Po wejściu w życie nowych przepisów za opóźnienie pociągu powyżej dwóch godzin otrzymamy pełny zwrot ceny biletu. Rekompensata za opóźnienie wynoszące od 90 do 120 minut wyniesie trzy czwarte ceny. Gdy pociąg przyjedzie do celu od 60 do 90 minut później, przewoźnik zwróci nam połowę kwoty, jaką zapłaciliśmy za bilet.

– Chcemy, by podróżujący koleją mogli cieszyć się podobnymi gwarancjami jak pasażerowie linii lotniczych – komentuje europosłanka Elżbieta Łukacijewska (PO). W jej ocenie nowe regulacje mogą wymusić na polskiej kolei zmiany. – Może wreszcie spółkami zaczną zarządzać specjaliści, którym losy kolei leżą na sercu – mówi.

By gwarancje dla podróżujących pociągami obowiązywały, musi je jeszcze przegłosować europarlament, a potem poprzeć kraje członkowskie w ramach rozmów trójstronnych. Bogusław Liberadzki (SLD) uważa, że państwa, w których kolej jest dotowana z budżetu, mogą chcieć osłabić gwarancje dla pasażerów. W jego ocenie przepisy powinny obowiązywać dopiero od 2024 r. – gdy w Polsce zakończą się remonty finansowane z tej perspektywy finansowej UE. Według obecnej propozycji gwarancje dla pasażerów wejdą w życie w 2021 r.

Nowe regulacje najbardziej mogą dotknąć spółkę PKP Intercity. Według danych Urzędu Transportu Kolejowego w II kw. br. blisko jedna trzecia pociągów miała opóźnienie. Dla wszystkich przewoźników średni poślizg wyniósł 17 min. Opóźnienie powyżej dwóch godzin miało ponad 400 pociągów.

Przegłosowany przez komisję transportu pakiet gwarancji dla pasażerów kolei przewiduje też uruchomienie platformy internetowej, na której podróżni znajdą informacje o wszystkich połączeniach kolejowych w Europie. Na ułatwienia będą mogły liczyć osoby niepełnosprawne, którym kolejarze będą musieli udzielić asysty. Będzie ona obligatoryjna na większych stacjach, na mniejszych podróżujący będzie musiał zgłosić potrzebę pomocy 24 godziny przed podróżą. W pociągach ma się znaleźć miejsce na rowery.

PKP Intercity nie chce komentować decyzji unijnych parlamentarzystów. Twierdzi, że trudno też oszacować koszty nowych regulacji.

Eksperci uważają, że przepisy te mogą skłonić przewoźników do większej punktualności. Ale jest też ryzyko, że aby ograniczyć wypłaty odszkodowań, przewoźnicy wspólnie z zarządcą torów będą sztucznie wydłużać założone w rozkładzie rezerwy czasowe. Służą one temu, by niwelować ewentualne opóźnienia. Jednak w takim przypadku rozkładowa podróż będzie trwać dłużej, niż wynikałoby to z realnych możliwości technicznych linii. Takie rezerwy czasu są już teraz i nierzadko pociągi stoją na stacjach po kilkanaście minut.

Przewoźnicy podkreślają też, że wiele opóźnień nie zależy od nich. Twierdzą, że w takich przypadkach zmuszanie ich do wypłaty odszkodowań byłoby nieuczciwe. – Podam przykład: jedzie pociąg towarowy, z którego sypie się kruszywo i uderza w mój pociąg, który z powodu awarii staje. Dlaczego to my mamy płacić za opóźnienie? – pyta Piotr Malepszak z Zarządu Kolei Dolnośląskich.

Unijne przepisy już teraz wymuszają wypłaty odszkodowań. W przypadku opóźnień sięgających od 60 do 119 minut przysługuje nam zwrot 25 proc. wartości biletu. Jeśli opóźnienie wynosi przynajmniej dwie godziny, możemy się starać o zwrot połowy kwoty wydanej na przejazd. Rzeczniczka PKP Intercity nie chce podać kwoty odszkodowań wypłaconych za opóźnienia w 2017 r. Dodaje tylko, że w tym czasie z tego tytułu wniesiono ponad 50 tys. reklamacji.

>>> Czytaj też: Podwykonawcy Astaldi zablokują jutro drogi. Spółka zalega z wypłatami