Jak wyjaśnił, Herman zgodził się na współpracę ze śledztwem, jednak wydając taki wyrok sąd nie wziął tego pod uwagę. „Rzeczywiście, Herman i jego obrona zgodzili się na współpracę, ale sąd jeszcze tego nie uwzględnił” - powiedział Hrycak. Wyrok uprawomocni się za miesiąc.

Wcześniej prokurator generalny Ukrainy Jurij Łucenko mówił, że Herman przyznał się, że otrzymywał polecenia w sprawie Babczenki oraz pieniądze od swego "kuratora" z Federacji Rosyjskiej.

Reklama

Babczenko to opozycyjny wobec Kremla rosyjski dziennikarz, który od 2017 roku mieszka w Kijowie. 29 maja poinformowano, że został on zastrzelony przez zamachowca. Następnego dnia ujawniono, że Babczenko żyje, a dzięki inscenizacji jego zabójstwa udało się rozpracować siatkę organizatorów kolejnych zamachów na Ukrainie.

Borys Herman to obywatel Ukrainy i współwłaściciel firmy produkującej broń, który na zlecenie Rosjan miał poszukiwać wykonawców zabójstwa dziennikarza. Zabicie Babczenki zlecił swojemu znajomemu, weteranowi walk z prorosyjskimi separatystami w Donbasie, oferując za to 30 tys. dolarów, ten jednak zawiadomił o wszystkim władze. Według niedoszłego zabójcy Herman mówił mu o planowaniu zamachu na 30 osób na Ukrainie.

41-letni Babczenko uczestniczył jako żołnierz w dwóch wojnach czeczeńskich. Po odejściu z armii został korespondentem wojennym rosyjskich mediów. Jak tłumaczył, opuścił Rosję ze względu na groźby, które otrzymywał w związku z krytyką rządów prezydenta Władimira Putina.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)