Rosyjska prasa komentuje demonstracyjne wydalenie rosyjskich dyplomatów z USA i UE

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 marca 2018, 12:14
Flaga Rosji
rosja flaga rosji/ShutterStock
Decyzja kilkunastu krajów UE oraz USA o wydaleniu dyplomatów rosyjskich ma charakter demonstracyjny, to początek zimnej wojny na pełną skalę - oceniają we wtorek dzienniki "Kommiersant" i "Wiedomosti", powołując się na opinie rosyjskich ekspertów.

Szczególnie brzemienne w skutki - zdaniem "Wiedomosti" - będzie wydalenie ze . Cytowany przez dziennik były funkcjonariusz rosyjskich służb specjalnych ocenia, że w rezultacie wzajemnego wydalenia dyplomatów przez stronę rosyjską i amerykańską kanały dyplomatyczne między obydwoma krajami zostaną w znacznym stopniu zniszczone.

Politolog uznał wydalenie dyplomatów za bezprecedensowe; jego zdaniem coś podobnego mogło się wydarzyć tylko w czasach zimnej wojny. Inny ekspert, redaktor naczelny czasopisma "Rossija w globalnoj politikie", Fiodor Łukjanow ostrzegł, że oczekiwana obecnie symetryczna odpowiedź Rosji nie będzie końcem eskalacji napięć. Sytuacja będzie eskalować, niewykluczone są ostrzejsze niż dotąd sankcje gospodarcze wobec Rosji - uważa. Zdaniem Łukjanowa relacje między Rosją a Zachodem ogółem wchodzą w fazę zimnej wojny na pełną skalę.

Wykładowczyni moskiewskiej uczelni MGIMO, ekspertka w dziedzinie dyplomacji Tatiana Zonowa w komentarzu dla dziennika "Kommiersant" wskazała, że uznanie dyplomatów za osoby niepożądane oznacza, iż na ich miejsce może przyjechać inny przedstawiciel obcego państwa. Tak więc wydalenie dyplomatów nie oznacza zmniejszenia liczebności personelu placówek dyplomatycznych. Zdaniem Zonowej chodzi o demonstracyjny gest, "który powinien pokazać stosunek tych krajów (wydalających dyplomatów Rosji - PAP) do historii z (próbą) otrucia (Siergieja Skripala) i to, że pozbywają się one pracowników służb specjalnych, działających jakoby w ambasadach".

"Kommiersant" cytuje wypowiedź Łukjanowa, który uznał, iż odpowiedź Rosji będzie symetryczna. Oznacza to "prawdopodobną dysfunkcję, przynajmniej na jakiś czas, nawet podstawowych mechanizmów współpracy nie z konkretnymi krajami, a z całym blokiem państw" i początek "wielostronnej wojny dyplomatycznej" - uznał politolog.

Szef Centrum Technologii Politycznych Borys Makarenko powiedział "Kommiersantowi", że w oczach Zachodu otrucie Skripala jest "jeśli nie aktem agresji, to działaniem niedopuszczalnym na terytorium państwa NATO". Zdaniem politologa trudno jest obecnie prognozować, kiedy możliwe będzie przezwyciężenie kryzysu, który dopiero zaczyna nabierać rozmachu.

Łącznie około 20 państw zapowiedziało w poniedziałek wydalenie ogółem ponad 100 rosyjskich dyplomatów w reakcji na dokonany w Anglii zamach na Skripala, mieszkającego tam byłego pułkownika rosyjskiego wywiadu. Władze brytyjskie uważają, że został on zaatakowany opracowanym w Rosji za czasów ZSRR bojowym środkiem trującym, określanym przez media nazwą Nowiczok.

>>> Czytaj też: Polska kupuje Patrioty. Otrzymamy offset, jakiego oczekiwaliśmy

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj