Ech, oglądałem…
Bo wiem, o co pan będzie pytał, a ja mam zamknięte usta, bo do Krajowej Rady już trafiły skargi na „Wiadomości” i rozpoczęło się postępowanie, więc muszę być ostrożny.
Przykłady mowy nienawiści trzeba pokazywać i piętnować, ale moment, w którym to zrobiono, czyli dzień śmierci prezydenta Pawła Adamowicza, był fatalny.
I to był kolejny błąd, bo powinni pokazać przykłady mowy nienawiści z obu stron. Nie ma co pudrować rzeczywistości, trzeba pokazywać złe zachowania bez względu na to, kto się ich dopuścił.
Nie jestem członkiem Rady Mediów Narodowych, nie wybieram zarządów mediów publicznych ani ich rad nadzorczych, nie jestem od tego.
Proszę.
A wie pan, że wszyscy przedstawiciele mediów, od których żądamy wyjaśnień lub na których nakładamy kary, powołują się właśnie na ten przepis? Oni mówią, że realizują zasadę wolności słowa.
Konstytucyjna zasada wolności słowa jest święta.
Widzę, że przeczytał pan konstytucję, ale nie przeczytał ustawy o radiofonii i telewizji.
Tak po ludzku, prywatnie, to ja mogę z panem porozmawiać, kiedy wyłączy pan dyktafon. Mój sprzeciw budzi hejt i szczucie we wszystkich mediach, nie tylko publicznych.
Nie musiałem nikogo do niczego wzywać, bo – jak już panu mówiłem – na nasze biurka trafiły skargi i będziemy się zajmować tymi materiałami „Wiadomości”. Więc zażądamy wyjaśnień.
To chwyt erystyczny. Zadaje pan pytanie, pada w nim słowo „wstyd” i już pojawia się ono w naszej rozmowie. A pan jak określiłby te materiały?
Więc panu jest wstyd, tak?
Mnie się również nie zgadzają drobne, gdy oglądam „Fakty” czy „Wiadomości” i to bardzo często, ale nie będę za każdym razem ogłaszał tego publicznie. Nie zgadzam się z mnóstwem przekazu, nie tylko w mediach publicznych. Taka jest rzeczywistość, nad tym ubolewam i jest mi przykro, jest mi wstyd z tego powodu. Tylko, że jest coś takiego, jak wolność nadawcy i każdy może w imię wolności kreować swój przekaz.
Powiedziałem już panu, że takich materiałów w takim momencie powinno się unikać. I więcej panu powiedzieć nie mogę, choćbym chciał. Nie powiem też panu, czy to wstyd, czy nie wstyd, bo tu dotykamy sfery emocji, a ja wolałbym je wyciszać. Natomiast te materiały „Wiadomości” nie służyły wyciszaniu emocji, choć nie były też koronnym przykładem na ich podsycanie.
Może dlatego, że – jak mniemają – tego wymaga rynek? Przyczyną jest pauperyzacja życia społecznego i bezkarność w obrażaniu. Można mówić, co się chce, nie ponosząc za to odpowiedzialności. Mamy bardzo silne parcie ze strony mediów społecznościowych, by posuwać się coraz dalej, przekraczać granice. I rzeczywiście, skoro w internecie można powiedzieć wszystko i ma się coraz większy zasięg, czyli sukces, to my, media, róbmy to samo. Tak rodzi się presja na wydawcach oraz presja wydawców na zespoły, by dziennikarze szli tą drogą.
Zdecydowanie. Mamy rozkwit Teatru Telewizji czy zakup bardzo wielu praw do transmisji sportowych. Cieszy mnie bardzo wzrost oglądalności TVP Historia i TVP ABC, a „Korona królów”…
Ma bardzo dużą oglądalność. To jest coś, co ludzie chcą oglądać i co ma wartość misyjną.
7,5 mln widzów to ogromny sukces.
No, jakby pan stworzył, to by pan sobie mógł wykuć. Pan się czepia, ale w sumie dlaczego? Że Zenek Martyniuk? Ludzie go kochają, uwielbiają.
A po co pan robi ze mną wywiad? Żeby pana ludzie czytali.
Tam ta granica nie została przekroczona, ale i tak najczęściej oglądam TVP Kultura, która ma bardzo dobry, przy tym nie przesadnie elitarny poziom. Wydawałoby się, że to program dla każdego, kto ma choćby minimalne ambicje intelektualne, niestety ma minimalny udział w rynku. To inne produkcje TVP dofinansowują TVP Kulturę.
Niech pan spojrzy choćby na Polskie Radio 24, czy na to, jak rozwinęła się publicystyka w radiowej Jedynce.
Tego nie wiem, ale pan zna lepiej realia funkcjonowania środowiska dziennikarskiego. Mnie cieszy, że audycje są ambitne i ciekawe.
Ale kiedy słucham Polskiego Radia, to nie mam wrażenia, by ono było złe i stronnicze.
Wszystkim rozgłośniom spada, Zetce i RMF również.
No dobrze, ale spada nie tylko Polskiemu Radiu, taki jest rynek radiowy. Tendencja spadkowa w Jedynce zaczęła się na długo przed dobrą zmianą, ale nie została zahamowana, więc należy to traktować jako niepowodzenie. W ogóle poziom słuchalności Polskiego Radia, udziały głównych anten w rynku należy uznać za porażkę.
Naturalnie, są też negatywne aspekty obecnych rządów w mediach publicznych.
Pan chciałby krótkiej odpowiedzi, a nie długiego wywodu, ale każda krótka wypowiedź będzie uproszczeniem, a więc zafałszowaniem.
Próbuję być precyzyjny.
Największym błędem TVP jest zaangażowanie się w wielki spór polityczny i ideologiczny, który rozdziela Polskę, a w którym telewizja publiczna stała się stroną. Oczywiście mógłbym dodać, że stacje komercyjne również stały się stronami w tej walce, takie jest otoczenie medialne, cały rynek telewizyjny.
Szczerze mówiąc, bardzo pilnie śledzę rozwój tej sytuacji i czekam na wyniki oglądalności.
Być może zdystansowanie się do najostrzejszych sporów politycznych, pokazanie ich chłodniejszym okiem jest najrozsądniejszym wyjściem. Nie zmienia to faktu, że jak dotąd widownia programów informacyjnych pozostaje przy dwóch stacjach skrajnie przeciwstawnych.
Ja też bym wolał, byśmy nie musieli zastanawiać się, po czyjej stronie jest która telewizja, tylko byśmy mieli zaufanie do każdej z anten. Czasem, gdy oglądam „Wiadomości” i „Fakty”, to widzę, że nie tylko komentarze są różne, ale też pokazywane wydarzenia zupełnie inne. To dwa odrębne światy. Nawet zestawy gości są odrębne, bo politycy PiS nie chodzą do TVN, a liderzy Platformy do TVP.
Pytał mnie pan o sylwestra – oglądało go 7,5 mln widzów, więc mamy niewątpliwy sukces.
Ludzie go kochają…
Chciałbym, by ta oferta była ambitniejsza, ale wtedy musielibyśmy pogodzić się z tym, że oglądalność by spadła. Nie ma łatwych odpowiedzi. Najpierw zdefiniujmy oczekiwania od TVP – czy ma być liderem na rynku, czy też może się na tym nie koncentrować i zabiegać tylko o realizację misji.
Trzeba to było zrobić w pierwszym roku rządów, ale sprawa się przeciągnęła, a teraz, w roku podwójnych wyborów, trudno wprowadzać zmiany nakładające na ludzi obciążenia, nawet jeżeli te zobowiązania już są, bo przecież obowiązuje abonament.
Nie mam żadnego porównania, więc nie rozstrzygnę sporu, czy krzywdzi, czy nie, ale trwają prace nad nowym systemem telemetrii.
Nie, takim, który uwzględnia rewolucję techniczną i nowe sposoby odbioru mediów. Coraz więcej ludzi ogląda telewizję nie w telewizorze, a w komputerze czy w telefonie komórkowym. Radia zresztą też słucha się online. Po prostu zmienił się sposób konsumpcji mediów, a nie zmieniły się sposoby badania i wszyscy uczestnicy tego rynku, a przede wszystkim reklamodawcy, mówią otwarcie, że trzeba zmienić metodologię i technologię badań tak, by objęła jednocześnie wszystkie pola odbioru.
Oczywiście, mamy pilotaż i pierwsze setki urządzeń trafią pod koniec lutego do panelistów. Dostaną oni w tym pilotażu za darmo smartfona, który jednocześnie będzie osobistym miernikiem monitorującym, z jakich mediów korzystają. Testujemy zresztą nie tylko telefony, ale też inne urządzenia pełniące podobne funkcje. Najczęściej są to nowatorskie rozwiązania, dlatego zaczynamy do pilotażu, ale docelowo badanie ma objąć 25 tys. panelistów.
Jest taki przepis.
(cisza) Naprawdę nie powiedziałbym, że Krajowa Rada jest dziś ciałem jednorodnym. Różnice między nami są znaczne.
Jestem pod wrażeniem.
Wybierały to trzy różne ośrodki władzy.
Ale czy członkowie Krajowej Rady są kontrolowani przez PiS?
Gdyby pan zajrzał na nasze posiedzenia, to by się pan zdziwił. Poziom sporu, który toczymy, jest duży, czasem zbyt duży. Tak, światopoglądowo jesteśmy dość podobni, ale to nie jest żadne zaskoczenie, bo poprzednie składy KRRiT też były faktycznie jednorodne, tyle że złożone z działaczy obecnej opozycji. I taki problem będzie zawsze, bo o powoływaniu takich gremiów jak KRRiT czy Rada Mediów Narodowych decydują politycy, ale nie ma lepszej metody ich wybierania.
Mogę pana zapewnić, że nikt, żadna partia nie kontroluje Krajowej Rady.
Akurat Jarosław Kaczyński mógłby pana zapewnić, że nie kontroluje rady, nie ma na nią wpływu i nigdy się z nią nie spotkał.
Nie zdarza mi się, bym szedł na wywiad, a dziennikarz przeczytałby ustawę o radiofonii i telewizji, więc nie narzekam.
Z tego, co wiem, to nie bracia Karnowscy, tylko spółka Fratria złożyła ofertę zakupu radia.
Z dużym zainteresowaniem czekam na rozstrzygnięcie tego przetargu, ale od razu zaznaczę, że występuję tu wyłącznie w roli obserwatora. To nie Krajowa Rada, ale Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie się musiał wypowiedzieć, czy nowy nabywca nie będzie miał pozycji zagrażającej konkurencji na rynku radiowym.
Takie rozgłośnie jak Radio Zet czy RMF tworzą głównie ofertę rozrywkową, to nie są radia publicystyczne, jak TOK FM czy PR24. Trudno tu więc mówić o radiu prawicowym czy lewicowym, bo oferta publicystyczna jest tam bardzo ograniczona. Gdyby ktoś chciał dziś zrobić z Radia Zet radio polityczne, to ono by natychmiast padło.
To jest radio rozrywkowe i pytanie, czy ma być prawicowe, czy lewicowe jest niewłaściwe. Ono nie powinno być ani takie, ani takie, tam jest inny rodzaj przekazu.
Bieg z flagą nie budzi chyba niczyich kontrowersji i jest pięknym przykładem budowania wspólnoty, a Parady Równości są kontrowersyjne i części słuchaczy z pewnością by nie przyciągnęły.
Jak sądzę, każdy przyszły właściciel będzie bardzo, ale to bardzo ostrożny z jakimkolwiek przestawianiem wajchy w Radiu Zet, bo zbyt dużo ryzykowałby. Naprawdę kompletnie nie obawiam się najazdu prawicy na Radio Zet, zresztą najazdu lewicy również.
Szczerze mówiąc, jestem sceptyczny. Oczywiście media powinny wyznaczyć jakieś granice, poza które nie można się posunąć…
Znajdą się i tacy, którzy powiedzą, że ten materiał był rzetelny, bo w końcu pokazano prawdziwe przykłady mowy nienawiści, a nierzetelny był przekaz „Faktów”.
Znam, choć nie wiem, czy dobrze. Jak pan wyłączy dyktafon, to panu powiem więcej o świecie mediów i o nim.
>>> Treść całego wywiadu będzie można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP.
