Belgia raczej otworzy rynek pracy dla Polaków

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
11 lutego 2009, 21:46
Wiele wskazuje na to, że od pierwszego maja Belgia zniesie restrykcje na rynku pracy dla obywateli Polski i reszty krajów, które weszły do UE w 2004 roku - ustaliła w środę PAP.

W Belgii, mimo kryzysu, kwestia ta nie wywołuje zbytnich kontrowersji, na razie żadna partia polityczna nie wystąpiła o debatę parlamentarną w tej sprawie.

Dla chętnych do legalnej pracy w Belgii Polaków korzystne jest to, że dekret królewski wprowadzający restrykcje wygasa 30 kwietnia. Bezczynność władz oznacza więc de facto otwarcie rynku pracy. Przedłużenie restrykcji wymagałoby inicjatywy i zgody rządu.

"Takich działań nikt nie podejmuje" - powiedziały PAP dobrze poinformowane belgijskie źródła rządowe.

Najpóźniej do 30 kwietnia przyszłego roku Belgia będzie musiała poinformować Komisję Europejską, czy chce dalej stosować restrykcje, czy też zakończyć okresy przejściowe wprowadzone wraz z rozszerzeniem UE w maju 2004 roku. Ale - w przeciwieństwie do poprzednich lat - nie wystarczy już zwykłe poinformowanie KE o przedłużeniu ograniczeń. Teraz Belgia musiałaby udowodnić, że uzasadnione są jej obawy przed "poważnymi zakłóceniami" na rynku pracy w przypadku zniesienia okresów przejściowych.

Źródła, z którymi rozmawiała PAP, powątpiewały, czy mimo recesji i wzrostu bezrobocia w Belgii "dałoby się znaleźć uzasadnione argumenty".

Argumentem za pełnym otwarciem rynku, o który apelują od dawna belgijscy pracodawcy, jest też fakt, że przybysze z nowych krajów nie wypełnili limitów na listach poszukiwanych zawodów, gdzie belgijskie władze wprowadziły ułatwienia w przyznawaniu pozwoleń na pracę. A to oznacza, że - wbrew obawom części lewicowych polityków i związków zawodowych - Belgii wcale nie grozi zalanie rynku pracy obywatelami nowych krajów UE.

Brakowało zwłaszcza pielęgniarek.

Według nieoficjalnych szacunków w Belgii mieszka i na czarno pracuje nawet 100 tys. Polaków.

"Od kilku lat nie ma nowego napływu, ale też nie ma odpływu. Można mówić o stagnacji" - ocenił w rozmowie z PAP w środę polski ambasador w Belgii Sławomir Czarlewski, który od dawna zabiega o otwarcie rynku pracy w Belgii. "Na okrągło przekonuję, że pracujący nielegalnie Polacy nie są w interesie ani ministerstwa pracy ani polskiej ambasady. Niczyim" - dodał.

Niemal pięć lat po przyjęciu dziesiątki krajów do UE już tylko cztery kraje utrzymują restrykcje w dostępie do swoich rynków pracy: Belgia, Dania, Niemcy i Austria. Dania w zeszłym roku zapowiedziała, że ograniczeń nie przedłuży. Z kolei Niemcy i Austria sygnalizują, że przedłużą zamknięcie rynków na maksymalny dopuszczony w Traktacie Akcesyjnym okres - do 2011 r.

Komisja Europejska wielokrotnie apelowała o zniesienie restrykcji w dostępie do rynku pracy, przypominając, że przepływ pracowników to jedna z podstawowych swobód w Unii Europejskiej, a gospodarka na tym korzysta. Takie samo stanowisko podtrzymuje w dobie kryzysu gospodarczego, twierdząc, że "wspólny rynek jest częścią rozwiązania problemu, a nie problemem".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj