"Te zwycięstwa nad IS w Syrii nie sygnalizują końca światowej koalicji lub jej kampanii (przeciwko terroryzmowi). Rozpoczęliśmy wycofywanie oddziałów USA do domu, przechodząc do kolejnej fazy kampanii" - przekazała Sanders.

Nieco ponad godzinę przed deklaracją rzeczniczki prezydent USA Donald Trump ocenił, że IS zostało pokonane w Syrii. Dodał, że ta organizacja terrorystyczna była "jedynym powodem" obecności wojskowej USA w tym kraju podczas jego prezydentury.

Anonimowy przedstawiciel amerykańskiej administracji przekazał agencji Reutersa, że w ciągu 24 godz. planowana jest ewakuacja całości personelu Departamentu Stanu USA z Syrii. Wszystkie amerykańskie oddziały mają się wycofać z tego kraju w ciągu 60-100 dni.

Pentagon odmówił komentarza, podkreślając jedynie, że nadal współpracuje z partnerami w regionie - informuje Reuters.

Wcześniej o tym, że Stany Zjednoczone podjęły decyzję o wyjściu z Syrii, pisały amerykańskie media. Powołując się na źródło w Waszyngtonie, "Wall Street Journal" donosił, że "urzędnicy USA rozpoczęli informowanie partnerów w północno-wschodniej Syrii o planach natychmiastowego wycofania amerykańskich oddziałów (...)".

Krok administracji Trumpa spotkał się z ostrą krytyką części przedstawicieli Partii Republikańskiej. "Amerykańskie wyjście (z Syrii) w tym czasie byłoby wielką wygraną dla IS, Iranu, (prezydenta Syrii) Baszara el-Asada i Rosji" - stwierdził jeden z wpływowych senatorów tego ugrupowania Lindsey Graham. Ocenił, że w takim przypadku "będzie trudniej o rekrutację przyszłych partnerów chcących walczyć z radykalnym islamem". W podobnym tonie wypowiedział się senator Marco Rubio, nazywając decyzję władz w Waszyngtonie "poważnym błędem".

Kontrowersje budzi jednak głównie czas ogłoszenia decyzji. Od kilku dni operacją wojskową na terytoriach na północy Syrii, kontrolowanych przez dowodzone przez Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), grozi prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. W regionie tym stacjonują amerykańskie wojska, wspierając Kurdów, na których spoczywa znaczna część walki z dżihadystycznym IS.

Niektórzy obserwatorzy łączą wycofanie wojsk USA z ogłoszeniem we wtorek, że Departament Stanu USA poinformował Kongres o swej zgodzie na sprzedaż Turcji rakiet Patriot wraz z niezbędnym dodatkowym sprzętem w ramach kontraktu o szacunkowej wartości 3,5 mld USD.

Tureckie media informują o przybywaniu żołnierzy i dostawach uzbrojenia w pobliżu granicy z Syrią. Przedstawiciele władz kurdyjskich zapewniają z kolei, że są przygotowani do konfrontacji zbrojnej z Turcją.

Erdogan przeprowadzał już wcześniej inwazje na kontrolowane przez Kurdów terytoria w północnej Syrii. Ankara i sprzymierzeni z nią bojownicy zdobyli m.in. Afrin oraz region miasta Al-Bab.

To nie pierwszy raz, gdy Trump zapowiada wycofanie oddziałów USA z Syrii - wcześniej miało to miejsce m.in. w marcu 2018 roku. Powiedział wówczas, że Amerykanie "bardzo niedługo" opuszczą Syrię. Podkreślił, że bojownicy IS zostaną wkrótce całkowicie pokonani. "Niech teraz inni się tym zajmą" - dodał.

Dla Waszyngtonu SDF to główny sojusznik w walce z IS w Syrii. Ankara uznaje zaś należące do tego zbrojnego sojuszu YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony) za organizację terrorystyczną i przedłużenie zdelegalizowanej w Turcji separatystycznej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK).

Osiągnięte w czerwcu porozumienie między Turcją i USA zakładało, że oddziały YPG wycofają się z Manbidżu, po czym zostaną rozbrojone, a siły tureckie i amerykańskie utrzymają bezpieczeństwo i stabilność wokół tego miasta. W listopadzie tureckie i amerykańskie oddziały rozpoczęły wspólne patrole w tym regionie Syrii. Władze w Ankarze wyrażały w ostatnich miesiącach niezadowolenie z tempa wprowadzania tego porozumienia w życie. (PAP)

Medialna burza

Decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa o wycofaniu wojsk z Syrii zaszkodzi strategii Waszyngtonu wobec Iranu, a także amerykańskim interesom w regionie - pisze w czwartek "Wall Street Journal". "New York Times" ocenia, że decyzja ta "jest niebezpieczna".

"Prezydent Trump w środę zaskoczył świat i potraktował z góry kilku swoich doradców, ogłaszając nagłe wycofanie wszystkich sił USA z Syrii. Decyzja może spełnić obietnicę wyborczą i może być popularna wśród wielu Amerykanów. Ale Trump wysyła także podobny do tego wysłanego przez (Baracka) Obamę sygnał odwrotu, który będzie miał szkodliwe konsekwencje dla jego strategii wobec Iranu i interesów USA" - zauważa w komentarzu redakcyjnym konserwatywny "WSJ".

Prezydent ogłosił wycofanie z Syrii na Twitterze, gdzie stwierdził, że dżihadystyczne Państwo Islamskie (IS) - "jedyny powód" obecności wojskowej USA w tym kraju - zostało tam pokonane. "Ale czy misja została faktycznie wypełniona? Nie tak szybko" - wskazuje "WSJ". I zaznacza, że Państwo Islamskie wciąż utrzymuje się na granicy Syrii i Iraku, przegrupowało się w mniejsze komórki, czekając aż zmieni się sytuacja militarna. "Poprzedni prezydent Barack Obama również ogłosił zwycięstwo nad sunnickimi ekstremistami, kiedy wycofał wszystkie siły USA z Iraku, ale w próżni powstało Państwo Islamskie" - przypomina dziennik.

I dodaje, że raport Pentagonu z listopada zwraca uwagę na "nieugiętość IS", które "przenosi się do podziemia i umacnia się jako rebelia w Iraku i Syrii". "Pomimo utraty prawie całego terytorium, ta organizacja terrorystyczna utrzymała część struktur biurokratycznych i wciąż gromadzi fundusze. Operacje te, w połączeniu z obawami dotyczącymi zarówno zdolności irackich sił bezpieczeństwa do działania bez wsparcia koalicji, jak i trwającej wojny domowej w Syrii, zwiększyły potencjał odrodzenia IS" - napisano w raporcie, którego fragmenty przytacza "WSJ".

Gazeta wskazuje, że Trump "odziedziczył bałagan w Syrii, a zanim objął urząd znacznie trudniej było wyegzekwować strefę zakazu lotów w celu ochrony przeciwników reżimu prezydenta Baszara el-Asada". "Obecność USA w północno-wschodniej Syrii sprowadzała się jednak de facto do strefy zakazu lotów, dzięki czemu kurdyjskie i arabskie Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) mogły zlikwidować jak najwięcej komórek IS" - wyjaśnia dziennik. I podkreśla przy tym, że "utrzymanie sił liczących 2500 żołnierzy w północno-wschodniej Syrii w celu kontynuowania tych działań, nie jest aż tak wygórowanym zobowiązaniem".

Stawka jest jednak większa, niż sprawa Państwa Islamskiego - zaznacza "WSJ". Trump podjął decyzję o wycofaniu z Syrii tuż po rozmowie telefonicznej z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem, który groził, że zaatakuje Kurdów w Syrii. "Urzędnicy Trumpa twierdzą, że nie porzucają sojuszników, ale SDF będą musiały teraz zrobić swoje własne kalkulacje, jeśli chodzi o zawieranie układów z Erdoganem, czy Asadem i jego rosyjskimi i irańskimi sojusznikami.

Według gazety wycofanie amerykańskich wojsk "znacznie zmniejsza wpływ USA na dyplomatyczne zakończenie wojny domowej w Syrii". "USA mogą wnieść skargę do ONZ, czy zablokować pieniądze na odbudowę kraju, ale to, co dzieje się w terenie, liczy się znacznie bardziej. Dotyczy to zwłaszcza Iranu, który przekształca południową Syrię w bazę operacyjną przeciwko Izraelowi" - wskazuje "WSJ".

Amerykański urzędnicy zapewniali w środę, że ich cel wypchnięcia Iranu z Syrii nie zmienił się. "Ale wycofując się z Syrii, Trump traci okazję, żeby nałożyć koszty militarne na irańskie awanturnictwo. Mułłowie w Teheranie będą zachwyceni i zobaczą oznaki słabości kolejnego prezydenta USA. Będą mniej skłonni do dostosowania swojego programu nuklearnego. Z kolei Izrael będzie miał większe trudności z powstrzymaniem budowania siły militarnej i milicyjnej Iranu w południowej Syrii, co oznacza rosnące ryzyko wojny w regionie" - wieszczy "WSJ".

Według gazety Trump odniósł korzyści w ciągu pierwszych dwóch lat prezydentury, utrzymując wizerunek siły, czego nigdy nie zrobił Obama. Trump "zaatakował w odpowiedzi na użycie broni chemicznej przez Asada, odwołał porozumienie nuklearne z Iranem i sprzedał Ukrainie śmiercionośne uzbrojenie, by stawić opór rosyjskiej agresji. Ale wycofanie się z Syrii jest oznaką słabości, którą zauważą przyjaciele i wrogowie" - konkluduje "WSJ".

Zdaniem liberalnego "New York Timesa" decyzja o wycofaniu się z Syrii "jest alarmująca" i "niebezpieczna", a prezydent i jego administracja nie po raz pierwszy przedstawia "sprzeczne komunikaty".

Nowojorski dziennik w komentarzu redakcyjnym zwraca uwagę, że jeszcze "niecałe trzy miesiące temu doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton ogłosił rozszerzony cel dla amerykańskich żołnierzy w Syrii". Celem jest nie tylko pokonanie IS, ale także zapewnienie, że siły irańskie opuszczą Syrię - powiedział dziennikarzom Bolton, co wydawało się - jak pisze "NYT" - wiarygodnym oświadczeniem na temat oficjalnej polityki USA.

"Tylko tak, jak to często bywa w przypadku chaotycznej prezydentury Donalda Trumpa, najwyraźniej tak nie było. W środę Trump zlekceważył Boltona i resztę zespołu ds. bezpieczeństwa narodowego, zarządzając wycofanie wojsk lądowych z Syrii w ciągu 30 dni" - zauważa gazeta.

Według niej to "nagła i niebezpieczna decyzja, oderwana od jakiegokolwiek szerszego kontekstu strategicznego czy jakiegokolwiek uzasadnienia, która wywołała nowe poczucie niepewności co do zaangażowania Ameryki na Bliskim Wschodzie, chęci bycia globalnym liderem i roli Trumpa jako zwierzchnika sił".

"Wysyłanie sprzecznych rozkazów żołnierzom na polu bitwy, tak jak czyni to Trump i jego administracja, nie tylko podważa morale i osłabia siły sojusznicze, takie jak syryjscy Kurdowie, ale może również narażać żołnierzy amerykańskich na niebezpieczeństwo za cele, które ich dowódcy już porzucili" - ocenia "NYT".

Według gazety twierdzenie Trumpa, że Państwo Islamskie zostało pokonane, "jest absurdalne". "Zdolność terrorystów do uderzenia została znacznie zmniejszona, a duża część terytorium, na której powstał tzw. kalifat, została wyzwolona. Ale według ekspertów wojskowych, IS wciąż posiada niewielką część terytorium na granicy z Syrią i Irakiem i ma od 20 tys. do 30 tys. bojowników" - czytamy w "NYT".

Dziennik podkreśla, że "nikt nie chce, aby oddziały amerykańskie były rozmieszczone w strefie działań wojennych dłużej niż to konieczne". "Ale nic nie wskazuje na to, że Trump przemyślał konsekwencje gwałtownego wycofania, włączając w to umożliwienie siłom IS przegrupowanie się i stworzenie kolejnego kryzysu, który z powrotem przyciągnie Stany Zjednoczone do tego regionu" - zastrzega.

Według "NYT" wycofanie się Amerykanów byłoby również "prezentem dla rosyjskiego przywódcy Władimira Putina, który ciężko pracował, aby zniwelować wpływy amerykańskie w regionie, a także Iranu, który również rozszerzył swój regionalny zasięg. Z pewnością utrudniłoby to administracji Trumpa realizację polityki zwiększania tego, co nazywa +maksymalną presją+ na Iran".

>>> Czytaj także: Propozycja USA przyszła zbyt późno? Turcja nie zrezygnuje już z zakupu rosyjskich rakiet