Andrysiak: Samorozbiór Polski. Nawet zaborcy nie podzielili nas tak skutecznie, jak my sami [FELIETON]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 lipca 2017, 20:55
Protesty w Polsce
Protesty w Polsce/ShutterStock
My, naród polski... Ale który? Przecież są dwa. Tylko państwo jeszcze mamy jedno. Oba narody żyją na polskiej ziemi, oba roszczą sobie do niej prawo i oba przekonane są o swojej moralnej wyższości. I marzą o jednym: eksterminować ten drugi.
3012393-i02-2017-130-000001200.jpg

Nawet zaborcy nie podzielili nas tak skutecznie, jak zrobiliśmy to sami. Własnymi rękami wykopaliśmy rowy, nikt z zewnątrz nie musiał dawać nam łopat, nikt nie musiał doglądać. Taki prezent zrobiliśmy sobie na 100-lecie odzyskania niepodległości.

Oczywiście, pamiętam, rocznica dopiero za rok, ale ten upłynie nam na dalszym kopaniu. Rowy będą głębsze i szersze, wić się będą zakolami przez cały kraj, bo to by było zbyt proste, byśmy kopali wzdłuż, od Gdańska do Zakopanego. Nie przyjedzie żaden walec i nie wyrówna, nie zjawi się rycerz na białym koniu z armią koparek za plecami, bo dziś czasy rycerskie nie są. Już nie udajemy, że nienawiść to domena tylko tego drugiego obozu, dziś przyznawać się do nienawiści jest w modzie. Nie czas na skrupuły, gdy naród w potrzebie. Ten nasz, oczywiście. Jeszcze trochę poudajemy, wszak zdeprawować świętość to jednak czyn niezwyczajny, ale w końcu odkryjemy karty i przyznamy: nic nas nie łączy. Nie ma niczego, co nawet na najbardziej elementarnym poziomie łączyłoby Polskę liberalno-europejską z Polską konserwatywno-narodową. Wolność, niepodległość, suwerenność, demokracja, sprawiedliwość – w każdym miejscu się różnimy, każdy z tych terminów rozumiemy inaczej. Nawet samą polskość.

Nie wierzycie? A potraficie wskazać choć jedną wartość, którą wszyscy uznamy? Cel, co do którego zgodzimy się, że jest najistotniejszy? Ideał? Autorytet? Niby niepodległość? To proszę, ustawmy obok siebie zwolennika dobrej zmiany i jej przeciwnika i poprośmy, by ustalili, co ten termin oznacza. Już po chwili rzucą się sobie do gardeł. Kulturowo, światopoglądowo, politycznie i mentalnie wielkomiejskiemu Łukaszowi z korporacji bliżej do Hansa z Berlina niż wujka Stefana z Przysuchy. Ten ostatni więcej ma zrozumienia dla żulerki spod sklepu niż obyczajowych fanaberii bratanka ze stolicy.

I to jest nasze cywilizacyjne wyzwanie – rozwiązać ten konflikt, nie żadna tam elektromobilność. Nawet nie Trybunał Konstytucyjny. Bez trybunału można żyć, wszak Holendrzy podobno żyją, samochodów na prąd też nie musimy produkować, możemy kupić. Ale dwa nienawidzące się narody nie mogą mieszkać na jednej ziemi. To się zawsze kończy tak samo. Trupami.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj