Na depeszach PAP w pierwszych dniach i tygodniach po katastrofie w elektrowni w Czarnobylu opierała się większość polskich mediów. Publikowały je również – z jednodniowym opóźnieniem – codzienne gazety. Pierwsze doniesienia o tym, że coś się wydarzyło w Czarnobylu (używano wówczas rosyjskiej i ukraińskiej wersji nazwy tej miejscowości: Czernobyl) w depeszach PAP pojawiły się 28 kwietnia, a w prasie o jeden dzień później. Depesze miały charakter suchych, lakonicznych informacji. W żadnych nie pojawiały się słowa „katastrofa” i „wybuch”, mowa była tylko o awarii.
Polacy o wybuchu w Czarnobylu dowiedzieli się kilka dni po „awarii”
W pierwszych dniach informacje o samym wydarzeniu i jego skutkach PAP opatrywał na ogół tytułem „Komunikat Rady Ministrów ZSRR” i powoływał się na TASS. O sytuacji w Polsce i działaniach polskich władz PAP pisał z kolei w depeszach pod tytułem „Komunikat polskiej komisji rządowej”. W jednych i drugich przyznawano, że doszło do skażenia i podwyższenia poziomu promieniowania jądrowego, ale podkreślano, że nie są one wysokie. Na dowód przytaczano wyniki pomiarów w Szwecji i Finlandii – 28 kwietnia (czyli dwa dni po katastrofie) zmierzone tam promieniowanie miało utrzymywać się w normie.
Eksperci szwedzcy zauważają, że wzrost stopnia radioaktywności w Skandynawii, wywołany wypadkiem na Ukrainie, nie przekroczył nawet poziomu rejestrowanego w wielu blokach mieszkalnych w krajach skandynawskich, zbudowanych przy wykorzystaniu popiołów z elektrowni, które zawierają słabo promieniujące substancje radioaktywne
- podkreślał autor depeszy.
Najwyższe dawki napromieniowania zarejestrowano w Helsinkach. Przekraczały one nieznacznie 6-krotny poziom naturalnego promieniowania Ziemi. Prasa sztokholmska odnotowała, że w Szwecji - kraju, którego opinia publiczna jest niezwykle uczulona na wszystkie problemy dotyczące energii jądrowej i, jak zauważają korespondenci, zwykle przecenia niebezpieczeństwa związane z jej rozwojem - stosowne przepisy dopuszczają do wykonywania pracy bez żadnych ograniczeń czasowych i bez żadnej ochrony przy promieniowaniu 250 razy większym od naturalnego promieniowania. Takie dawki radioaktywności występują, dla przykładu, w pomieszczeniach biurowych szwedzkich elektrowni atomowych” – głosiła depesza PAP.
„Podjęto pilne kroki dla likwidacji skutków awarii”
W podobnym tonie, uspokajającym, utrzymane były cytowane przez PAP depesze agencji TASS.
„Według wstępnych danych awaria nastąpiła w jednym z pomieszczeń 4 bloku energetycznego i spowodowała zniszczenie części konstrukcji budowlanych budynku reaktora, jego uszkodzenie i pewien wyciek substancji radioaktywnych. Trzy pozostałe bloki energetyczne zostały zatrzymane, są one sprawne i znajdują się w rezerwie eksploatacyjnej. Podczas awarii zginęły dwie osoby. Podjęto pilne kroki dla likwidacji skutków awarii. W chwili obecnej sytuacja radiacyjna w elektrowni i położonych w pobliżu miejscowościach została ustabilizowana, a poszkodowanym udziela się niezbędnej pomocy lekarskiej. Mieszkańcy osiedla przy elektrowni atomowej i trzech najbliższych miejscowości zostali ewakuowani” – głosiła pierwsza z tych depesz.
W depeszach o skutkach „awarii” w Polsce nie przemilczano tego, o czym wtedy najczęściej mówiło się w domach: przemieszczania się obłoku radioaktywnego i obaw przed skażeniem żywności.
PAP pisał: „W związku z awarią w Czernobylskiej Elektrowni Atomowej nad obszarem północno-wschodnich województw Polski przemieszcza się na dużej wysokości obłok radioaktywny. Na terenie całego kraju prowadzone są systematyczne pomiary poziomu promieniowania.
Ważne
29 kwietnia o godz. 15.00 ustalono, że nastąpiło jedynie podwyższenie stężenia aktywnego jodu w powietrzu. Podwyższenie takie mogłoby być szkodliwe dla zdrowia, gdyby występowało w dłuższym okresie czasu. Jednak wobec jego przejściowego charakteru nie stanowi ono zagrożenia dla zdrowia. W ostatnich godzinach stwierdza się spadkową tendencję poziomu stężenia.
„Znajdujący się w powietrzu jod może być szkodliwy dla niemowląt i dzieci oraz kobiet ciężarnych. Osiadając na roślinach, również poprzez mleko, może dostać się do organizmu człowieka. W związku z tym eksperci zalecają niespożywanie aktualnie mleka pochodzącego od krów karmionych paszą zieloną. W sprzedaży będzie mleko tylko od krów karmionych paszą suchą. Komisja rządowa liczy na zrozumienie społeczeństwa, że ewentualny niedostatek świeżego mleka w sprzedaży ma charakter przejściowy. Służba zdrowia podjęła niezbędne działania profilaktyczne polegające na podaniu niemowlętom i dzieciom w województwach północno-wschodnich preparatu jodowego (jednorazowo), którego celem jest ochrona organizmu przed wchłanianiem aktywnego jodu. Minister zdrowia i opieki społecznej zwraca uwagę na bezwzględną konieczność mycia przed spożyciem wszelkich nowalijek” - ostrzegał PAP.
Bez paniki, poziom skażenia systematycznie się obniża
Czarnobylowi poświęcona była duża część konferencji prasowej Jerzego Urbana (rzecznika rządu) dla zagranicznych korespondentów, która odbyła się 29 kwietnia. Wiadomość o niej też ukazała się w prasie na podstawie depeszy PAP.
Urban odpowiadał m.in. na pytania dziennikarzy niemieckich i amerykańskich. Przyznał, że nie potrafi określić dokładnego poziomu skażenia nad Polską. „To nie jest takie proste. Jest ono bardzo zróżnicowane w rozmaitych miejscach i wyrażone różnymi miarami. Na ten temat musieliby się wypowiedzieć eksperci, laikowi trudno przekazywać tak specjalistyczne informacje. Istota rzeczy polega na tym, że nigdzie ta radioaktywność nie zbliżyła się do takiego progu, który powoduje zagrożenie dla ludzkiego zdrowia” – podkreślił.
Pytano go również o to, dlaczego w polskich gazetach nie podano jeszcze informacji o skażeniu. Urban wyjaśnił, że „informacje o tym, co wykazują nasze urządzenia pomiarowe ustalone zostały na tyle późno, że wiadomość PAP na ten temat nadana została we wtorek (29 kwietnia) rano, więc nie mogła trafić do porannego wydania gazet" - powiedział Urban.
W kolejnej porcji komunikatów polskiego i radzieckiego rządu PAP napisał o tym, że w Polsce systematycznie obniża się poziom skażenia, a maleje ono również wokół elektrowni atomowej.
Z depeszy wynikać miało, że polski rząd niczego nie przemilcza, nie bagatelizuje problemu i jest aktywny. „Władze Polski pozostawały w bezpośrednim kontakcie z władzami ZSRR. Powołana została komisja rządowa na czele z wicepremierem Zbigniewem Szałajdą. W jej skład weszli kierownicy odpowiednich resortów (zdrowia, rolnictwa), prezes agencji atomistyki, wybitni lekarze, szef stacji pomiarowych emisji radiologicznej, przedstawiciele odpowiednich służb wojskowych. Od poniedziałku uruchomiono około 200 dodatkowych punktów pomiarów wszelkich skażeń ziemi, wody i atmosfery. Nie stwierdzono żadnego zagrożenia dla zdrowia ludzi. Zadania komisji są więc natury kontrolnej, profilaktycznej i koordynacyjne” – głosiła depesza PAP.
„Nie stwierdzono żadnego zagrożenia dla zdrowia ludzi”
Duży fragment został poświęcony omówieniu praktycznych działań. „Analiza wyników z okresu od 28 kwietnia do 1 maja i aktualnych danych, a także opinie wybitnych ekspertów potwierdzają, że na obszarze całego kraju nie było w tych dniach zagrożenia dla zdrowia ludności. Dane aktualne wskazują, że zawartość aktywnego jodu w powietrzu nadal maleje i zbliża się do stanu normalnego, w tym również na Śnieżce w Karkonoszach. Przeprowadzone w ciągu minionych kilkunastu godzin badania kontrolne potwierdzają, że utrzymujące się lokalnie pewne niewielkie skażenia powierzchni ziemi oraz otwartych zbiorników wody również nie stanowią zagrożenia dla zdrowia. Dokonana ocena wskazuje, te zalecone przez komisję działania profilaktyczne były właściwe, zostały podjęte we właściwym czasie i w niezbędnym zakresie. Komisja informuje, że zalecony profilaktycznie dla dzieci i młodzieży preparat jodowy (płyn Lugola) był podany jednorazowo i nie ma potrzeby jego ponownego podawania” - napisał autor depeszy.
Cały blok depesz PAP opublikował tydzień po katastrofie w Czarnobylu. W jednej z nich informował, że na miejsce „awarii” przybyła delegacja z Moskwy władz, z premierem Nikołajem Ryżkowem na czele. „Prace mające na celu likwidację awarii i usunięcie jej skutków prowadzi się w sposób zorganizowany” – podkreślał autor depeszy.
Kolejna depesza PAP, również opierająca się na doniesieniach TASS, dotyczyła sytuacji w ZSRR. „Jak zaznacza agencja TASS, zachodnie środki masowego przekazu rozpowszechniają oszczercze wymysły w związku z awarią w Czernobylskiej Elektrowni Atomowej” – głosiła depesza. „Oszczerstwem” i „wymysłem” według TASS miało być odwoływanie przez rządy państw zachodnich swoich obywateli, którzy akurat przebywali (przeważnie turystycznie) w ZSRR.
„Rozsądni ludzie na całym świecie rozumieją, że nastąpiła awaria, która mogła zdarzyć się wszędzie. Zostaną z niej wyciągnięte wnioski, z których skorzysta cała społeczność międzynarodowa” – cytował PAP doniesienie agencji TASS.
W kolejnych dniach depesz na temat Czarnobyla było już mniej. Wynikało z nich, że sytuacja się poprawia, a elektrownia wkrótce wznowi pracę. (PAP/ Józef Krzyk).
