Szefowie państw i rządów krajów unijnych będą też rozmawiać w środę i czwartek w Austrii o propozycji wzmocnienia Europejskiej Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontexu). Kwestia ta, zwłaszcza rozszerzenie kompetencji tej służby, wzbudza kontrowersje wśród części stolic. Głosy sprzeciwu płyną z Węgier, Czech, Słowacji, natomiast Niemcy mocno popierają tę koncepcję.

Z propozycji KE wynika, że Frontex ma mieć do 2020 r. 10 tys. funkcjonariuszy. Zwiększyć się mają też jego uprawnienia wykonawcze. Z upoważnienia i pod kontrolą państwa, w którym działają, funkcjonariusze mają mieć możliwość kontroli tożsamości, wydawania zezwolenia lub odmowy wjazdu na granicach zewnętrznych oraz przechwytywania osób na granicach.

Wysokiej rangi urzędnik unijny mówił we wtorek, że przywódcy na szczycie będą wyjaśniać swoje stanowiska w tej sprawie. Debata na tak wysokim poziomie ma rozwiązać potencjalne problemy. Austriacka prezydencja chciałaby jak najszybciej pójść do przodu z tym projektem, by został on zaakceptowany jeszcze przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Przywódcy poza udzieleniem zielonego światła na zmiany mają również odpowiedzieć na pytanie, czy byliby w stanie wyrazić zgodę na szybkie procedowanie tego projektu. "Jest potrzeba, żeby wyjaśnić stanowisko państw członkowskich, zanim pójdziemy do przodu. Chcemy przyspieszyć debatę i ją ustrukturyzować" - powiedział urzędnik.

Reklama

W poniedziałek premier Węgier Viktor Orban mówił, że jego kraj nie da sobie odebrać prawa do ochrony granicy. "Chyba nikt nie może kwestionować faktu, że znamy się na ochronie granicy lepiej niż ktokolwiek w Brukseli albo jakakolwiek instytucja międzynarodowa. Dlatego nie zrezygnujemy z prawa do ochrony granicy i nie pozwolimy, by odebrano nam choćby jego odrobinę" - oświadczył.

Podejście do kwestii wzmocnienia Frontexu i zwiększenia jego uprawnień to nie jedyny problem, którym będą się zajmować szefowie państw i rządów w Salzburgu. "W lecie napięcia pomiędzy państwami członkowskimi kolejny raz wypłynęły na powierzchnię w związku z napływem migrantów do UE" - zauważył w liście do przywódców szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

Jak podkreślił, wyzwanie zakończenia kryzysu migracyjnego "jest wspólnym zadaniem wszystkich państw członkowskich i instytucji UE". "Jeśli niektórzy będą chcieli rozwiązać kryzys, a inni go wykorzystać, pozostanie nie do rozwiązania" - ocenił Tusk. To niebezpośrednia krytyka działań m.in. włoskiego rządu, który zablokował możliwość zejścia na ląd migrantom uratowanym na Morzu Śródziemnym, wywołując - mimo niskiej liczby migrantów przekraczających morze - kryzys polityczny.

Rzym ma jednak swoje cele - domaga się większej solidarności od pozostałych stolic, tak aby podział migrantów odbywał się zanim jeszcze sprawdzone będzie, czy ktoś kwalifikuje się do przyznania ochrony międzynarodowej (azylu), czy jest migrantem ekonomicznym i musi być odesłany. Na to nie ma jednak zgody w UE.

"Mam nadzieję, że w Salzburgu będziemy w stanie skończyć z wzajemnymi żalami i powrócić do konstruktywnego podejścia" - napisał Tusk.

Źródła unijne nie spodziewają się, by w kwestii regionalnych centrów do wysadzania na ląd migrantów udało się osiągnąć jakikolwiek postęp. Pomysł ten był dyskutowany podczas czerwcowego szczytu w Brukseli, ale do tej pory w UE nie znalazło się państwo, które dobrowolnie chciałby zlokalizować takie centrum u siebie.

UE szuka również potencjalnych partnerów w Afryce Północnej. W weekend Tusk i kanclerz sprawującej prezydencję Austrii Sebastian Kurz rozmawiali w Kairze z prezydentem Egiptu Abd el-Fatahem es-Sisim. "Powinniśmy przedyskutować potencjał zwiększenia współpracy z Egiptem, włączając w to kwestie migracyjne" - ocenił w liście do przywódców szef Rady Europejskiej.

Egipt, praktycznie bez żadnego wsparcia finansowego ze strony UE, skutecznie walczy z przemytem ludzi. O ile jeszcze w 2016 r. z kraju tego nielegalnie wyjechało do Europy 16 tys. osób, to w ubiegłym roku liczba ta spadła do zera. Wątpliwości może jednak budzić kwestia podejścia do praw człowieka w tym państwie.