Selekcja negatywna. Dlaczego nie lubimy tych, którzy wybijają się z tłumu? [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
26 grudnia 2016, 15:44
Studenci
Studenci/ShutterStock
U nas awans oparty jest na selekcji negatywnej. Nie zawsze, ale bardzo często. Silna osobowość jako rektor czy dyrektor instytutu nie jest większości na rękę. Bo jeszcze będzie miał wizję, będzie chciał ją realizować, mówiąc kolokwialnie – weźmie kolegów za pysk - mówi w wywiadzie Kamil Kulesza, matematyk, informatyk, kierownik Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów PAN.
2761505-kamil-kulesza-matematyk-informatyk.jpg
Kamil Kulesza matematyk, informatyk, kierownik Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów PAN fot. Materiały prasowe

Studiowałem w systemie anglosaskim. I tak się nawet zdarzyło, że jednocześnie trzy kierunki: matematykę, informatykę oraz fizykę. Przy dobrze poukładanym systemie nie oznacza to trzy razy więcej pracy. Richard Feynman, mój ulubiony fizyk, noblista, powiedział, że przyroda to jedność, zaś szufladki z etykietkami chemia, fizyka czy biologia wymyśliliśmy sami. Ścisła specjalizacja nie jest bez sensu, przez co najmniej kilkadziesiąt lat coraz głębsze wgryzanie się w problem było kluczem do sukcesu w nauce. Koncentracja na celu jest dobra. Tyle że od jakiegoś czasu coraz częściej robi się bardzo fajne rzeczy, bo ktoś połączy dwie dziedziny. Albo zobaczy, że w trochę innym kontekście rzeczy, z którym on się zmaga, zostały już rozpracowane, więc można przenieść stamtąd metody czy sposób dociekania. U nas jeszcze do niedawna było to nie do pomyślenia. Gdy powstały Międzywydziałowe Indywidualne Studia Matematyczno-Przyrodnicze, który łączyły różne dyscypliny, to krążyły opinie, że uniwersytecki beton rzuca im kłody pod nogi.

Kiedy wróciłem do kraju i rozpocząłem studia doktoranckie, to pierwszą rzeczą, jaka mnie uderzyła, było to, jak niezwykłą wagę przykłada się u nas do kwestii formalnych: ścieżki awansu naukowego czy sposobu poukładania nauki. Podam przykład ulubionych sporów starszych kolegów. Otóż kilkadziesiąt lat temu w mechanice, którą można kwalifikować jako część fizyki lub matematyki – choć sami mechanicy lubią o sobie mówić, że są po prostu mechanikami – zaczęto używać komputerów. I w Polsce zaczęła się dyskusja, czy w takim przypadku należy mówić o zastosowaniach informatyki, czy są to metody komputerowe w mechanice. Ja, prosty doktor, nie widzę istotności takiego zagadnienia, lecz koledzy, w tym największe lokalne tuzy, twierdzą, że to bardzo ważny problem. Wydaje się, że chodzi o to, że aby dyscyplinę wpisać odpowiednio w program studiów, trzeba ją najpierw precyzyjnie określić. Trzeba to zrobić, żeby można się było doktoryzować i prowadzić przewód habilitacyjny. To jest najważniejsze, o to w naszej nauce chodzi – o zdobywanie kolejnych stopni.

>>> CAŁY WYWIAD Z ŚWIĄTECZNYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj