W tym tygodniu w Warszawie ma się odbyć seria protestów różnych grup zawodowych. Oprócz zapowiadanego strajku nauczycieli, demonstrować będą też taksówkarze. Już w zeszłym tygodniu jedna z firm przewozowych ostrzegała klientów, że mogą wystąpić duże problemy z zamówieniem taksówki.

Środowisko taksówkarskie zgłosiło jak dotąd dwa protesty w stolicy – dziś i jutro. W dzisiejszym przemarszu (w godz. 10–17) udział zapowiedziało 7–8 tys. osób. Akcja rozpocznie się pod kancelarią premiera, następnie przejdzie obok Ministerstwa Sprawiedliwości, ambasady Stanów Zjednoczonych, do placu Trzech Krzyży, gdzie zlokalizowane jest Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Powrót planowany jest tą samą trasą. Niewykluczone, że do stolicy zjadą jeszcze taksówkarze z różnych części kraju, by spontanicznie blokować główne arterie miasta. Cel jest jeden – możliwie jak największy paraliż. Z podobnym scenariuszem należy się liczyć we wtorek 9 kwietnia w godz. 10–17 (zgromadzenie rozpocznie się przed halą Torwar przy ul. Łazienkowskiej). Taksówkarze protestują przeciwko szarej strefie w przewozach osób (za taką uważają np. działalność Ubera) i działaniom rządu, które nie wypełniają ich postulatów (więcej w ramce).

Coraz bardziej aktywizuje się Solidarność – do tej pory często krytykowana za nadmierne zbliżenie do obecnej ekipy rządowej. Jak ustaliliśmy, oficjalnym organizatorem poniedziałkowo-wtorkowych protestów taksówkarzy jest „NSZZ Solidarność – region Mazowsze, międzyzakładowa komisja taksówkarzy zawodowych”. W zeszłym tygodniu w 16 miastach wojewódzkich zorganizowano pikiety, by upomnieć się o wyższe płace w budżetówce. – W przypadku „S” nie mam wiedzy, by ktoś planował teraz protesty w Warszawie czy regionach. Na środę zwołaliśmy sztab protestacyjny. Spotykamy się, by podsumować dotychczasowe działania i zdecydować o ewentualnych kolejnych – twierdzi Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Komisji Krajowej „S”. – Jesteśmy w trudnej sytuacji, bo nie możemy pozwolić, by tylko nauczyciele dostali podwyżki, a inne grupy zawodowe już nie. Nam chodzi o całą sferę finansów publicznych – dodaje.

Miasto nie ma narzędzi do prewencyjnej blokady protestu

Jeden z naszych rozmówców z „S” twierdzi, że falę strajków niekoniecznie wywołało ogłoszenie piątki PiS. – Iskra była w listopadzie ubiegłego roku. Było już gotowe porozumienie z rządem dotyczące odmrożenia wynagrodzeń w budżetówce. Ale nastąpiła tzw. psia grypa i rząd sypnął pieniędzmi dla policjantów. To spowodowało, że porozumienie, które leżało na stole, przestało być aktualne. Dziś nastawienie jest takie, że skoro należało się jednej grupie, to znaczy, że innym też się należy – przekonuje nasz rozmówca. – Teraz wszystkie grupy zawodowe dostały sygnał, że dialog jest bez sensu. Bardziej skuteczne jest protestowanie i szantażowanie – ocenia.

W ostatnich tygodniach na ulice Warszawy wychodzili też rolnicy z AGROunii. Na ten tydzień niczego – przynajmniej oficjalnie – jednak nie zapowiadają. – Co nie znaczy, że nie planujemy już żadnych akcji – zastrzega Piotr Kołodziejczak, jeden z koordynatorów regionalnych AGROunii. Do tej pory przedstawiciele tego ruchu zorganizowali dwa protesty w ścisłym centrum stolicy. Pierwszy raz w połowie marca, gdy bez wcześniejszych zapowiedzi grupa rolników doprowadziła do znacznych utrudnień komunikacyjnych w mieście, blokując plac Zawiszy (wysypali na jezdnię jabłka i palili opony). Kolejny protest rolników, zorganizowany w tym samym miejscu w ubiegłym tygodniu, był już oficjalnie zgłoszony w stołecznym ratuszu. Na pytanie, czy od teraz AGROunia nie będzie działać „z zaskoczenia”, Piotr Kołodziejczak odpowiada niejednoznacznie: – Będziemy działać wielokierunkowo i nieszablonowo, tak jak do tej pory – mówi.

Odczuwalne dla warszawiaków mogą być jeszcze dwa protesty. Dziś w godz. 13–15 organizowany jest wiec poparcia dla strajku nauczycieli na Krakowskim Przedmieściu (ok. 100 osób), a jutro w godz. 12–15 protest przed siedzibą MEN na ok. pół tysiąca osób. Obie pikiety zgłosiły osoby prywatne.

Władze Warszawy są bezradne. – W ostatnim czasie tematem numer jeden było przygotowanie się na strajk nauczycieli. W poniedziałek już o 7.30 zbierze się miejski sztab kryzysowy w Centrum Bezpieczeństwa. Teraz dochodzą nas słuchy, że w maju protestować u nas będą także terapeuci, technicy medyczni, młodzi lekarze, rehabilitanci i niepełnosprawni. Można odnieść wrażenie, że wszystkie plagi egipskie spadną na stolicę – wzdycha osoba z kierownictwa ratusza.

Miasto nie ma narzędzi do prewencyjnego blokowania protestu, którego skutkiem może być sparaliżowanie miasta. – Kilka lat temu były takie próby, w przypadku tzw. marszy gwiaździstych. Miasto wydało odmowę, argumentując, że taka forma przemarszu sparaliżuje miasto i utrudni poruszanie się np. karetek. Marsz się nie odbył, ale organizatorzy wygrali potem w sądzie – opowiada nasz rozmówca zbliżony do urzędu miasta.

Zgodnie z art. 14 ustawy – Prawo o zgromadzeniach gmina może wydać zakaz dla zgromadzenia nie później niż na 96 godzin przed jego zorganizowaniem. Ale może to zrobić np. wtedy, gdy jego cel „narusza wolność pokojowego zgromadzania się”, gdy jego odbycie „może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach”, lub gdy kolidowałoby to z jakimś zgromadzeniem cyklicznym, które w takich sytuacjach ma pierwszeństwo. Tak więc w praktyce trudno przy tego typu przesłankach prewencyjnie zakazać jakiejś demonstracji. ©℗

Dlaczego są niezadowoleni?

Taksówkarze. Ich demonstracja odbywa się, choć w zeszłym tygodniu rząd przyjął projekt, który ma „porządkować rynek przewozu osób”. – Uważam, że wyczerpały się podstawy do protestu. Spełniliśmy oczekiwania taksówkarzy – ocenił na antenie Radia Zet minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. – Nie wyczerpały się, a spotęgowały – mówi DGP Tadeusz Stasiów z Samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy RP. – Nasze środowisko nie oczekiwało legalizacji przestępstw gospodarczych, tylko zdelegalizowania takiej działalności. Ustawa zdewastuje rynek przewozów – ocenia. Jeśli kwietniowe protesty nie odniosą skutku, będą kolejne. Zgodnie z projektem pośrednicy będą mieli obowiązek zlecania przewozów tylko przedsiębiorcom posiadającym licencje. Projekt wprowadza też ułatwienia w uzyskaniu licencji oraz łagodzi wymagania upoważniające do wykonywania zarobkowego przewozu osób.

Nauczyciele. Centrale związkowe – zwłaszcza ZNP i FZZ – domagają się podwyżek. Najpierw 1 tys. zł podwyżki wynagrodzeń zasadniczych. Później postulaty złagodzono – zaproponowano podwyżki rzędu 720–990 zł, kolejna propozycja mówiła o podwyżce w dwóch turach – 15 proc. od 1 stycznia i 15 proc. od 1 września. W piątek rząd zaoferował „kontrakt społeczny” dla nauczycieli. – Wymiernym efektem kontraktu są wyższe wynagrodzenia, które już w 2023 r. wyniosą, w zależności od wariantu, dla nauczyciela dyplomowanego 7700 zł lub 8100 zł brutto miesięcznie – przekonuje rząd. Związkowcy odrzucili propozycję.

Solidarność. Tu walka toczy się o odmrożenie wskaźnika wynagrodzeń wszystkich pracowników budżetówki. Jak podaje „S”, w sierpniu ub.r. ustalono z premierem, że wskaźnik będzie podwyższony o 2,3 proc. I tak pracownicy urzędów wojewódzkich dostali podwyżki na poziomie około 6,3 proc., a administracja zespolona na poziomie 4,3 proc. Na jesieni PiS zaoferował jednak podwyżki tylko dla jednej grupy – policjantów (ktoś musiał strzec Marszu Niepodległości). Lider „S” Piotr Duda przekonywał, że to był błąd. – Do problemu trzeba podejść globalnie, bo inaczej zawsze będzie rozgoryczenie i niezadowolenie – stwierdził.

Rolnicy. Ta grupa domaga się m.in. wprowadzenia obowiązku znakowania produktów flagą kraju, z którego pochodzą, skuteczniejszej walki z afrykańskim pomorem świń czy nałożenia na sklepy wielkopowierzchniowe obowiązku oferowania do sprzedaży produktów rolno-spożywczych z minimalnym udziałem 51 proc. produktów pochodzenia krajowego. Chcą też, żeby w ramach retorsji za embargo na polskie owoce i warzywa nałożyć na Rosję ograniczenia na sprzedaż do Polski węgla kamiennego. Wśród innych postulatów znalazły się też: reforma izb rolniczych i audyt rolniczych związków zawodowych. ©℗

>>> Polecamy: Będzie strajk nauczycieli. "Solidarność" przyjęła propozycję rządu, ale ZNP i Forum ZZ ją odrzuciły