"Mężczyzna dokonał egzekucji dwojga czarnych osób w sklepie spożywczym, jednak nie zaczepił białego mężczyzny na zewnątrz sklepu, ponieważ +biali ludzie nie strzelają do białych+. Zwolennik Donalda Trumpa, bez wątpienia antysemita, pod wpływem białych zwolenników segregacji, wysłał pocztą bomby do przeciwników prezydenta. Zdeklarowany antysemita wszedł do synagogi i zamordował 11 osób, krzycząc wcześniej: +wszyscy Żydzi muszą umrzeć+" - podsumowuje wydarzenia ubiegłego tygodnia lewicowy portal Huffington Post.

Jedno z tych przestępstw - zamordowanie w ub. środę przez zwolennika supremacji rasowej Gregory’ego Alana Busha w sklepie w Jeffersontown w stanie Kentucky dwojga Afroamerykanów - początkowo umknęło uwadze opinii publicznej, tak jak 95 innych morderstw z użyciem broni palnej popełnianych codziennie w Stanach Zjednoczonych. Dopiero gdy okazało się, że morderca próbował bezskutecznie wejść na nabożeństwo do tradycyjnie afroamerykańskiego kościoła, "to typowe amerykańskie morderstwo stało się także zbrodnią z nienawiści" - ocenia Huffington Post.

W sobotę nienawiść zatoczyła pełne koło, kiedy Robert Bowers wszedł do synagogi w Pittsburghu w stanie Pensylwania i zamordował 11 osób. Masakra ta – jak stwierdził dyrektor wykonawczy Komitetu Żydów Amerykańskich (AJC) David Harris - była najkrwawszym aktem antysemityzmu w historii USA. "Nienawiść Bowersa była taka sama jak dwóch innych sprawców przestępstw w ubiegłym tygodniu": Gregory’ego Alana Busha i Cesara Sayoca oskarżonego o wysyłanie pocztą bomb do przywódców i zwolenników Partii Demokratycznej - pisze Huffington Post. Była to "ślepa nienawiść", która "korzystała z cichego wsparcia stosujących gwałtowną retorykę demagogów i naszego prezydenta" - dodaje portal.

Jego dziennikarze nie są osamotnieni w przekonaniu, że ta fala nienawiści z ubiegłego tygodnia miała coś wspólnego z polaryzacją społeczeństwa amerykańskiego podczas rządów Trumpa. Podobną opinię reprezentuje większość amerykańskich lewicowych mediów. Wydawany w Nowym Jorku, a więc w mieście, które jest drugim po Tel Awiwie skupiskiem Żydów na świecie, dziennik "New York Times" w komentarzu redakcyjnym zatytułowanym "Nienawiść nas zatruwa" stwierdza, że "potępienie przez prezydenta Trumpa masakry w Pittsburghu i próby zamachów na czołowych polityków Partii Demokratycznej napawa otuchą".

Jednak gazeta dodaje, że bezpośrednio po potępieniu ataków w Pittsburghu "Trump rozczarował wszystkich, wyruszając w trasę kampanii przedwyborczej, aby po staremu dyskredytować swoich przeciwników i krytyków".

Znany komentator dziennika "Washington Post" E.J. Dionne Jr. w komentarzu opublikowanym w poniedziałek argumentuje, że "cała władza Trumpa jest całkowicie uzależniona od dzielenia społeczeństwa". "Podziały oparte na rasie, płci, statusie imigracyjnym, religii i ideologii umożliwiły Trumpowi wybór na prezydenta. Bez polityki +my kontra wy+ polityka trumpizmu nie ma racji bytu" – uważa publicysta.

Nawet zdaniem niektórych przywódców społeczności żydowskiej w Pittsburghu Trump przez swoje ataki na imigrantów miał wpływ na 46-letniego Roberta Bowersa, sprawcę masakry w synagodze Drzewo życia. Jedenastu przywódców oddziału lewicowej organizacji "Bend the Arc: Jewish Funds for Justice" w Pittsburghu w liście otwartym skierowanym do prezydenta Trumpa zapowiedziało, że nie będzie on dobrze widziany w Pittsburghu, jeśli wcześniej nie powstrzyma swoich ataków na "mniejszości, imigrantów i uchodźców".

Bowers - twierdzą przywódcy żydowscy w swoich wpisach w mediach społecznościowych - obwiniał Żydów za "sprowadzanie brudnych diabelskich muzułmanów do naszego kraju". "Nasza żydowska społeczność nie była jedynym celem pana ataków. Pan także celowo podkopał bezpieczeństwo mniejszości rasowych, muzułmanów, środowiska LGBT i ludzi niepełnosprawnych" – napisali, odradzając Trumpowi przyjazd do Pittsburgha.

Odmiennego zdania jest John Podhoretz, komentator i redaktor naczelny konserwatywnego miesięcznika "Commentary", który do roku 2007 był wydawany przez AJC. Podhoretz w internetowym wydaniu pisma dowodzi, że prezydent Trump "nie może być w żadnym stopniu obarczany odpowiedzialnością za masakrę w synagodze w Pittsburghu, nawet gdyby jej sprawca był prezesem +Klubu Miłośników Donalda Trumpa+".

"Obarczanie Trumpa winą za (masakrę w synagodze) byłoby bagatelizowaniem samego przestępstwa i zarazem odpowiedzialności przestępcy. Zwalanie winy na Trumpa prowadzi do tego, że przestępca staje się kulturowym robotem, podporządkowanym zbrodniczej, kolektywnej podświadomości, która zmusiła go do popełnienia tego przestępstwa" – dowodzi Podhoretz. I przypomina, że do takich bestialskich czynów, jak masakra w Pittsburghu, prowadzi fanatyzm po obu stronach, także po stronie lewicy.

Stanowisko redaktora naczelnego "Commentary" podziela zespół redakcyjny dziennika "Wall Street Journal", którego zdaniem "lewica natychmiast przerzuciła winę za morderstwa z mordercy na pana Trumpa". "+Washinton Post+ opublikował szereg artykułów na ten temat, mimo że córka prezydenta przeszła na judaizm i razem ze swoim mężem wychowuje swoje dzieci w duchu tej wiary" – przypomina "WSJ" w komentarzu redakcyjnym zatytułowanym "Najstarsza nienawiść".

"Amerykanom wyjdzie na korzyść zignorowanie tego toksycznego zwyczaju obarczania polityków winą za mordercze czyny rasistów, antysemitów czy osób psychicznie niezrównoważonych. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za naszą retorykę i to obejmuje w tym samym stopniu Trumpa, Hillary Clinton czy (byłego prokuratora generalnego w administracji Baracka Obamy) Erica Holdera - czytamy w "WSJ". - Sam prezydent Trump bronił się przed obarczaniem go winą za +tydzień nienawiści+ w typowy dla siebie sposób. Amerykański prezydent we wpisie na Twitterze w niedzielę zrzucił winę na swoich przeciwników".

"Fałszywe media robią wszystko, co w ich mocy, aby obwinić Republikanów, Konserwatystów i mnie za podziały i nienawiść, które od dłuższego czasu były (widoczne) w naszym kraju" – napisał na Twitterze Trump.

>>> Czytaj też: Trump chce nowego wyścigu zbrojeń, ale tym razem będzie trudniej niż w czasach Reagana