Trump ponownie apeluje do Chin o "humanitarne działania" w Hongkongu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
31 sierpnia 2019, 10:06
Protesty w Hongkongu. Na plakacie zdjęcie szefowej władz, Carrie Lam, z apelem "Carrie Lam, ustąp!"
Protesty w Hongkongu. Na plakacie zdjęcie szefowej władz, Carrie Lam, z apelem "Carrie Lam, ustąp!" /ShutterStock
Donald Trump w piątek ponownie podkreślił zależność między sytuacją w Hongkongu a amerykańskimi negocjacjami handlowymi z Chinami. Prezydent USA zaapelował do Pekinu o "humanitarne działania" po aresztowaniach wpływowych działaczy demokratycznych.

Wcześniej w piątek policja w Hongkongu zatrzymała działaczy Joshuę Wonga i Agnes Chow w związku z trwającymi w mieście od wielu tygodni protestami. Władze ostatecznie odmówiły również zgody na planowaną na sobotę pokojową manifestację.

W nocy z czwartku na piątek założyciel proniepodległościowej Hongkońskiej Partii Narodowej (HKNP) Andy Chan przekazał na Facebooku, że został zatrzymany na lotnisku w Hongkongu, z którego miał odlecieć do Tokio. Policja poinformowała, że na lotnisku zatrzymano mężczyznę o nazwisku Chan pod zarzutem udziału w zamieszkach i napaści na policjanta.

Trump oświadczył, że presja handlowa, jaką wywarł na Chiny, przyczyniła się do złagodzenia napięcia między Pekinem a Hongkongiem. "Bez negocjacji handlowych Hongkong byłby w znacznie trudniejszym położeniu - powiedział amerykański prezydent - Moja akcja naprawdę pomaga złagodzić napięcie w Hongkongu". Jego zdaniem działania władz Chin mogłyby być bardziej brutalne, gdyby Pekinowi nie zależało na podpisaniu z USA umowy handlowej.

Donald Trump w połowie sierpnia oświadczył, że Chiny, przed podpisaniem z USA umowy handlowej, powinny przede wszystkim "humanitarnie" potraktować Hongkong.

"Oczywiście, że Chiny chcą zawrzeć z nami umowę. Ale niech najpierw zaczną po ludzku współpracować z Hongkongiem! - napisał wówczas Trump na Twitterze - Mam ZERO wątpliwości, że jeśli prezydent Xi (Jinping) chciałby szybko i humanitarnie rozwiązać problem Hongkongu, jest w stanie to zrobić".

Demonstracje zaczęły się od sprzeciwu wobec projektu nowelizacji prawa ekstradycyjnego, który przewiduje możliwość odsyłania podejrzanych do Chin kontynentalnych. Z czasem do postulatów doszło również m.in. żądanie powszechnych, demokratycznych wyborów szefa administracji Hongkongu oraz członków lokalnego parlamentu.

Popierana przez Pekin szefowa władz regionu Carrie Lam wykluczyła ustępstwa wobec protestujących i przestrzegała, że radykalne wystąpienia "spychają Hongkong na krawędź bardzo niebezpiecznej sytuacji". Rząd centralny porównywał demonstrantów do terrorystów i oskarżał o sianie fermentu w Hongkongu "obce siły". Dawał również do zrozumienia, że może stłumić protesty przy użyciu wojska.

>>> Czytaj też: Cyberatak na forum protestujących w Hongkongu. Trwa też walka o prywatność Telegramu

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj