Przez lata relacje sektora finansowego z wrocławskim windykatorem były świetne. GetBack hojnie płacił za portfele wierzytelności i emitował obligacje, dając solidne prowizje za ich dystrybucję.

Dzisiaj dobrego klimatu na linii spółka–banki nie ma. GetBack chce, żeby instytucje finansowe, które mają zabezpieczenia na aktywach windykatora, zgodziły się na ich zdjęcie i „włożenie” swoich wierzytelności do układu. To poprawi sytuację indywidualnych obligatariuszy, ale dla banków będzie realną stratą. Sytuacja jest patowa.

Lista beneficjentów

DGP udało się dotrzeć do zestawienia pokazującego przepływy finansowe z GetBacku do sektora finansowego, głównie banków. Dokumentem dysponuje m.in. rada wierzycieli oraz Komisja Nadzoru Finansowego, która wciąż bada relacje spółki z podmiotami finansowymi.

Z zestawienia wynika, że banki od powstania GetBacku w 2012 r. dostały za sprzedane portfele wierzytelności ponad 3,1 mld zł w gotówce. Kolejne 66,6 mln zł to przychody z dystrybucji obligacji windykatora. Domy maklerskie, też w dużej mierze należące do grup bankowych, zainkasowały kolejne ponad 66 mln zł. Na liście są też dystrybutorzy pozabankowi, którzy na prowizjach zarobili ok. 60 mln zł. Wśród nich pojawiają się osoby fizyczne, kancelarie prawne czy firmy doradztwa finansowego.

Najwięcej ze sprzedaży portfeli wierzytelności do GetBacku uzyskał Getin Noble Bank. Na jego konta windykator przelał z tego tytułu blisko 920 mln zł od 2012 r. To nie powinno dziwić, bo do początku 2016 r. windykator związany był z grupą kontrolowaną przez Leszka Czarneckiego, głównego właściciela GNB.

Drugi na liście jest Raiffei sen Bank Polska. W zamian za sprzedawane wierzytelności dostał ok. 408 mln zł. Miejsce „na pudle” zajmuje również Bank Zachodni WBK (obecnie Santander Bank Polska), który sprzedał wierzytelności za ponad 391 mln zł.

Złe kredyty sprzedawały nie tylko prywatne podmioty. Kontrolowany przez Skarb Państwa PKO BP uzyskał ok. 294 mln zł, Alior Bank (w 2015 r. przejęty przez PZU) – 232 mln zł, a Bank Pekao (od 2017 r. kontrolowany przez PZU i PFR) – 194 mln zł.

GetBack bierze wszystko

W sumie na liście jest 21 banków. GetBack odkupywał wierzytelności nie tylko od sektora bankowego, ale i innych podmiotów, m.in. z branży telekomunikacyjnej. Na ten drugi cel wydał ok. 0,5 mld zł.

Obecne władze windykatora problem widzą jednak w cenach, które za portfele złych kredytów płaciła spółka. Jej konkurenci szacują, że w 2017 r. GetBack skupił – mocno windując ceny – ok. 80 proc. wystawionych na sprzedaż wierzytelności.

– Nie mogliśmy konkurować z cenami, więc niektóre firmy windykacyjne w ogóle nie chciały stawać do przetargów z GetBackiem. A GetBack stawał do wszystkich – mówi nam przedstawiciel jednej z firm windykacyjnych.

Także obecne władze są przekonane, że znajdujący się dzisiaj w tarapatach windykator przepłacał. I to w wielu przypadkach świadomie.

– Próbując wycenić skalę przepłacenia przez GetBack portfeli wierzytelności, można z grubsza szacować, że było to 15–30 proc. Dlatego windykator chce, aby banki uderzyły się w pierś i zgodziły na umorzenie części długu – mówi nasz informator zbliżony do spółki.

Obligacyjne eldorado

Solidne profity bankom i domom maklerskim przynosiła sprzedaż obligacji GetBacku. W sumie od 2012 r. GetBack wyemitował papiery warte nominalnie 3,4 mld zł. Głównym kanałem dystrybucji były domy maklerskie. Przez nie przeszły papiery za blisko 2,3 mld zł. Spółka sprzedawała je też samodzielnie.

Największym dystrybutorem obligacji był Polski Dom Maklerski (jego prezes został zatrzymany i ma zarzuty, a sama instytucja może wkrótce zostać zlikwidowana), który sprzedał je za ponad 750 mln zł i zainkasował za to 23 mln zł prowizji. Drugi na liście jest Noble Securities z obligacjami wartymi 624 mln zł i przychodami z tytułu ich sprzedaży na poziomie 14,3 mln zł. Kolejna duża pozycja przypisana jest Haitong Bankowi i wynosi 461 mln zł, a gros tej kwoty to emisja publiczna, dla której GetBack miał zielone światło z Komisji Nadzoru Finansowego. Polski oddział Haitong Bank uzyskał na dystrybuowaniu obligacji ok. 7,7 mln zł.

Największa prowizja za sprzedaż obligacji widnieje jednak przy spółce MIA, która jako pośrednik w dostarczaniu klientów z Idea Banku do Polskiego Domu Maklerskiego miała zainkasować przeszło 63 mln zł. Z nią powiązany ma być według prokuratury były prezes GetBacku Konrad K., który m.in. za to usłyszał zarzuty wyrządzenia „szkody majątkowej wielkich rozmiarów”.

Walka o haircut

Władze GetBacku dokładnie przyjrzały się transferom pieniędzy od windykatora do banków w ostatnich latach. Dzisiaj przepływy te są dla nich kluczowym argumentem w dyskusji o haircut, czyli częściowym umorzeniu kredytów i zdjęciu z nich zabezpieczeń, aby mogły one trafić do układu. Zarząd szacuje, że dzięki temu udałoby się zaspokoić obligatariuszy na poziomie 47 proc., a nie, jak zakłada obecna propozycja, 38 proc.

W sumie zabezpieczone wierzytelności GetBacku mają wartość ponad 700 mln zł. 521 mln zł przypada na banki. To znaczy, że instytucje te, w przeciwieństwie do obligatariuszy niezabezpieczonych, odzyskają 100 proc. środków.

Gros długu windykatora należy do siedmiu instytucji: Getin Noble Banku, Idea Banku, Raiffeisen Bank Polska, Haitong Banku, BGŻ BNP Paribas, mBanku i Alior Banku. Spytaliśmy je, czy rozmawiają o umorzeniu części kredytów, jednak wszystkie odmówiły komentarza.

Prócz dochodów ze sprzedaży swoich portfeli wierzytelności i prowizji za sprzedaż obligacji, instytucje finansowe zarobiły na pracy przy ofercie publicznej GetBacku. Za debiut spółki na GPW zainkasowały ponad 20 mln zł. Prawie 16 mln zł trafiło do Haitong Banku.

>>> Czytaj też: Poszkodowani przez GetBack będą chcieli odzyskać wszystkie środki. Od banków