Polska interesującą alternatywą, ale na jak długo?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
9 marca 2009, 09:27
Dziś na rynek nie napłyną żadne nowe informacje. Opierając się na wydarzeniach z piątku i porannego handlu w Azji atmosfera pesymizmu wciąż jest utrzymana. W piątek indeksy amerykańskie nie były w stanie utrzymać nawet niewielkiego odbicia po wyznaczeniu nowych minimów bessy, a dziś japoński NIKKEI znalazł się na najniższym poziomie od 26 lat.

Piątkową sesję rynek rozpoczął od wyraźnego spadku. Po czteroprocentowej przecenie poprzedniego dnia w Stanach scenariusz spadkowy nie był niespodzianką. Radość giełdowych niedźwiedzi nie trwała jednak długo. Wystarczyło parę chwil, aby byki odzyskały stracony teren i indeksy zabarwiły się na zielono. Sama negacja spadku nie wystarczyła i podejście było kontynuowane aż do wzrostu WIG20 o 2,5 procent. Było to możliwe, gdy do dobrze spisującego się KGHM dołączyły PKO BP i PEKAO. Szczególnie cieszył rosnący obrót, który od zanotowania dołków nie opuszcza naszego rynku.

Po zrywie nastąpiło uspokojenie sytuacji i parkiety czekały na informacje o amerykańskim rynku pracy. Trudno było w nich doszukać się optymizmu. Wszystkie były gorsze od oczekiwań, co powoli staje się standardem. Stopa bezrobocia w USA osiągnęła 8,1 proc. i jest najwyższa od grudnia 1983 roku.

Dane o zmianie zatrudnienia w gospodarce również miały odchylenie „in minus” od prognoz i pokazały ubytek 651 tysięcy miejsc pracy. Dodając do tego niemal 10 procentową korektę danych za poprzednie dwa miesiące okazało się, że ostatni raz tak dramatyczny spadek zatrudnienia miał miejsce w 1939 roku.

Fatalny odczyt nie zrobił najmniejszego wrażenia na warszawskim parkiecie. Kapitał ochoczo ruszył na zakupy i WIG20 rósł już 3 procent przy coraz bardziej rosnącym sektorze bankowym. Zakończenie przyniosło niewielką realizację zysków, ale i tak krajowy parkiet z wzrostem 2,2 proc. był wśród europejskich liderów.

Ostatnie dwa tygodnie stanowiły dla naszego rynku bardzo dobry czas. Przy pogłębiających dołki zagranicznych parkietach nasz kraj w obecnym stanie zaczyna stanowić interesującą alternatywę dla zagranicznego kapitału. Złoty umacnia się, a giełdzie nie straszne są żadne informacje ani rekordowe spadki zachodnich indeksów. Notujemy wzrosty na przekór wszystkiemu. Tu rodzi się pytanie czy to już hossa czy jedynie znaczna korekta po silnych spadkach, którą na giełdach nazywana jest „odbiciem zdechłego kota”.

Rozpoczynający się tydzień powinien to pokazać, a szczególną uwagę trzeba zwrócić na fakt, że od dołka z 18 lutego nasz parkiet wzrósł już o 18 proc. i jest od krok od przełamania trendu spadkowego rozpoczętego we wrześniu 2008 roku. Dopiero na jego poziomie (ok. 1530 pkt.) zobaczymy czy popyt reprezentują długoterminowi gracze, czy krótkoterminowi spekulanci.

Dziś na rynek nie napłyną żadne nowe informacje. Opierając się na wydarzeniach z piątku i porannego handlu w Azji atmosfera pesymizmu wciąż jest utrzymana. W piątek indeksy amerykańskie nie były w stanie utrzymać nawet niewielkiego odbicia po wyznaczeniu nowych minimów bessy, a dziś japoński NIKKEI znalazł się na najniższym poziomie od 26 lat.

Jak uczy doświadczenie ostatnich dni wcale nie musi to oznaczać przeceny. Na razie odbicie trwa, ale o jego trwałości będzie świadczyć siła pierwszej korekty. Nadal istnieje znaczne ryzyko, że jej skala będzie adekwatna do ostatnich

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: A-Z Finanse
Tematy: giełda
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj