Elektryczne samoloty to przyszłość lotnictwa. Będą cichsze, czystsze i tańsze od tych, którymi podróżujemy dzisiaj. Te o zasięgu 1 000 km możliwym do uzyskania za pomocą jednego tylko doładowania mogłyby obsłużyć połowę komercyjnych lotów, które mamy dziś i w dodatku zmniejszyć emisję gazów o ok. 15 proc, jak czytamy w serwisie Quartz. 

Podobnie z elektrycznymi autami. Będą to nie tylko czystsze wersje swoich kaszlących spalinami kuzynów – tylko po prostu lepsze samochody. Silnik elektryczny jest cichszy, bardziej responsywny wobec zachowania kierowcy. Ładowanie elektrycznego samochodu kosztuje mniej w porównaniu z analogicznymi kosztami benzyny. Elektryczne samochody będą mogły zostać zbudowane z ruchomych części, a więc będą tańsze w utrzymaniu.

Dlaczego w takim razie nie ma ich jeszcze w powszechnym użyciu? Powodem są akumulatory, a dokładniej koszt ich wyprodukowania – obecnie cena produkcji baterii, która naładowałaby samochód przewyższa, i to znacznie, koszt wyprodukowania analogicznego modelu napędzanego benzyną. O ile nie używamy auta bardzo często, oszczędność na benzynie wcale nie zawsze równoważy kosztu wstępnego, czyli samego zakupu auta. Krótko mówiąc: elektryczne samochody wciąż jeszcze są zbyt drogie.

Współcześnie nie istnieje akumulator, który pomieściłby dostatecznie dużo energii, by zagwarantować zasilanie elektrycznego samolotu. Wciąż potrzebny jest przełom, który zmieni naszą rzeczywistość, tak jak zmieniło ją pojawienie się urządzeń na baterie. Można jednak osiągnąć znacznie więcej, o ile usuniemy przeszkody, które nie pozwalają nam wyprodukować silniejszych i zarazem tańszych baterii – zwłaszcza, że żadne prawo fizyki nie stwierdza, że jest to niemożliwe.

Polecamy także: Eureka: Czego brakuje półmaskom filtrującym? Superabsorbentów z pieluszek

Tymczasem po ponad dwustu latach od wynalezienie baterii w 1799 roku, uczeni nadal nie rozumieją w pełni tego, co dokładnie dzieje się wewnątrz baterii. Tym, z czym muszą się obecnie mierzyć, by rozwiązać powyższy problem są – ponownie – kwestie siły, energii i bezpieczeństwa.

Koszt zakupu Tesli 3, najbardziej korzystnego cenowo modelu samochodu elektrycznego zaczyna się od 35 000 dolarów. Napędza go bateria o mocy 50kWh, która kosztuje ok. 8 750 dolarów, czyli jedną czwartą całej sumy.

To zaskakująco niewiele biorąc pod uwagę ceny sprzed kilku lat: według Bloomberg New Energy Finance średni koszt litowo-jonowej baterii na świecie wynosił 175 dolarów za kilowatogodzinę. Dla porównania: w 2010 roku oscylował on w okolicy 1200 dolarów za kilowatogdzinę.

Według wyliczeń amerykańskiego Departamentu Energii, kiedy koszt baterii spadnie poniżej 125 dolarów za kilowatogodzinę, posiadanie i używanie elektrycznego samochodu stanie się tańsze niż utrzymanie samochodu na benzynę w większości miejsc na świecie. To oczywiście nie znaczy, że elektryczne auto będzie dominować we wszystkich branżach – największe samochody ciężarowe nie mają elektrycznej alternatywy. Ale będzie to zdecydowanie punkt, w którym ludzie zaczną wybierać elektryczne auta po prostu dlatego, że staną się one bardziej ekonomiczne, przynajmniej w większości przypadków.

Naukowcy testują wiele rozwiązań, jak zwiększyć gęstość baterii bez podnoszenia jej ceny – używają do tego celu rozwiązań na bazie silikonu, twardych polimerów, mas ceramicznych czy grafitu. Szczególnie ważne jest też bezpieczeństwo: już teraz baterie litowo-jonowe stanowią zagrożenie

Baterie już teraz stanowią ważną gałąź biznesu, a rynek dla nich stale się powiększa. Wszystkie te pieniądze przyciągają wielu przedsiębiorców z jeszcze większą liczbą pomysłów. Ale jeśli chodzi o nowoczesne rozwiązania w zakresie akumulatorów niełatwo cokolwiek przewidzieć z jednej przyczyny – innowacje w badaniach materiałowych są wyjątkowo trudne do uzyskania.

>>> Czytaj też: Homo Sapiens czy Homo Roboticus? Jeden chip może zamienić cię w superczłowieka