak np. Ingolstadt, które miały pozytywny wpływ na okoliczne miejscowości.

Bawarczycy zawdzięczają jednak sukces gospodarczy nie tylko samym sobie, ale również pomocy z zewnątrz – zaraz po wojnie były to środki z planu Marshalla, a później dotacje z budżetu federalnego i UE. Nie bez przyczyny politycy z Bawarii kierowali przez 20 lat ministerstwem finansów RFN, a 1/3 zamówień wojskowych Bundeswehry lokowana była w tym landzie. Bawarii pomogła również najnowsza historia, która równocześnie okazała się trudna dla innych części Niemiec. Założyciele koncernu Audi swoją fabrykę ulokowali w Ingolstadt, ponieważ uciekli z okupowanych przez Rosjan Niemiec, gdzie ich zakłady w Zwickau zostały znacjonalizowane. Podobną przeprowadzkę po wojnie musiał podjąć z Berlina do Monachium koncern Siemens.

Część ekspertów uważa, że Bawaria jest za mocno uzależniona od Audi, BMW i całej branży motoryzacyjnej. To się jednak także zmienia, bo właśnie tam rozwijają się największe niemieckie koncerny medialne oraz firmy technologiczne. Dziś w Bawarii wytwarza się już ponad 18 proc. PKB Niemiec i ten udział stale rośnie.

W opinii inwestorów zagranicznych działających w Niemczech Bawaria pozostaje najbardziej atrakcyjnym regionem kraju (uważa tak 38 proc. firm ankietowanych przez EY, podczas gdy na drugi w rankingu Berlin wskazuje zaledwie 13 proc.). Chociaż więcej inwestycji realizowanych jest w Nadrenii Północnej-Westfalii, to właśnie Bawaria najlepiej wypada w tych rankingach. Żaden również spośród niemieckich landów nie ma tak dobrego image’u. Poza czynnikami gospodarczymi Bawarczycy zawdzięczają to cieszącym się najlepszą opinią szkołom, teatrom, festiwalom i oczywiście FC Bayern.

>>> Polecamy: Europa Środkowa przestała doganiać Zachodnią. Produktywność rośnie coraz wolniej

Janosik ma dosyć

To, co łączy Bawarię i Nadrenię Północną-Westfalię to narastająca niechęć do dzielenia się swoim bogactwem z biedniejszymi regionami Niemiec. Do końca tej dekady będą płacić niemiecką wersję „janosikowego”, która w przypadku Bawarii w 2015 r. wyniosła aż 5,5 mld euro. Jest to ponad połowa wszystkich środków publicznych przetransferowanych z bogatych do biednych landów RFN.

Beneficjantami tej pomocy są biedne wschodnie i północne Niemcy, szczególnie… Berlin (stolica Niemiec ma prawa kraju związkowego, czyli landu), który uzyskuje w ten sposób aż 20 proc. swojego budżetu (w 2015 r. było to 3,6 mld euro). Zachodnioniemieccy politycy uważają, że system jest nie tylko niesprawiedliwy, bo np. budżet Saksonii na głowę mieszkańca jest wyższy niż nad Renem, ale i nieefektywny, bo różnice w potencjale gospodarczym regionów już się nie zmniejszają. Dziś stopa bezrobocia w Berlinie wynosi ponad 9 proc., a w sąsiedniej Meklemburgii, czy Saksonii-Anhalt jest to niewiele mniej. Tym samym ten wskaźnik jest parokrotnie wyższy od większości landów zachodnich.

A jeszcze niedawno wydawało się, że poziom życia w różnych regionach Niemiec będzie się wyrównywać. Wielkie inwestycje po zjednoczeniu sprawiły, że tempo rozwoju gospodarczego było na wschodzie kraju trzy raz wyższe niż na zachodzie. Dzięki reindustrializacji, która odbyła się w byłej NRD na przełomie XX i XXI wieku liczba miejsc pracy w przemyśle w landach wschodnich wzrosła z 1 mln do 3 mln, a udział w produkcji przemysłowej Niemiec wzrósł z 3,5 proc. do ponad 10 proc.

Teraz rozwijają się jednak one już wolniej od bogatszych regionów. Wschód nadal się wyludnia i nie zmienia tego napływ uchodźców. Według rządowych szacunków w ciągu dziesięciu lat na wchodzie Niemiec ubędzie 20 proc. osób w wieku produkcyjnym. Wschodnioniemieckim firmom będzie trudno sprostać zachodniej konkurencji także dlatego, że mają słabiej wykształconych pracowników, a na badania i rozwój przeznaczają łącznie około 1 proc. PKB, czyli dwa razy mniej niż na zachodzie kraju. I nawet publiczne wydatki na ten cel nie są w stanie wyrównać różnic. Wątpliwe również, by pojawiły się nowe wielkie inwestycje. Zachodnioniemieckie koncerny nie inwestują już tam tak chętnie, jak po zjednoczeniu Niemiec. Wśród 30 największych niemieckich firm uwzględnianych w indeksie DAX frankfurckiej giełdy, żadna nie ma siedziby w Niemczech Wschodnich.

Eksperci socjaldemokratycznej Fundacji im. Friedricha Eberta zauważają, że nie tylko wschodnie landy, ale również północne mają kłopoty, by dotrzymać kroku liderom z południa. Wysokie zadłużenie gmin, bezrobocie i migracja – w takim kręgu znalazło się wiele rejonów Niemiec – alarmują i przestrzegają przed narastaniem różnic między regionami.

Co może zmienić ten trend? Inwestorzy zagraniczni lokują w Niemczech ponad 600 mld euro rocznie, ale głównie w regionach, którym świetnie się wiedzie. Fundusze unijne? Jest ich już zbyt mało, by mogły dokonać wielkiej zmiany. Start-upy? Poza Berlinem nie ma ich wiele. Kanclerz Angela Merkel zapowiedziała co prawda niedawno, że także po wygaśnięciu obowiązującego pakietu solidarnościowego władze federalne będą wspierać słabsze regiony. Ale wszyscy widzą, że to może nie wystarczyć, by realnie zmienić układ sił.