Nec Hercules….

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
26 stycznia 2009, 15:18
W piątek euro kosztowało już 4 zł 45 groszy, kurs dolara amerykańskiego sięgnął 3,48 zł, a dobrze znany kredytobiorcom frank szwajcarski wyceniany był na 2,97 zł. Podobnie słabo mają się wszystkie waluty regionu, co jest konsekwencją nowej fali ucieczki od ryzykownych aktywów. W piątek pisałem o rosnących spreadach polskich obligacji w stosunku do obligacji niemieckich. Rosną także koszty zabezpieczenia przed ryzykiem niewypłacalności (CDS). W przypadku Polski sięgnęły maksymalnych notowanych poziomów, ponad 290 punktów.

Pomijając eksporterów i Premiera Pawlaka, niewiele osób cieszy się z takiego rozwoju sytuacji. Słaby złoty przekłada się na wyższe ceny i to dotyka bezpośrednio wszystkich. Droższe kredyty walutowe to także problem wielu kredytobiorców, ale i Skarbu Państwa, któremu wzrosną koszty finansowania zagranicznego. Licząc według piątkowych kursów, zadłużenie zagraniczne zwiększyło się o ok. 25 mld zł w porównaniu z końcem listopada. Koniec końców, koszt ten poniosą podatnicy. Jest kurs walutowy, bardzo ważny także z punktu widzenia wejścia do strefy euro - nasze wynagrodzenie przeliczone po historycznym minimum kursu euro, 3,20 zł, byłoby niższe o 40% gdybyśmy weszli do euro przy kursie 4,45 zł…

Jak będzie kształtował sie kurs złotego w najbliższych miesiącach? Optymistyczną informacją może być przywołanie faktu, że styczeń był zawsze okresem słabości złotego. Jeżeli przyjrzymy się przeciętnym miesięcznym zmianom wartości starego koszyka walutowego: 55% euro, 45% dolara amerykańskiego, to okaże się, że pierwszy miesiąc roku z reguły przynosił spadki złotego. Od wprowadzenia europejskiej waluty na początku 1999 roku, złoty umocnił się do koszyka walut tylko w 2000 i 2006 roku. Przeciętnie w styczniu złoty tracił w latach 1999-2008 ok. 0,95%. Dla porównania przeciętna miesięczna zmiana w tym okresie to umocnienie wobec koszyka o 0,05%. Luty był neutralny, zaś marzec historycznie nie był miesiącem umacniania się złotego. Oczywiście w sytuacji kryzysowej nawet naprawdę długoterminowe sezonowości mogą zawieść, a co dopiero dość krótki szereg czasowy. Koniec ubiegłego roku jest tego dobrym przykładem. W grudniu 2008 złoty stracił do koszyka 5,7%, choć średnio w tym miesiącu umacniał się o ponad 1%.

Okazuje się więc, że być może w styczniu przeciw naszej walucie działają nie tylko spekulanci z wiadomego banku inwestycyjnego, ale także statystyczna sezonowość.

Grzegorz Zatryb, główny analityk Strefy Finansów

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Tematy: waluty
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj