W Brukseli po godz. 15.30 rozpoczęło się trzecie wysłuchanie Polski w ramach prowadzonej w Radzie UE procedury z art. 7 traktatu. Warszawa chce informować o wycofaniu się ze zmian w Sądzie Najwyższym; KE ma przekonywać, że to nie jedyna problematyczna kwestia.

Minister ds. europejskich Konrad Szymański mówił dziennikarzom przed rozpoczęciem posiedzenia Rady ds. Ogólnych, że Polska będzie oczekiwać od KE oceny zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym.

Jak przekonywał przyjęta nowelizacja likwiduje podstawy prawne do prowadzenia sprawy przed Trybunałem Sprawiedliwości UE przeciwko Polsce. Została ona wszczęta po złożeniu przez KE skargi do Trybunału.

Komisja Europejska nie ma jednak zamiaru wycofywać skargi, tym bardziej, że - jak zauważył we wtorek wiceszef KE Frans Timmermans - nowelizacja nie została jeszcze podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę (termin na to jeszcze nie minął). Z wypowiedzi wiceprzewodniczącego KE wynika, że nie zamierza on rezygnować z krytykowania postępowania władz w Warszawie, mimo ustępstwa dotyczącego Sądu Najwyższego.

"Jak wiadomo, jest wiele kwestii w ramach art. 7, które muszą być rozwiązane. Żadna z tych spraw nie została dotąd rozwiązana" - mówił dziennikarzom Timmermans.

Reklama

Procedura z art. 7 jest szersza niż skarga do TSUE, bo dotyczy też takich kwestii jak skarga nadzwyczajna, skład Krajowej Rady Sądownictwa, niezależność Trybunału Konstytucyjnego, czy ustrój sądów powszechnych.

"Niestety dalej musimy się zajmować sytuacją dotycząca praworządności w Polsce oraz na Węgrzech" - mówił przed rozpoczęciem posiedzenia minister ds. europejskich Niemiec Michael Roth. Jak ocenił, wdrożenie przez polskie władze postanowienia TSUE dotyczącego Sadu Najwyższego to "pozytywny krok", ale nie wystarczający.

Wicepremier i minister spraw zagranicznych Belgii Didier Reynders wyraził nadzieję, że jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w maju przyszłego roku UE uda się wypracować nowy mechanizm kontroli praworządności we wszystkich państwach UE.

Sprawa przed unijnym Trybunałem jest oddzielnym postępowaniem od prowadzonej od 20 grudnia 2017 roku procedury z art. 7 unijnego traktatu. Ta druga obywa się bez udziału sędziów w ramach posiedzeń unijnych ministrów ds. europejskich. W jej konsekwencji UE może podjąć decyzje o sankcjach, ale od samego początku wiadomo, że nie ma na to szans ze względu na sprzeciw Węgier.

>>> Czytaj też: Jedlak: W państwie nie ma miejsca na politykę, igrzyska dla elektoratu i pogardę [OPINIA]