Ekspert o deklaracji Trumpa z Kim Dzong Unem: Nadal możemy mówić o braku zaufania między nimi

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 czerwca 2018, 11:38
Donald Trump i Kim Dzong Un
Donald Trump i Kim Dzong Un/PAP/EPA
Podpisana przez prezydenta USA Donalda Trumpa i przywódcę Korei Płn. deklaracja to jedynie wyraz oświadczenia dobrej woli, że obie strony nadal chcą współpracować - ocenił we wtorek profesor Waldemar Dziak. Według niego nadal możemy mówić o braku zaufania między tymi przywódcami.

Prezydent USA i przywódca Korei Płn. podpisali we wtorek w Singapurze wspólny dokument na zakończenie historycznego szczytu. W dokumencie Kim zobowiązał się do starań o "całkowitą denuklearyzację Półwyspu Koreańskiego". Obaj przywódcy zadeklarowali w nim również, że będą budować "trwały i stabilny pokój na Półwyspie Koreańskim" oraz zobowiązali się do utworzenia "nowych relacji".

Dziak w rozmowie z PAP podkreślił, że deklaracja ta jest jedynie wyrazem "takiego oświadczenia dobrej woli, że obie strony nadal chcą współpracować". Jak zauważył, tak naprawdę żadnych szczegółów tego spotkania nie opublikowano. "I my nie wiemy, co tak naprawdę Trump powiedział Kimowi" - zaznaczył ekspert.

>>> Czytaj też:Kim o spotkaniu z Trumpem: "Science-fiction". Przywódcy podpisali wspólny dokument

W jego ocenie przywódca Korei Płn. okazał się "dobrym, wytrawnym graczem". "Poza tym ma poparcie polityczne Chin, trochę Rosji i czuł się pewnie, dlatego nie poszedł na żadne ustępstwa" - stwierdził Dziak.

Jak dodał, na razie usłyszeliśmy jedynie deklarację dobrej woli. "Ale, czy możemy powiedzieć, że od jutra zaczyna się jakiś program denuklearyzaji, że tam będą zakopywali tunele, niszczyli demontowali rakiety? Nie, nic takiego nie nastąpi. Z tego, co wiemy program atomowy jak się rozwijał, tak się rozwija" - zaznaczył prof. Dziak.

Według niego prasa i telewizja północnokoreańska będą pokazywać Kim Dzong Una jako "wielkiego sukcesora". "On pojechał, on pokazał, był w samej paszczy lwa, nic mu się nie stało, ale o braku zaufania między przywódcami nadal możemy mówić" - ocenił ekspert.

Podkreślił, że owszem podpisano deklarację, ale - jak mówił - "wszyscy oczekiwaliśmy czegoś innego". "Jakichś konkretnych, namacalnych kroków, które by mówiły, że rzeczywiście na Półwyspie Koreańskim dokonało się coś ważnego, przełomowego" - podkreślił profesor.

>>> Czytaj też: Co podpisali Trump i Kim? Oto treść wspólnego dokumentu ze szczytu w Singapurze

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj