Smolik: Błąd nic nie zmienia w egzaminach [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 8 minut
25 czerwca 2019, 08:12
Marcin Smolik
Marcin Smolik/Agencja Gazeta
Marcin Smolik: Jesteśmy pod niezwykle czujną obserwacją tysięcy par oczu, śledzeni wnikliwie przez rodziców, uczniów, dziennikarzy. Nie ma możliwości, żeby coś przeszło niezauważone

Dlaczego miałbym się tego obawiać?

Oficjalne wyniki zostały podane prawidłowo. Błąd udało się szybko naprawić, zanim wydano zaświadczenia z punktacją zdobytą przez uczniów podczas egzaminu. Ponadto dotyczyło to tylko jednego województwa – mazowieckiego.

Owszem. Bardzo źle, że doszło do takiej sytuacji. I bardzo wszystkich za to przeprosiliśmy – ja i dyrektor OKE w Warszawie. Ale informacja o tym, że wyniki mogą być inne, została zawczasu wysłana do dyrektorów szkół, którzy mieli powiadomić swoich uczniów. A, jak już mówiłem, na zaświadczeniu, czyli dokumencie, który liczy się przy rekrutacji, ten wynik był już poprawny.

Doszło do błędu przy przepisywaniu wyników z jednego systemu do drugiego – z systemu, który jest wykorzystywany w e-ocenianiu, do systemu, który OKE wykorzystuje do przetwarzania wyników, np. drukowania zaświadczeń, publikowania wyników na stronie internetowej. Traf chce, że to ostatni rok działania systemów informatycznych obsługiwanych przez poszczególne okręgowe komisje egzaminacyjne. Do 2016 r. OKE działały każda niezależnie, jedynie pod patronatem MEN. Wraz z wprowadzeniem reformy zostały zintegrowane i podlegają Centralnej Komisji. I wszystkie nowe egzaminy są obsługiwane przez jeden system informatyczny. Ale tegoroczny, ostatni już, egzamin dla gimnazjalistów był jeszcze obsługiwany przez systemy poszczególnych komisji. Dlatego błąd Mazowsza nie dotyczy innych regionów.

To prawda. Faktycznie wyniki dla pewnej grupy uczniów były inne na stronie internetowej i inne niż w rzeczywistości. Kiedy to się okazało, bardzo szybko zawiadomiono informatyków i poprawiono błąd, który powodował to zamieszanie. W ciągu trzech godzin sytuacja była naprawiona.

Chciałbym tylko jeszcze raz podkreślić, że nikomu nic nie zabraliśmy ani nie dodaliśmy. Nieprawidłowa była informacja o wynikach, a nie sam wynik. Na etapie wydawania zaświadczeń o wynikach były one już prawidłowe. A to się liczy. Gdybyśmy wykryli nieprawidłowość dwa dni później, to faktycznie zgodnie z ustawą ci uczniowie, którzy ostatecznie mieli niższą punktację, nie mogliby jej otrzymać.

Zgodnie z przepisami, jeżeli uczeń po otrzymaniu zaświadczenia poprosi o wgląd do swojej pracy i okaże się, że wynik – niezależnie od przyczyny – był wyższy, to automatycznie ocena zostaje mu podwyższona. Jeżeli w takiej sytuacji wyszłoby, że uczeń miał w rzeczywistości niższą punktację niż ta, która znalazła się w dokumentacji, to wynik nie może zostać obniżony. To gwarantuje ustawa.

Tak. Ale wracając do obecnej sytuacji: tutaj nie ma żadnej podstawy prawnej, żeby cokolwiek podważać. Nie powinno być tego zamieszania, do którego niestety doszło, ale wszyscy ostatecznie otrzymali prawidłowe wyniki.

Prawidłowe informacje otrzymali przed tym terminem. Kuratorium ponadto przesunęło termin zmiany szkoły.

Proszę pamiętać, że system działa od 18 lat. Po raz pierwszy pojawił się taki błąd i w dodatku był efektem niedopatrzenia ludzkiego. Nie chodzi o cały system. Mogę zaręczyć, że nie ma innych nieprawidłowości. Jeżeli nawet my sami nie dostrzeżemy czegoś, to jesteśmy pod niezwykle czujną obserwacją tysięcy par oczu – jesteśmy śledzeni wnikliwie przez rodziców, uczniów, dziennikarzy. Nie ma możliwości, żeby coś przeszło niezauważone. Każdy najdrobniejszy błąd w arkuszu jest natychmiast nagłaśniany. Wszyscy patrzą nam na ręce. Taki wypadek nie miał prawa się zdarzyć, ale nie przekreśla całego systemu.

W tej chwili na moją prośbę OKE w Warszawie szczegółowo analizuje całą sytuację. Po zakończeniu tych prac na pewno będziemy szukali miejsc, w których można wdrożyć zmiany, choćby drobne korekty. Każdą problematyczną sytuację wykorzystujemy również do tego, aby doskonalić naszą pracę.

Pomimo naszych obaw związanych ze zwiększeniem w każdym arkuszu liczby punktów, jakie można było uzyskać za rozwiązanie zadań otwartych, uczniowie poradzili sobie z tym wyzwaniem dość dobrze. Nam zależało, aby naprawdę ważne umiejętności, chociażby zdolność do samodzielnego myślenia, zarówno w matematyce, jak i w polskim, sprawdzać lepiej, bardziej trafnie. A taką możliwość dają zadania otwarte. Co równie istotne, odeszliśmy w pełni od klucza. Nie jest tak, że liczy się tylko jedna prawidłowa odpowiedź i uczeń musi się w nią wstrzelić. Przyglądamy się każdemu sposobowi podanemu przez zdających, który prowadzi do poprawnego wyniku.

Nie da się porównywać wyników.

To są inne zadania, inne testy, inna grupa uczniów. Jakiekolwiek porównania są nieuzasadnione.

Po analizie próbnych testów oczekiwaliśmy raczej słabszych wyników. Zakładaliśmy, że średnia wyniesie w matematyce 37–40 proc. A wyniosła 45 proc. Z polskiego wynik miał wynosić 50–55 proc., a wyniósł 63 proc.

Nie da się zaprzeczyć, że uczniowie lepiej sobie radzą w przedmiotach humanistycznych. Umiejętności matematyczne są słabiej opanowane. Największy problem sprawia modelowanie matematyczne – czyli przełożenie zadania na język matematyczny i opracowanie strategii rozwiązania. Ale to nie dotyczy tylko polskich uczniów, ten problem pojawia się przy wszystkich międzynarodowych badaniach. W języku obcym zauważyliśmy, że największe trudności sprawia brak dobrej znajomości gramatyki i leksyki. W przedmiotach humanistycznych w ogóle jest problem z precyzją języka.

Jeden z widocznych i powtarzających się trendów jest taki, że w przypadku języka angielskiego uczniowie ze szkół zlokalizowanych na terenach wiejskich niemal zawsze osiągają słabszy średni wynik niż uczniowie ze szkół zlokalizowanych w miastach. W przypadku pozostałych zakresów egzaminu gimnazjalnego lub przedmiotów egzaminu ósmoklasisty nie ma już tak prostej zależności, choć zauważalny jest trend, że najniższe wyniki średnie uzyskują uczniowie ze szkół zlokalizowanych w miastach do 20 tys. mieszkańców, a nie ci z terenów wiejskich.

To jest zastanawiające, dlatego na to wskazujemy. Ale to jest pytanie dla badaczy edukacji. Na pewno warto się temu przyjrzeć.

Egzamin niczego nie definiuje ani nie precyzuje. Wiadomości i umiejętności, jakie uczeń powinien opanować, są określone w wymaganiach podstawy programowej kształcenia ogólnego. Egzamin będzie – tylko i aż – sprawdzał to, co jest zapisane w tym dokumencie. Oczywiście może to sprawdzać na różne sposoby, i tu istotnie egzamin ma ogromne znaczenie. W egzaminie ósmoklasisty z każdego przedmiotu, jak wspominałem, dużo więcej punktów można uzyskać za rozwiązanie zadań otwartych. Uczeń musi samodzielnie sformułować krótszą bądź dłuższą wypowiedź, przedstawić pełny tok rozumowania w rozwiązaniu zadania z matematyki. W tych zadaniach egzaminacyjnych stawiamy na samodzielność, twórcze podejście do zagadnienia, sprawdzanie rozumowania, argumentowania. Egzamin jest odzwierciedleniem tego, co najbardziej istotne w podstawie programowej.

>>> Polecamy: Prestiżowy dyplom kosztuje. Absolwenci MBA mają sześciocyfrowe długi

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj