"My zwróciliśmy się do by oceniła postępowanie naszego konkurenta na rynku już 10 lat temu i przez 10 lat nie wyraziła chęci zajęcia stanowiska. Gdy Polska wprowadziła podatek od marketów, to KE w ciągu 3 miesięcy przedstawiała swoje negatywne stanowisko" - mówi Florek.
Firma pod koniec maja złożyła doskargę na bezczynność w tej sprawie. "My bez przerwy zbieramy kolejne dowody i wysyłamy do Komisji Europejskiej i nic" - dodaje.
"Jeżeliby komisja wydała nawet negatywne stanowisko, to moglibyśmy się odwołać do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, mógłby się tym tematem zająć polski UOKIK, a w tej chwili przez to, że komisja to trzyma u siebie, daje przyzwolenie na łamanie prawa zachodniemu koncernowi" - przekonuje.
W styczniu tego rokuzwróciło się oficjalną drogą do o działania w tej sprawie. W świetle unijnego prawa po dwóch miesiącach przy braku reakcji spółka mogła wystąpić do sądu UE ze skargą na zaniechanie działania.
Spór nowosądeckiej spółki ze światowym potentatem toczy się prawie dekadę. Już w 2007 roku polska firma zarzuciła Veluxowi stosowanie nieuczciwych praktyk handlowych, z powodu których Fakro miało ograniczone możliwości oferowania swoich produktów w znacznej części Europy Zachodniej.
Jednym zarzutów wobec Veluxu jest stosowanie tzw. drapieżnych cen. Chodzi o to, że duński koncern ma sprzedawać swoje produkty poniżej kosztów ich produkcji, żeby uniemożliwić polskiemu konkurentowi wejście na dany rynek. Velux zapewnia, że zarzuty są bezpodstawne.
>>> Czytaj też: "Cudowna zdolność rozpychania się". Prezes Fakro rozmawia z Mateuszem Morawieckim
