Każda szokująca, irracjonalna zbrodnia – taka jak zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – wywołuje ten sam ciąg reakcji i socjotechnicznych rytuałów. Zderzamy się z chaotyczną narracją medialną, która poddaje obróbce każdy szczegół, słowo czy gest. Próbujemy nadać jakąś strukturę rzucanym nam strzępom informacji. Potrzeba wpisania bezsensownej zbrodni w oswojony system znaczeń domaga się ustalenia źródła społecznego zła. Tę wątpliwość w końcu rozstrzyga chór dyżurnych autorytetów oznajmiających, że tak okrutny akt przemocy mógł być dziełem tylko kogoś o głęboko zaburzonej psychice. Bo skoro motyw i sposób działania sprawcy nie mieści się w sferze logicznej kalkulacji, to musiał on być szaleńcem. W końcu na scenę wchodzi minister, wspierany przez eksperckie zaplecze, i uspokaja, że zagrożenie zostało zbadane, niebezpieczny element będzie wyrwany i zneutralizowany. Najpewniej przez bezterminową izolację.

>>> Czytaj też: W Polsce mamy epidemię samobójstw. Obowiązuje model leminga pędzącego do przepaści [CAŁY WYWIAD]

Zbrodnia Stefana W. – choć o niej samej wciąż wiele nie wiemy – uruchomiła społeczne mechanizmy i wzorce reagowania, które nie powinny budzić zdziwienia. Zostały bowiem uformowane przez metodyczną politykę kryminalną, jaką wobec przestępców z zaburzeniami psychicznymi prowadziło kilka ostatnich rządów. W wulgarnym skrócie: najpierw bestię ukarać, potem przymusowo leczyć. Wdrażanie tej filozofii w życie na dobre zaczęło się 10 lat temu wraz z paniką wywołaną głośnymi sprawami gwałtów na dzieciach. Wojna wypowiedziana pedofilom nie skończyła się, co prawda, obowiązkiem chemicznej kastracji – jak tego chciał ówczesny premier Donald Tusk – ale pomogła wzmocnić społeczną akceptację dla przekonania, że rozwiązaniem jest bezterminowe izolowanie przestępców z zaburzeniami psychicznymi.

Zwieńczeniem tych wysiłków było przeforsowanie w 2013 r. tzw. ustawy o bestiach, która umożliwiła wysyłanie na dożywotni pobyt w ośrodku w Gostyninie sprawców z zaburzeniami osobowości i preferencji seksualnych oraz upośledzeniem umysłowym – niezależnie od tego, jak poważne przestępstwo popełnili. Dwa lata później weszła w życia nowelizacja przepisów dotyczących środków zabezpieczających, domykająca przegapione wcześniej luki. Przy okazji ustanowiono kary więzienia dla osób z zaburzeniami i uzależnieniami, które odmawiają poddania się terapii nakazanej przez sąd.

CAŁY TEKST PRZECZYTASZ W MAGAZYNIE DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ I NA E-DGP