Moscovici: Koniec UE i strefy euro nie oznaczałyby katharsis, lecz kataklizm

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 lutego 2017, 17:42
Euro
Euro/ShutterStock
Unijny komisarz ds. gospodarczych i finansowych, socjalista Pierre Moscovici w piątkowym wywiadzie dla kanału "I-Tele" ostrzegł, że zwycięstwo skrajnie prawicowej Marine Le Pen we francuskich wyborach prezydenckich w kwietniu "jest poważna hipotezą".

Podkreślając, że pani Le Pen "dąży do zniszczenia Unii Europejskiej", polityk przypomniał, że jest typowana w sondażach jako zwyciężczyni pierwszej tury wyborów, która odbędzie się 23 kwietnia.

Tymczasem - dodaje Moscovici - "zdołamy pokonać populistów jedynie wówczas, gdy zredukujemy nasze rozbieżności".

"Kwestia rozbieżności ma w tym momencie kluczowe znaczenie" - powtórzył polityk, przypominając, że wielu Francuzów skłaniających się do poparcia Frontu Narodowego to osoby, które doszły do wniosku, że globalizacja nie leży w ich interesie.

Francuski komisarz UE podkreślił w wywiadzie, że "Le Pen pragnie zniszczyć Unię Europejską", a "Europa bez Francji nie ma żadnego sensu".

W artykule, który ukazał się na łamach dziennika "Le Monde", Moscovici powtórzył tezę, że "głosowanie na Le Pen oznacza wyjście ze strefy euro i przywrócenie zdewaluowanego franka oraz utratę siły nabywczej", co stanowi "totalne szaleństwo".

Francuski polityk ostrzega, że koniec euro i Unii Europejskiej wbrew temu, co twierdzą ludzie, którzy pragną, aby do tego doszło, "nie oznaczałyby katharsis, lecz kataklizm".

"W nowym, pełnym niesłychanych zagrożeń świecie, który by się wyłonił, osłabiona Francja stałaby się pierwszą jego ofiarą, co oznaczałoby, że znalazłaby się na orbicie potężnego protektora" - dodaje

Według niego tym protektorem Francji rządzonej przez mogłyby być Rosja Władimira Putina lub Stany Zjednoczone Donalda Trumpa, co w obu przypadkach oznaczałoby "ograniczoną suwerenność".

Moscovici przyznając, że francuski elektorat, który w wyborach ma prawo okazać swój gniew "przeciwko partiom, polityce i europejskim instytucjom", nie powinien jednak zrywać z Europą, ani podpalać "wspólnego domu".

"Europa - podsumował - jest naszą przyszłością i naszą ochroną (...) Europa potrzebuje lekarzy, a nie szarlatanów. Powinniśmy ją kurować, a nie dobijać".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj