O godz. 10 odbędzie się posiedzenie sejmowej komisji obrony narodowej, na której zaplanowano punkt „Informacja Ministra Obrony Narodowej o realizacji (rzeczowej i finansowej) w 2016 roku głównych programów modernizacji technicznej sił zbrojnych, a w szczególności w zakresie systemu obrony powietrznej i programu pozyskania śmigłowców wsparcia bojowego”. Trudno przewidzieć, czy tym razem minister Antoni Macierewicz bądź jego podwładni uchylą rąbka tajemnicy i dowiemy się, w którą stronę zmierzają najdroższe zakupy Wojska Polskiego.

Jeśli chodzi o system obrony powietrznej, to w samym resorcie ścierają się różne koncepcje. Jedna z nich przewiduje rozpoczęcie budowy tarczy przeciwrakietowej od średniego zasięgu „Wisły”, czyli prawdopodobnie zakup baterii Patriot od koncernu Raytheon. Problem w tym, że dostępna wersja nie spełnia wszystkich polskich wymagań (m.in. co do radaru) i jest droga. Zaleta: według deklaracji producenta pierwsza bateria byłaby w Polsce już w dwa lata od podpisania umowy.

Dwa tygodnie temu Polska Grupa Zbrojeniowa podpisała z Raytheonem kolejny list intencyjny, który „rozwija ramy strategicznego partnerstwa”. I choć prezes PGZ Arkadiusz Siwko mówił, że w programie „Wisła” przy produkcji patriotów udział polskiego przemysłu ma wynosić 50 proc., to w żaden sposób nie pokazano, jak by to miało wyglądać, nie podano żadnych szczegółów. Wiadomo natomiast, że poprzednia oferta Raytheona była przez przedstawicieli polskiego przemysłu oceniana bardzo krytycznie i mówiło się, że udział polskiej zbrojeniówki w produkcji patriotów miał wynosić zaledwie kilka procent. A jeżeli zależy nam na szybkiej dostawie, to nie ma żadnych szans, by przy dostarczanych dla Polski bateriach ten udział wynosił faktycznie połowę.

Druga koncepcja zakłada rozpoczęcie budowy polskiego systemu obrony powietrznej od „Narwi”, czyli tarczy krótkiego zasięgu. Tu potencjalnych dostawców jest znacznie więcej, udział polskiego przemysłu bardziej realny i na dodatek koszt powinien być mniejszy. A to, biorąc pod uwagę ostatnie deklaracje przedstawicieli MON dotyczące ograniczeń budżetowych, staje się coraz ważniejsze.

Jeszcze bardziej zagmatwana jest sytuacja, jeśli chodzi o zakup śmigłowców wielozadaniowych. W kwietniu ubiegłego roku, w szczycie kampanii wyborczej, prezydent Bronisław Komorowski ogłosił, że stawiamy na wspominane patrioty i na francuski śmigłowiec Caracal. Z przetargu odpadły amerykański Blackhawk (PZL Mielec) oraz włoskie AW 149 (PZL Świdnik). Później przeprowadzono udane testy caracali na poligonie i sprawa trafiła do Ministerstwa Gospodarki (dziś rozwoju) na negocjacje offsetowe. – Umowa offsetowa będzie negocjowana do czasu, aż zawarte w niej postanowienia będą w pełni zabezpieczały interesy Skarbu Państwa oraz podmiotów będących jej beneficjentami – poinformowali nas urzędnicy departamentu komunikacji MR.

Podczas nieoficjalnej rozmowy z osobą biorącą udział w negocjacjach po stronie ministerstwa dowiedzieliśmy się, że „rozmowy są trudne i najwcześniej zakończą się pod koniec sierpnia”. Z tym że wcześniej ten sam człowiek mówił, że mogą się zakończyć do końca lipca – to wyraźnie wskazuje, że postęp jest umiarkowany.

Co na to producent caracali? – Naszym celem jest zapewnienie Polsce najlepszej oferty współpracy przemysłowej, zgodnie z naszym zobowiązaniem Made in Poland (produkcja w Polsce). Na obecnym etapie rozmów nie możemy przekazać bardziej szczegółowych informacji o ich postępach – stwierdza Mickaël Péru, prezes Airbus Helicopters Polska.

Przedłużanie tych negocjacji przez urzędników ministerstwa wydaje się jednak tylko pretekstem, by zyskać czas, bo wiadomo, że możliwych scenariuszy jest kilka. Zakup caracali z bardziej korzystnym dla Polski offsetem, choć wydaje się możliwy, to jednak w tej chwili mało prawdopodobny. W ubiegłym tygodniu na łamach DGP informowaliśmy, że resort obrony badał, czy jest możliwość ewentualnego odkupienia części udziałów w PZL Świdnik, które należą do włoskiego koncernu zbrojeniowego Leonardo. To by się miało łączyć z zakupem dużej wartości w tej fabryce, ale taki wariant również wydaje się mało prawdopodobny. Większe szanse wydaje się mieć podział zamówienia pomiędzy kilku producentów, ale to z kolei oznaczałoby komplikacje z punktu widzenia użytkowania i serwisowania tych maszyn z perspektywy wojska. Zawsze istnieje także możliwość zawieszenia programu zakupu śmigłowców wielozadaniowych i postawienia na szybszy zakup śmigłowców uderzeniowych. Ta koncepcja jeszcze niedawno była w MON mocno rozważana, ale teraz wydaje się mieć mniejsze szanse na realizację.

>>> Czytaj też: Prywatne e-myto na A4. Resort infrastruktury ma poważny problem