Od paru lat pojawiają się pomysły, by zachodnie państwa i organizacje międzynarodowe stworzyły wielki pakiet pomocy dla Ukrainy. Miałby być on wzorowany na planie Marshalla, jaki Amerykanie stworzyli w 1948 r. dla Niemców i innych zniszczonych krajów Europy. Wartość tej pomocy wyniosła 12 mld dolarów, dzięki czemu udało się odbudować zachodnioeuropejskie gospodarki i uratować tamtejsze demokracje przed ekspansywnym komunizmem.

Dwa lata temu stworzenie planu Marshalla dla Ukrainy zaproponował wpływowy francuski filozof Bernard-Henri Lévy. Było to w czasie, kiedy prezydent Wiktor Janukowycz wahał się, czy zgodzić się na integrację z UE, czy przyjąć ofertę ściślejszej współpracy z Rosją. Rok temu pojawiły się nieoficjalne informacje o idei wielkiej konferencji z udziałem UE, MFW, ONZ oraz rządów państw zachodnich, którzy mieliby stworzyć wspólny fundusz finansujący rozwój gospodarczy Ukrainy.

Na początku 2016 r. Karl-Georg Wellmann, znaczący polityk niemieckiej CDU, publicznie przedstawił ten pomysł. Plan Marshalla dla Ukrainy miałby być uzupełnieniem układu stowarzyszeniowego Ukraina-UE i byłby realizowany z dużym udziałem środków z Niemiec.

Prace nad nim nadal trwają wyłącznie w zaciszu gabinetów i ta ogólna koncepcja nie przyjęła dotąd konkretnych kształtów.

>>> Czytaj też: Sojusz Moskwy i Berlina. Rosja chce ukarać Ukrainę?

Trudno się dziwić, że sami Ukraińcy przyjmują te obietnice i oczekują ich spełnienia. Głośno o tym mówił przed sierpniową wizytą Angeli Merkel w Kijowie Pawło Klimkin, minister spraw zagranicznych Ukrainy.

– Dlaczego Europa wydaje setki miliardów euro na pomóc dla Grecji, a nie chce nawet części tej sumy przeznaczyć na pomoc dla nas? – irytują się ukraińscy politycy.

Część z nich zwraca również uwagę, że Stany Zjednoczone i Wielka Brytania nie wywiązały się z memorandum budapesztańskiego z 1994 r., w którym wraz z Rosją zobowiązały się do respektowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy, i powinny teraz przynajmniej finansowo wspierać Ukraińców.

Dużo o planie Marshalla dla Ukrainy mówiło się podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy zaledwie na początku września.

– Ukraińskie władze powinny zabiegać o taki plan pomocowy, który pomoże reindustrializacji naszego kraju tak, jak pomógł Niemcom po drugiej wojnie światowej – mówił Serhij Taruta, deputowany do Rady Najwyższej i jeden z najbogatszych ludzi na Ukrainie.

Wspierała go Iwanna Kłympusz-Cyncadze, ukraińska wicepremier, która wskazywała, że plan Marshalla nie tylko pomógł gospodarkom państw zachodnich, ale również ustabilizował ich sytuację społeczno-polityczną.

Wielu zagranicznych ekspertów uważa, że Ukraińcy nie wykorzystują wielu możliwości, które pomogłyby by im samodzielnie rozruszać gospodarkę.

Jak zła jest sytuacja gospodarcza Ukrainy widać było z prezentacji, którą w Krynicy przedstawił Serhij Taruta. Był to plan dla Ukrainy, który reklamował jako swoje „marzenie”. Zgodnie z nim PKB Ukrainy osiągnie w 2030 r. obecny poziom rozwoju gospodarczego Polski. W tym „planie Taruty” miałyby się jeszcze mieścić rozwój kapitału społecznego i bardziej innowacyjny charakter ukraińskiej gospodarki. Ale czy nawet ta umiarkowanie ambitna wizja jest realna? Serhij Taruta zakłada bowiem, że ukraińska gospodarka będzie rosnąć o kilka procent rocznie, czyli znacznie szybciej niż teraz.

Na razie wydaje się to mało realne.

Dziś głównym donatorem na rzecz Ukrainy jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Rok temu MFW zdecydował o czteroletnim programie pomocy na rzecz Ukrainy o wartości 17,5 mld dolarów, z czego 5 mld dolarów przekazano natychmiast, a kolejne raty są uzależnione od konkretnych reformatorskich działań ukraińskich władz. Należą do nich reformy w administracji, systemie bankowym i w dziedzinie polityki energetycznej.

Do tej pory MFW przekazał Ukrainie łącznie 7,6 mld dolarów. W stosunku do oczekiwań Ukraińców ta kwota nie jest wielka, ale na Zachodzie zbyt duże są obawy, że pieniądze potencjalnych darczyńców trafią na prywatne konta skorumpowanych urzędników i wszechwładnych oligarchów.

Poza tym wielu zagranicznych ekspertów uważa, że Ukraińcy nadal nie wykorzystują wielu możliwości, które pomogłyby by im samodzielnie rozruszać gospodarkę.

– Jak można Wam pomagać, skoro sami nie chcecie sobie pomóc? – pytają czasem głośno nawet przyjaciele Ukrainy w instytucjach UE.

– Plan Marshalla dla Ukrainy jest obecnie nierealny. Ukrainie przekazano już bardzo dużo pieniędzy, które zmarnowano. Potrzebne są instytucje takie jak niezależne sądownictwo, które umożliwią stworzenie podstaw państwa demokratycznego i nowoczesnego społeczeństwa – uważa Dietmar Stuedemann, były ambasador RFN w Kijowie, a obecnie doradca w Deutsche Bank.

Zwrócił uwagę, że Niemcy po II wojnie światowej zlikwidowali wszystkie swoje instytucje i od nowa budowali państwa, podczas gdy Ukraińcy zachowali przestarzałe struktury państwowe z czasów sowieckich, które nie są efektywne, i które nie stanowią żadnej przeciwwagi wobec interesów oligarchów. Inni eksperci zwracają również uwagę, że w latach 40. amerykańskie pieniądze rzeczywiście pomogły Niemcom podnieść się z wojennych ruin, ale na swój Wirtschaftswunder, czyli cud gospodarczy, Niemcy zapracowali sami.

– Planowi Marshalla towarzyszył plan Ludwiga Erharda, ówczesnego ministra finansów RFN. Oznaczało to tworzenie społecznej gospodarki rynkowej, czyli m.in. likwidację monopoli i państwowego centralnego planowania – zauważa także Jacek Saryusz-Wolski, poseł do Parlamentu Europejskiego i jeden z tych polskich polityków, którzy najsilniej wspierających proeuropejskie aspiracje Ukraińców. – Na razie nie widać, by Ukraińcy mieli swojego Ludwiga Erharda.

Władze Ukrainy usilnie starają się przyciągać zagranicznych inwestorów, co ma się przyczynić do ożywienia gospodarczego kraju. Według danych Dmytro Shymkiva, zastępcy szefa Administracji Prezydenta, które przedstawił na niedawnej konferencji Yalta European Strategy, w ostatnich trzech lata na Ukrainie zlikwidowano 15 tys. różnego przepisów i procedur biurokratycznych. Ten postęp dostrzega Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, który w Krynicy komplementował ukraińską ustawę o zamówieniach publicznych i wskazywał, że na tych rozwiązaniach może wzorować się także Polska.

Nie zmienia to jednak faktu, że zagraniczni inwestorzy nadal mają obawy przed zaangażowaniem na Ukrainie.

– Korupcja stała się synonimem nazwy Ukraina. To wynik nieefektywnego systemu. Jak urzędnik zarabiający miesięcznie 50-100 dolarów może uczciwie podejmować decyzje, których stawką są miliony dolarów? – żalił się w Krynicy jeden z ukraińskich przedsiębiorców.

Szerszy napływ zagranicznego kapitału powstrzymuje oligarchizacja ukraińskiej gospodarki. Według danych Jacka Piechoty pod kontrolą kilkunastu oligarchów znajduje się około 20 proc. wartości PKB Ukrainy. Równocześnie niedorozwinięty pozostaje sektor małych i średnich firm – jego udział w tworzeniu PKB jest niższy niż w Polsce w latach 90.

– Czy ukraińscy oligarchowie zechcą podzielić się rynkiem z zagranicznymi inwestorami i dopuścić ich do najbardziej zyskownych dziedzin? – pytał retorycznie Andrij Nykołajenko z Ukraińskiej Inicjatywy Biznesu.

W tych warunkach zdaniem Jacka Saryusza-Wolskiego domaganie się planu Marshalla jest „irytujące i przeciwskuteczne”.

>>> Czytaj też: Jak pomagać mieszkańcom strefy przyfrontowej na Ukrainie? Polacy znaleźli sposób

– Nastroje w Europie są takie, że politycy nie będą chcieli przeznaczać wielkich kwot z pieniędzy europejskich podatników na kraj spoza Unii. Zapytają raczej, dlaczego Ukraińcy nie opodatkują swoich oligarchów – ocenia.

Jacek Saryusz-Wolski zauważa również, że Ukraińcy powinni skoncentrować się na tym, co już teraz daje im Unia Europejska.

– Umowa stowarzyszeniowa z UE jest znacznie bardziej szczodra niż ta, którą 25 lat temu uzyskała Polska. Pakiet finansowy jest pięciokrotnie wyższy niż to, co nam wówczas udało się wynegocjować – podkreśla.

Według Ołeksija Riabczyna UE powinna pomóc Ukrainie przede wszystkim poprzez wsparcie przy tworzeniu nowoczesnej służby cywilnej, bez której na Ukrainę nie napłyną większe środki z zagranicy. – W ten sposób zmieni się opinia o Ukrainie, jako skorumpowanym kraju, który marnuje środki pomocowe – mówi ukraiński deputowany.

Riabczyn jest trzydziestokilkuletnim politykiem, zaangażowanym w politykę energetyczną i ochronę środowiska. Jego rodzimym okręgiem wyborczym jest Obwód Doniecki, gdzie ze względu na działania wojenne nie może bywać. Mimo to patrzy on w przyszłość dalej niż wielu jego starszych kolegów w Radzie Najwyższej.

– Częścią pomocy UE dla Ukrainy powinno być też przekazanie know how w transformacji regionów, gdzie dominował przemysł wydobywczy i ciężki. Wykorzystując dobre doświadczenia z Zagłębia Ruhry, Śląska, czy północnej Francji będziemy mogli przestawić gospodarkę na nowe tory i w ten sposób wygrać wojnę o Donbas – przekonuje Ołeksij Riabczyn.

Niektórzy z ukraińskich ekspertów idą jeszcze dalej i uważają, że Ukraina nie potrzebuje planu Marshalla, lecz nowej polityki energetycznej, która uniezależni kraj od Rosji i unowocześni jego gospodarkę.

Autor: Andrzej Godlewski