"Wenezueli nie można grozić, panie Trump". Maduro zarządził manewry wojskowe

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
15 sierpnia 2017, 09:21
Wenezuela
Wenezuela/ShutterStock
Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro powiedział w poniedziałek, odnosząc się do groźby prezydenta USA Donalda Trumpa ws. użycia "opcji militarnej" wobec Caracas: "Wenezueli nie można grozić, panie Trump". Zarządził też manewry wojskowe.

zwrócił się także do wenezuelskiej Konstytuanty, by zbadała kwestię poparcia opozycji dla groźby amerykańskiej interwencji.

Jak komentuje AFP, groźba użycia siły wobec rządu w "dodała wigoru" i zmobilizowała tysiące jego zwolenników, którzy z okrzykami "Yankee go home!" (Jankesi do domu) zebrali się w poniedziałek pod pałacem prezydenckim w Caracas. Podobne demonstracje odbyły się w innych miastach.

"Ten lud gotów jest stawić czoło ekstremistom, rasistom i zwolennikom supremacji Stanów Zjednoczonych i pokonać ich odwagą, brawurą i siłą" - powiedział Maduro do tłumu swoich zwolenników.

Wenezuelski minister spraw zagranicznych Jorge Arreaza oznajmił, że USA powinny wiedzieć, iż "lud (Wenezueli) skłonny jest bronić swej suwerenności każdym sposobem, a jeśli to konieczne, to z użyciem broni".

Wcześniej w poniedziałek Reuters napisał, że usiłuje zbić kapitał na groźbie USA ws. "opcji militarnej" i może to podnieść notowania niepopularnego prezydenta.

Deklaracje Trumpa "utrudnią postępowanie (Waszyngtonu) wobec Wenezueli. Przydają one wiarygodności teorii (Maduro), zgodnie z którą USA stanowią zagrożenie dla suwerenności tego kraju i mają plan inwazji" - powiedział AFP szef waszyngtońskiego think tanku Dialog Między Amerykami Michael Shafter.

Prezydent USA oznajmił w piątek: "Mamy wiele opcji wobec Wenezueli, w tym możliwą opcję militarną, jeśli okaże się konieczna". "Nie będziemy wypowiadać się na ten temat, ale operacja militarna - opcja militarna - bez wątpienia wchodzi w grę" - dodał.

W poniedziałek w Caracas odbył się „antyimperialistyczny protest", który przerodził się w manifestację przed pałacem prezydenckim. Wzięli w nim udział tzw. Chavistas, zwolennicy polityki byłego prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza i kontynuatora tej linii - Maduro. Demonstranci wykrzykiwali: "Wenezuela i Ameryka Łacińska zjednoczone przeciw imperium!".

Wiceprezydent USA Mike Pence, który przebywa w Kolumbii, przypomniał w poniedziałek, że "prezydent Trump dał bardzo jasno do zrozumienia, że nie będzie się bezczynnie przyglądał, jak Wenezuela stacza się w dyktaturę". Dodał, że taki rozwój wydarzeń stanowiłby "zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu całej półkuli".

Prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos Calderon zaapelował do Pence'a, by USA wykluczyły interwencję militarną w Wenezueli. "Ani Kolumbia, ani Ameryka Łacińska - od Rio Grande po Patagonię - nie zgodzą się na to" - podkreślił.

Sytuacja pogrążonej w głębokim kryzysie gospodarczym i politycznym Wenezueli stale się pogarsza. Coraz częściej dochodzi do aktów przemocy, a ostatnio siły antyrządowe wykradły broń z jednej z baz wojskowych. Zgromadzenie Konstytucyjne, wyłonione w wyborach, które zdaniem opozycji zostały sfałszowane, postawiło się ponad kontrolowanym przez opozycję parlamentem.

>>> Czytaj też: Zachodowi grozi powtórka lekcji z Wenezueli? Oto, jak kraj stopniowo staczał się w przepaść

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj