Nie. To dwie niezależne od siebie sprawy. Państwa prowadzą spory z Komisją w różnych obszarach. Uważamy, że podstawą UE są cztery swobody. W tym ta dotycząca świadczenia usług. Tymczasem w Unii widzimy działania protekcjonistyczne, zwykle podejmowane pod szczytnymi hasłami ochrony praw socjalnych. Nie przyczynia się to do rozwoju UE. Niektóre państwa, zamiast reformować swoje gospodarki i dążyć do zwiększenia wydajności, chcą ograniczyć konkurencję. To narusza prawa naszych obywateli.
Sprawa pracowników delegowanych budzi nasze zastrzeżenia i chcemy, aby była rozstrzygnięta przez trybunał. Nie wysnuwałbym dalekosiężnych wniosków. Trwa dyskusja nad tym, czy Unia ma być bardziej konkurencyjną, czy też protekcjonistyczną wspólnotą. Polska opowiada się za większą konkurencyjnością, m.in. dzięki niej rozwijamy się teraz najszybciej w UE, na poziomie 5 proc. Tym samym pozytywnie wpływamy na rozwój całej Unii. Państwa wprowadzające protekcjonizm przyczyniają się do osłabienia Wspólnoty.
Myślę, że wiele z nich zgadza się z nami. Nowe państwa członkowskie otworzyły swoje rynki, a zachodnie korporacje osiągają z tego korzyści, np. sprzedając swoje towary czy prowadząc działalność bankową i handlową. Ponieważ odprowadzają one zyski do swojego kraju i głównie tam płacą podatki, wzrasta dzięki temu dobrobyt także ich społeczeństw. Nasza przewaga polega na większej elastyczności wobec zmian w gospodarce i naszej konkurencyjności, w szczególności w usługach. Polska odnotowuje 70 proc. średniej unijnej w zakresie dochodu krajowego brutto per capita. Jeśli chcemy doganiać państwa Zachodu, to musimy korzystać ze swoich przewag.
Komisja złożyła skargę, a my będziemy bronić naszego stanowiska. To normalna procedura rozstrzygania sporów. Polska przedstawi pisemną odpowiedź w terminie dwóch miesięcy od doręczenia. Ustosunkujemy się do wszystkich zarzutów. Mam nadzieję, że nasze argumenty zostaną wzięte pod uwagę.
Trudno powiedzieć, czy propozycje KE dotyczące środków tymczasowych zostaną uwzględnione przez trybunał, który w tej kwestii rozstrzyga jednoosobowo. Skorzystamy z możliwości przedstawienia swojego stanowiska. Dotąd Polska stosowała się do orzeczeń TSUE, np. w przypadku wycinki Puszczy Białowieskiej, nie ma więc podstaw do twierdzenia, że teraz będzie inaczej.
Zastosowaliśmy się do oczekiwań TSUE. Mieliśmy przesłanki, żeby kontynuować wycinkę – chcieliśmy zatrzymać ekspansję kornika. Teraz słyszymy, że w podobnej sytuacji w Niemczech uznano, że wycinka lasu jest właściwym środkiem jego ochrony. Pogłębia to poczucie, że Polska jest inaczej traktowana, stosuje się podwójne standardy. W sprawie reformy wymiaru sprawiedliwości jest podobnie. Niektóre nasze rozwiązania są krytykowane, a funkcjonują w innych państwach.
Poczekajmy na decyzję trybunału. Musimy zobaczyć, do czego mielibyśmy się dostosować.
Ta kwestia powinna być przedmiotem finalnego orzeczenia, a nie jako środek tymczasowy.
Taka decyzja opóźniłaby ukonstytuowanie się Sądu Najwyższego. Ale powtarzam: poczekajmy na decyzję trybunału.
Będziemy ją analizować. Chciałbym jednak spojrzeć na ten problem też nieco z innej strony. Porównajmy to z procedurami procesowymi w Polsce. Wniosek trafia do sądu, to zamyka dyskusję na forach politycznych, bo musimy dać szansę sądowi do spokojnego rozpatrywania sprawy, bez wywierania nacisków na sędziów. Podobnie w przypadku tej skargi. Chcemy mieć możliwość przedstawienia swojego wniosku w trybie procesowym i nie musimy ujawniać naszej strategii publicznie. Rozmawiałem też z Fransem Timmermansem i zgodziliśmy się, że musimy poczekać na orzeczenie. Później będziemy prowadzić dialog na ten temat. Być może będzie trzeba znaleźć jakieś praktyczne rozwiązanie, jeśli werdykt TSUE okazałby się niekorzystny.
Być może będzie trzeba znaleźć rozwiązanie w kwestii dalszego orzekania przez sędziów, którzy przeszli w stan spoczynku w wieku 65 lat. Myślę, że część z sędziów, którzy nie wystąpili z wnioskiem o dalsze orzekanie, chciała skorzystać z wcześniejszego przejścia w stan spoczynku. Innym mógł nie pozwalać na to stan zdrowia. Jeszcze inni mogli być tuż przed siedemdziesiątką, więc i tak odeszliby w stan spoczynku. Część złożyła wniosek o przedłużenie orzekania i uzyskała zgodę prezydenta. Wszystko zależy więc od indywidualnego przypadku. Będziemy musieli zastanowić się wraz z Komisją, jak wcielić w życie poszczególne elementy ewentualnego orzeczenia. Warto dodać, że w sytuacji podobnej do obecnej w Polsce był w 1998 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka. Wówczas po prostu uznano, że można w trakcie kadencji dokonać skrócenia wieku emerytalnego. Państwa wówczas bez żadnych oporów skróciły kadencje sędziów, a część z nich wymieniła swoich. Dzisiaj państwa te pouczają Polskę, że jest to sprzeczne ze standardami europejskimi.
Na razie wiemy, że na najbliższym posiedzeniu rady nie będzie kolejnego wysłuchania. Jesteśmy gotowi do dyskusji, jednak ewentualna debata mogłaby zostać odebrana jako wpływanie na sąd. Obawiam się jednak, że Parlament Europejski będzie chciał wywierać na nas presję polityczną. Mam takie wrażenie po wysłuchaniu wielu eurodeputowanych.
Nie rozmawialiśmy na ten temat.
To bez znaczenia. Dla nas wysłuchanie jest korzystne, bo mamy okazję uzasadniać swoje stanowisko, które podziela coraz więcej państw. Komisja zobaczyła, że nie ma szans na sukces w postępowaniu tym trybem, ponieważ nie osiągnie wymaganej większości.
Nikt tego nie liczy w ten sposób. Uważam, że większość jest za nami.
Myślę, że wszystkie państwa zgodzą się, że trzeba poczekać na rozstrzygnięcie sądowe, zanim wyda się jakieś zalecenia. W sporach KE z państwem czasami wygrywa KE, czasami państwo. Mogłoby się zdarzyć, że rada wydałaby jakieś zalecenia, które okazałyby się sprzeczne z orzeczeniem TSUE.
Polska jest liderem w przestrzeganiu prawa Unii Europejskiej. Problem polega na tym, że nie ma jasnych kryteriów dotyczących oceny przestrzegania prawa. Takim kryterium mogłoby być np. wykonywanie wyroków czy też właściwe wydawanie unijnych funduszy. Jednak takich merytorycznych, mierzalnych parametrów nie przedstawiono. Polska jest liderem we wszystkich twardych kryteriach. Przypominam, że wiele państw wciąż nie wykonało wszystkich wyroków TSUE, ponad 50 wyroków czeka na implementację. Są państwa, które nie przestrzegają unijnej zasady, że deficyt budżetowy nie powinien wynosić 3 proc. PKB, co osłabia Unię, bo rynek staje się niespójny. W dyskusji o tych propozycjach nie chodzi jednak o prawo, lecz o nacisk na takie państwa jak Polska. Opowiadamy się za silną Unią i przestrzeganiem unijnego prawa przez wszystkich jej członków, będziemy jednak przeciwko tym regulacjom w kształcie przedstawionym przez ich pomysłodawców.
Wiele państw ma zastrzeżenia do jego zapisów. Z pewną rezerwą odniósł się też do niego Europejski Trybunał Obrachunkowy. Zobaczymy, jakie będą ostateczne reakcje państw członkowskich.
Nie ma żadnego wyłomu – w pełni wspieramy stanowisko unijne. Uważamy jednak, że najgorszą rzeczą dla UE, w tym Polski oraz Wielkiej Brytanii, byłby brak porozumienia. Dlatego apelujemy o większą elastyczność i zrozumienie. Nie chodzi o upokarzanie Brytyjczyków, lecz o znalezienie kompromisu. Deklarujemy też chęć rozwoju przyjaznych stosunków z Wielką Brytanią także po brexicie. Podzielamy wiele kierunków polityki zagranicznej Zjednoczonego Królestwa – czy to wobec Rosji, czy na Bałkanach. Moim zdaniem winę za brexit ponosi także Unia Europejska, bo nie potrafiła przekonać Brytyjczyków, że warto do niej należeć.
Kwestia zamieszkania obywateli obcych państw w Wielkiej Brytanii jest właściwie uzgodniona. W przypadku twardego brexitu musielibyśmy zastanowić się nad taką koniecznością.
Pytaliśmy i uzyskaliśmy odpowiedź, że dwuletnia wiza została wydana w maju.
Swoje decyzje podejmujemy w oparciu o naszą wiedzę i prawo. Trudno mi komentować działania innych państw, choć niektóre działania władz mołdawskich wymierzone w opozycję budzą nasz niepokój.
Nasze stanowisko wynika z oceny zagrożeń na terenie Polski.
To uzyska.
Mówimy o jakiejś hipotetycznej sytuacji. Nie sądzę, by państwa nadawały obywatelstwo z dnia na dzień.
Nawet w tym przypadku. Zdajemy sobie sprawę, że są w UE siły, które dążą do – jak to państwo ujęli – skompromitowania Polski. System SIS opiera się na zaufaniu. Jeżeli zaczniemy zastanawiać się, czy jakaś osoba została wpisana do systemu słusznie czy niesłusznie, doprowadzimy do erozji tego ważnego dorobku UE. A przecież nikomu na tym nie zależy.
?
To sprawy między tymi państwami. Ogólnie jesteśmy zwolennikami zachowania umiaru. Do tego też będziemy namawiać obie strony do utrzymywania dobrych wzajemnych stosunków.
Nie widzę braku zainteresowania. Często rozmawiam z ministrem spraw zagranicznych Węgier i widzę zupełnie coś innego. Zainteresowanie jest duże.
Czy na podstawie takich zdarzeń powinno się wysnuwać wnioski na temat kierunków polityki zagranicznej jakiegoś państwa? Węgrzy są aktywni w inicjatywie Trójmorza. Z ich inicjatywy powstały projekty nowych połączeń komunikacyjnych. Byli też na forum w Krynicy, debatowaliśmy nad strategią karpacką.
Wizyta Viktora Orbána w Rosji nie jest pierwszą realizowaną przez europejskiego polityka. Był też np. Emmanuel Macron, a Angela Merkel przyjęła Władimira Putina u siebie. Austriacka minister zaprosiła wręcz Putina na swój ślub.
Nie chcę komentować działań innych ministrów. Węgrzy pytają, dlaczego w stosunku do nich stosowane są podwójne standardy. Z jednej strony Niemcy mogą budować NordStream 2, z drugiej – wizyta Orbána w Moskwie jest niedopuszczalna. Dla gospodarki Węgier relacje z Rosją są bardzo ważne. W Grupie Wyszehradzkiej państwa prowadzą niekiedy odmienną politykę. Łączy nas jednak podobne podejście do polityki migracyjnej, podobny poziom rozwoju, a co za tym idzie – wspólne interesy w polityce rolnej czy polityce spójności.
