Równie dobrze można zapytać, po co uprawiać ekonomię. Przecież to nauka badająca rynkową – właśnie! – anarchię.
Warto to rozważyć. Zwolennicy wolnego rynku w wydaniu klasycznego liberalizmu zatrzymują się w pół drogi. Mówią tak: wolny rynek świetnie sobie radzi z produkcją pożywienia, butów, smartfonów, ale potrzeba państwa, by stworzyło mu ogólne ramy działania. Potrzeba państwowych sądów, policji...
Zgadza się. Ale bądźmy konsekwentni. Jeśli uważamy, że rynek radzi sobie w kwestii A, B, C, D, to dlaczego miałby sobie nie poradzić w kwestii E i F? Gdy w ankietach pyta się ludzi, z czego są najbardziej niezadowoleni, nie narzekają na niską jakość telewizorów, aut czy serwowanych im w restauracji posiłków, lecz np. na opieszałość sądów, nieskuteczność i brutalność policji, czyli na te kwestie, którymi państwo powinno zajmować się w pierwszej kolejności. Narzekają też oczywiście na służbę zdrowia, system emerytalny itd., czyli wszystkie dodatkowe obowiązki, które państwo na siebie bierze. Czy niski poziom państwowych usług to nie jest dobry argument, by wprowadzić dla nich prywatną konkurencję?
CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP
Publicysta ekonomiczny Dziennika Gazety Prawnej, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowego Studium Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej PAN. W przeszłości jego artykuły ukazywały się na łamach tygodników „Wprost” oraz „Newsweek”. Zdobywca wyróżnienia w XV edycji konkursu im. Władysława Grabskiego za pracę z dziedziny polityki pieniężnej. W 2017 r. został laureatem Nagrody Centrum im. Adama Smitha im. Krzysztofa Dzierżawskiego za „promowanie wolności i zdrowego rozsądku.” Poza pracą dziennikarską, jest także wokalistą heavymetalowego zespołu Scream Maker, z którym wydał 5 płyt i zagrał ponad 400 koncertów, w tym 6 tras w Chinach.
