Jak oceniał w piątek na konferencji wynikowej za II kwartał 2019 r. wiceprezes ds. rozwoju Zbigniew Leszczyński, do sformułowania roszczeń związanych z przerobem zanieczyszczonej ropy będzie potrzebnych jeszcze nawet kilkanaście tygodni. Potrzebne jest zbadania instalacji - zaznaczył.

Leszczyński dodał, że „kwot na tym etapie nie możemy podać”. Wiceprezes ds. finansowych Wiesław Protasewicz wskazał, że należy m.in. zbadać, czy dana instalacja nie przerabiała w jakimś momencie ropy zanieczyszczonej, dlatego że np. pojawiła się ona w rurociągu wcześniej, niż to oficjalnie zakomunikowano.

Jeszcze nie zaczęliśmy wstrzymywać instalacji, zatrzymania i remonty zaczną się pod koniec sierpnia - podkreślił Protasewicz. Jak wyjaśnił, wtedy też będzie dokonywana ocena, czy do danej instalacji zanieczyszczona ropa dotarła. Do pełnego obrazu musimy jeszcze poczekać - dodał wiceprezes.

Reklama

PERN, po wykryciu podwyższonego stężenia chlorków w rosyjskiej ropie naftowej transportowanej rurociągiem "Przyjaźń", aby ochronić polski system przesyłowy i instalacje rafineryjne, 24 kwietnia wstrzymał odbiór surowca poprzez bazę w Adamowie przy granicy z Białorusią. PERN informował wtedy, że decyzja została podjęta na podstawie uzgodnień z rafineriami. Ropa przestała wówczas płynąć Odcinkiem Wschodnim polskiej części rurociągu „Przyjaźń” do rafinerii: w Płocku i Gdańsku oraz dalej, do dwóch rafinerii niemieckich - Leuna i Schwedt. Od tego momentu polskie rafinerie były zaopatrywane z morskich dostaw ropy, zostały też częściowo udostępnione zapasy obowiązkowe.

PERN, na wniosek rafinerii odbierających surowiec, wznowił tłoczenie 9 czerwca. Od początku lipca dostawy ropy naftowej do Polski rurociągiem "Przyjaźń" odbywają się trzema nitkami magistrali.

>>> Czytaj też: USA zestrzeliły irańskiego drona. Ceny ropy rosną