Można to odnieść do Unii Europejskiej czy NATO. Czy można budować coś trwałego, skoro stosunek do Rosji jest zróżnicowany? Państwa członkowskie uważają, że tak.
Ja tego tak nie oceniam.
Nasza współpraca ze Stanami Zjednoczonymi rozwija się bardzo dobrze. Podczas ostatniej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy otwarty został nowy rozdział współpracy dwustronnej w obszarach gospodarki, bezpieczeństwa energetycznego i obronności. Społeczność międzynarodowa zauważyła też wyróżnienie Polski przez Donalda Trumpa na forum ONZ. Jesteśmy postrzegani jako strategiczny sojusznik. W naszym interesie jest stała obecność inwestycyjna i militarna Stanów w Polsce. Warto pamiętać, że to dla USA będzie decyzja ponadpartyjna, która musi zyskać akceptację Kongresu. Myślę, że mamy też poparcie wśród demokratów. Proces ten wymaga jednak czasu. Konieczne jest dokonanie oceny z perspektywy wojskowych. Ważny jest też kontekst NATO. Stoimy na stanowisku, że obecność wojsk USA w Polsce przyczyniłaby się do bezpieczeństwa całego Sojuszu.
Nie jest to przedmiotem rozmów.
Nie jest to także przedmiotem rozważań.
Jest pewne opóźnienie wynikające z amerykańskich procedur przetargowych. To dotyczy kwestii technicznych. Dla nas, podobnie jak dla USA, ważne jest zapewnienie najwyższej jakości, nawet kosztem czasu.
Mówi się o wiośnie przyszłego roku. Baza wymaga odpowiedniej infrastruktury, w powstanie której jesteśmy gotowi inwestować. Oceniamy, że wymagane inwestycje na terenie naszego kraju będą kosztować ok. 2 mld dol. Za tę kwotę można w Polsce zbudować znacznie więcej niż np. w Niemczech.
To są procesy równoległe, rozwijamy także stosunki z Niemcami. Jeszcze w październiku odbędzie się w Berlinie forum polsko-niemieckie. Z kolei Warszawa będzie miejscem szerokich konsultacji obu rządów pod przewodnictwem Angeli Merkel i Mateusza Morawieckiego. Ściśle współpracujemy w ramach procesu berlińskiego, a od przyszłego roku będziemy także koordynować działania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.
To jest ocena polityki Niemiec, a nie naszych wzajemnych stosunków. Na relacje z Niemcami patrzę optymistycznie.
Obecnie między USA a UE jest spór dotyczący sankcji wobec Iranu. My jako członek Unii wspieramy wspólnotową politykę handlową. Rozumiemy jednak obawy amerykańskie dotyczące wpływu Iranu na sytuację na Bliskim Wschodzie. USA nałożyły sankcje, chcąc, by przestrzegał zasad, jakie przyjęła społeczność międzynarodowa. Unia Europejska broni porozumienia, a zarazem interesów gospodarczych swoich najważniejszych członków. Dlatego próbuje utrzymać stosunki handlowe z tym państwem. To niedobra dla nas sytuacja, bo ten rozdźwięk nam nie służy. Uważamy, że współpraca transatlantycka jest niezbędna dla naszego bezpieczeństwa. Rozmawialiśmy o tym w Nowym Jorku z Federicą Mogherini i ministrami spraw zagranicznych Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii.
Jesteśmy w ramach UE i wspólnie wypracowujemy stanowisko. Jednak w formułowaniu tego stanowiska zabiegamy, aby uwzględniało ono także, o ile to możliwe, stanowisko amerykańskie.
>>> Czytaj też: NATO umieści w Europie rakiety średniego zasięgu? "To dla Moskwy gorsze niż tarcza antyrakietowa"
