To wyzwanie tej miary jak znalezienie kamienia filozoficznego. Ale próbujemy go znaleźć.
A kiedy pańskie dzieci przestały czytać?
To jest pan bardzo szczęśliwym ojcem.
To ja zadam inne pytanie. Wiem, że to pan tu jest od zadawania pytań, ale proszę mi jeszcze na jedno pozwolić. Kiedy dzieci w Polsce przestają czytać?
A ja uważam, że to szkoła zabija chęć czytania. Nie dom, nie rodzice, nie smartfony i gry, tylko szkoła.
Nie tylko oni, ale skoro pan o nich wspomniał…
Polski nauczyciel jest – zazwyczaj – konserwatywnym nierobem, który się nie kształci. Jego kształcenie ogranicza się do zbierania fikcyjnych papierków tylko po to, by dostać kolejny stopień w hierarchii. To są te niepotrzebne studia czy konferencje, na których tylko pierdzą w stołki. Efekt? Taki nauczyciel otwiera na lekcji swoje pożółkłe notatki sprzed trzydziestu lat i zanudza nimi dzieci.
Ale oni w ogromnej większości nie są przygotowani do rozmowy z dziećmi o ich lekturach, bo oni ich, k…a, nie znają!
Wyrzuci je pan.
No to mnie minister Gliński wyrzuci.
To nie tylko wina nauczycieli, to szkoła. Sześcio-, siedmiolatki, które idą do niej, są podekscytowane i chętnie korzystają z książki, dopiero w szkole się tego oduczają.
Na to odpowiedział znajomy badacz prof. Grzegorz Leszczyński, który sprawdził, kiedy zostały napisane lektury szkolne. Jak pan myśli, ile lat ma średnio lektura z podstawówki?
Osiemdziesiąt! Moja osiemdziesięcioletnia matka czytała w szkole „Plastusiowy pamiętnik”, czytałem go ja i czytają moje córki.
>>> Polecamy: Czy opłaca się kończyć studia? Te dane rozwiewają wątpliwości
