Przekop Mierzei Wiślanej. Projekt, który podzielił ludzi

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 lipca 2019, 19:00
Mierzeja Wiślana
Mierzeja Wiślana/Wikimedia Commons
Spór o przekop Mierzei Wiślanej nabiera ostrości im bliżej terminu realizacji projektu. Jednak ten konflikt inaczej wygląda z perspektywy wąskiego kawałka ziemi na północy.

Skowronki, gmina Sztutowo. W miejscu, gdzie wycięto las pod przekop jest jak na Księżycu – tak opisywały to media. Faktycznie, nieziemski krajobraz. Ściana drzew nagle się urywa, ogołocone pagórki pną się wysoko (to jeden z najwyżej położonych terenów mierzei), leje po korzeniach co większych sosen przypominają kratery.

Reszta jest już bardziej swojska, bo turyści najwyraźniej uznali zobaczenie tego miejsca za punkt obowiązkowy pobytu nad Bałtykiem. Niektórzy podjeżdżają samochodami najbliżej, jak się da. W weekendy pojawia się tu nawet społeczna służba parkingowa, która za niewielką opłatą przypilnuje auta i zaprowadzi jako taki ład na rozjeżdżonym poboczu.

– Straszne, co tu zrobili – mówi kobieta w średnim wieku. Staje obok mężczyzny zapamiętale fotografującego okolicę. – Pani poczeka kilka lat, jak dokończą inwestycję. Lubię przyrodę, ale ekoterroryści i Unia Europejska nie będą nam dyktować warunków. Tu o strategiczne bezpieczeństwo chodzi: uniezależnimy się od Rosji, bo to skandal, by teraz Ruskie decydowali, kto na Zalew może wpłynąć. Poza tym Elbląg rozkwitnie, stanie się morskim portem – wyrzuca z siebie fotograf amator jednym tchem. – A pan tutejszy? – pyta kobieta. – Nie, ja jestem z południa Polski – odpowiada. – To skąd pan wie, co jest dobre dla tej okolicy? – docieka turystka. – Bo ja oglądam telewizję i prasę czytam – mówi mężczyzna, podnosząc głos. – Chyba gadzinówkę jakąś – ironizuje kobieta. Dalej rozmowa przestaje dotyczyć mierzei, a zaczyna koncentrować się na ocenie wiarygodności polityków i medialnych przekazów.

– Wie pani, jak teraz się ludzie o mierzeję kłócą? Całe rodziny potrafią wstać od stołu i się rozejść, każdy w inną stronę – mówi mi Joanna, która przy zejściu na plażę w Kątach Rybackich dorabia, zaplatając kolorowe warkoczyki. Zaraz dodaje, że jeszcze ciekawiej się zrobiło, gdy o to samo zaczęli się spierać przyjezdni. Ostatnio gość z Lublina z warszawiakiem spięli się pod tutejszym Muzeum Zalewu Wiślanego tak, że niemal pięści poszły w ruch.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj